20 lipca 2016

Rozdział I

  Hogwart Express mknął spokojnie i płynnie po szynach. Słońce wlewało się do pociągu, napełniając uczniów otuchą i dobrym samopoczuciem przed pierwszymi dniami szkoły. W przedziałach słychać było głośne śmiechy, rozmowy i opowieści z wakacji, a magicznego klimatu nadawało pohukiwanie sów. Ludzie mijali się na korytarzu i pozdrawiali głośno, pytając jak spędzili wolny czas. Czarownica z wózkiem ze słodyczami właśnie zbierała się do swojego zwykłego obchodu i wszyscy czuli, że wszystko jest na swoim miejscu. Cieszyli się z nowego roku na razie jeszcze nie przejmując się perspektywą trudnych prac domowych czy sprawdzianów.

   Lily Evans była jedną z tych, która siedziała w przedziale i rozmarzonym wzrokiem wpatrywała się w okno. Słońce miło grzało ją w twarz, wprawiając w bardzo dobry nastrój. Świadomość spędzenia dziesięciu miesięcy bez wiecznie obrażonej Petunii, sprawiała, że Lily czułą ogromną ulgę. Ilekroć pojawiała się gdzieś w zasięgu wzroku siostry, musiała znosić obraźliwe uwagi, docinki i urażone spojrzenia. Ostatnio wszystko pogorszyło się jeszcze bardziej po tym jak Petunia po raz pierwszy przyprowadziła do domu swojego chłopaka, który – zdaniem Lily – bardziej tępy i nudny być nie mógł. Rudowłosa miała w zwyczaju nie kryć swojego zdania i po odejściu młodzieńca powiedziała siostrze, że stać ją na kogoś lepszego. Tunia obraziła się oczywiście jeszcze bardziej i ograniczyła się tylko do urażonych spojrzeń oraz robienia dziwnych min.

   Trzy jej najlepsze przyjaciółki siedziały w przedziale razem z nią, rozmawiając wesoło i popijając sok z dyni. Dorcas Meadowes, z którą Lily zawsze trzymała się najbardziej, była smukłą i wysoką blondynką, o piwnych oczach i dumnym wejrzeniu. Często była lekko ironiczna i wyniosła, ale rudowłosa wiedziała, że w każdej chwili może na nią liczyć. Alicja Wright, niska i nieco pulchna szatynka z krótkimi włosami i okrągłą twarzą, zawsze zarażała swoim optymizmem i uśmiechem wszystkich w promieniu mili. Joanne, brunetka o średnim wzroście, była z nich wszystkich najbardziej wybuchowa i skłonna do sprzeczek.

– Dlaczego nic nie mówisz? –  Usłyszała po swojej lewej stronie, po czym przeniosła wzrok na Dorcas.

– Wybacz, zamyśliłam się jakoś. –  odrzekła Lily, która postanowiła nie wracać już myślami  do swojej siostry. – A co, mówiłyście coś?

–  Rozmawiamy od piętnastu minut. –  zachichotała Alicja, która siedziała naprzeciwko Lily. – Ale w zasadzie niczego nie ominęłaś, Jo opowiada o swoich perypetiach miłosnych z Johnem w roli głównej.

   Joanne zarumieniła się delikatnie, ale podniosła głowę, po czym odrzekła:

–  Ja przynajmniej coś wam opowiadam. Za to ty, Alicjo, milczysz jak grób. Dawno nie mówiłaś, co tam u Franka. A sądzę, że wszystkie trzy chętnie się tego dowiemy.

–  A daj mi spokój! –  zaśmiała się ponownie Alicja, która z Frankiem Longbottomem była w szczęśliwym związku już od pół roku i świetnie im się układało. – Jeśli chcesz, sama go o to zapytaj. Jestem pewna, że z przyjemnością ci odpowie.

  Lily i Dorcas wymieniły rozbawione spojrzenia. Od dawna wiedziały, że Alicja nie da się tak łatwo wyprowadzić z równowagi, odbijając piłeczkę Jo, która już po chwili się irytowała. Rudowłosa podrapała za uszami burego kota Dorcas, Bingo, który właśnie ocierał się o jej nogi, po czym znowu przeniosła spojrzenie za okno.

– Czy z nią, aby na pewno wszystko jest okej? – zapytała Jo, łapiąc Bingo i biorąc go sobie na kolana. Kot w żadnym stopniu nie był z tego zadowolony i zapamiętale próbował się jej wyrwać. – Lily, cały czas siedzisz i nic nie mówisz. Coś się stało?

   Rudowłosa westchnęła, po czym objęła się ramionami. Przez całe wakacje słuchała w wiadomościach o dziwnych zniknięciach ludzi czy zabójstwach. Mugole nie byli świadomi tego, że ma to coś wspólnego ze światem czarodziejów, ale ona wiedziała. Za każdym razem, kiedy czekała rano na kolejny Prorok Codzienny, cała się trzęsła. Bała się, że któregoś dnia zobaczy tam znajome nazwisko osoby na liście ludzi, którzy zostali zamordowani lub zaginęły w tajemniczych okolicznościach. Odwiązując gazetę od nóżki sowy modliła się, aby nic takiego tam nie znaleźć i na szczęście za każdym razem doznawała niewysłowionej ulgi. Spojrzała na przyjaciółki, lecz po chwili spuściła wzrok.

–Boję się. Boję się tego, co się teraz dzieje. Boję się wojny – wyszeptała. – Za każdym razem nie potrafię wyobrazić sobie jak będzie wyglądało nasze życie.

   Dorcas przysunęła się i objęła ją ramieniem, a Alicja i Joanne natychmiast spoważniały.

– Wojna będzie, to jest pewne. Sama–Wiesz–Kto jest coraz silniejszy, a liczba Śmierciożerców wzrasta. –odezwała się Alicja, którą od kilku miesięcy nawiedzały te same lęki, ale starała się je przezwyciężać. – Mimo to musimy się jakoś trzymać i w razie czego stanąć do walki. Nie poddamy się tak łatwo.

    Lily uśmiechnęła się smutno, obserwując Bingo, który uwolnił się w końcu od Jo i teraz z oburzeniem siedział na parapecie okna, liżąc sobie łapki.

– Ja nie martwię się o siebie. Tylko o rodziców i Tunię. Wiecie... wiecie przecież, jak oni traktują mugoli i jeśli dopadną moją rodzinę...

– Nie poznaję cię, Evans – zadrwiła Dorcas, która poczuła, że wnętrzności skręcają się jej ze strachu. – Zawsze taka odważna i zawzięta, a teraz nagle siedzisz i jęczysz. Jeszcze nic się nie dzieje, a twojej rodzinie nic nie grozi. Wątpię, żeby Śmierciożercy specjalnie się do nich fatygowali, zwłaszcza, że od kilku dni jest kompletna cisza i nic się nie stało.

– Cisza przed burzą – mruknęła Jo, która do tej pory się nie odzywała. –Ale dziewczyny mają rację, Lily, nie martw się na zapas.

– Jak wy wszystkie potraficie cudownie pocieszać – zaśmiała się Lily, która po części poczuła się podniesiona na duchu. – Po waszym gadaniu nie powinnam wychodzić z łóżka przez następne dziesięć lat ze strachu przed Voldemortem i...

   Wszystkie trzy automatycznie syknęły, a Jo podskoczyła do góry. Lily przewróciła oczami, po czym popukała się w czoło. Reakcja na imię największego czarnoksiężnika ostatnich lat była jej znana już od dawna, ale za każdym razem tak samo ją irytowała.

– Czy ty możesz... – zaczęła Dorcas, ale Lily spojrzała na nią surowo i wpadła jej w słowo.

– Nie, nie mogę. Och, na litość boską, czy wy możecie przestać? To tylko imię, mogę sobie je powtarzać, jak długo będę chciała. Nie boję się go.

– Ale przed chwilą mówiłaś...

– Nie mówiłam, że boję się jego, tylko, że boję się wojny. A to zasadnicza różnica – fuknęła rudowłosa, zakładając ręce na piersi.

– I właśnie dlatego mi się podobasz. – Usłyszały przy wejściu do przedziału, zachrypnięty męski głos, który był Lily tak dobrze znany.

   Wywróciła oczami, ale spojrzała na Jamesa Pottera, który stał razem z Syriuszem Blackiem w otwartych drzwiach i patrzył na nią z łobuzerskim uśmiechem na ustach. Rudowłosa kątem oka zauważyła, że James urósł kilka cali przez lato, ale poza tym jego wiecznie roztrzepane włosy i orzechowe oczy wcale się nie zmieniły, tak samo jak szeroki uśmiech, kiedy pojawiał się na jego ustach zawsze wtedy, kiedy ona była w pobliżu.

– Nie wiesz, że nie ładnie tak podsłuchiwać, Potter? – zapytała, patrząc na niego spod uniesionych brwi, kątem oka rejestrując, że Alicja mrugnęła do niej, uśmiechając się znacząco. Zignorowała to, podnosząc dumnie głowę.

   Wszyscy w szkole wiedzieli, że ten nieznośny i przystojny James Potter podkochuje się w Lily Evans, która była obojętna na wszystkie jego zaloty, uważając go za zwyczajnego zarozumialca. Każdy już chyba słyszał typowy dla nich dialog, nawet nauczyciele. 'Hej, Evans, umówisz się ze mną?' 'Spadaj, Potter' niosło się po korytarzu przynajmniej trzy razy na tydzień. Młodsi uczniowie potrafili się z tego śmiać, ale starsi słyszeli to już tak często, że był to dla nich chleb powszedni i przestali na to zwracać uwagę.

–Nie podsłuchujemy, przyszliśmy się przywitać, bo Rogacz już nie mógł wytrzymać, żeby cię zobaczyć – wtrącił się Syriusz, patrząc na nie spod grzywy czarnych włosów, które spadały mu zawadiacko na czoło.

   Dorcas poruszyła się niespokojnie, ale nic nie powiedziała, a Lily mogłaby przysiąc, że Black na sekundę zawiesił na niej wzrok. Od dawna wiedziała, że Syriusz podoba się jej najlepszej przyjaciółce, która z kolei wiedziała, że nie może tego po sobie okazywać. Bała się, że gdyby zaczęła z nim chodzić, zostawiłby ją tak, jak wszystkie inne, które zdobył, zakładając się o to wcześniej z Jamesem.

   Potter, który nie był wcale zakłopotany słowami przyjaciela, mrugnął do niej przyjaźnie, po czym powiedział:

– W każdym razie, skoro już wiem, że jesteś tak samo śliczna i zadziorna, jak przed wakacjami, mogę już iść. Miłego dnia, drogie panie. Miłego pierwszego dnia szkoły, Lily.

   Uśmiechnął się do niej szeroko, po czym wyszedł razem z Syriuszem i zamknął za nimi drzwi. Alicja pisnęła z podniecenia, po czym szybko przesiadała się tak, aby być obok Lily, która zamarła z lekko uchylonymi ustami.

– Słyszałaś?! – zawołała cicho brunetka, szarpiąc ją za rękę. – LILY! Powiedział 'Lily', a nie Evans! Mówiłam ci, mówiłam!

   Rudowłosa szybko zamknęła usta, sama zaskoczona swoją reakcją. Poczuła się bardzo dziwnie i nieswojo, bo chyba po raz pierwszy w życiu James nie zwrócił się do niej po nazwisku, tylko po imieniu. Alicja od połowy poprzedniego roku powtarzała jej, że Potterowi zaczęła przechodzić ta odwieczna głupota, ale Lily była na niego tak cięta, że nawet nie zwróciła na to uwagi. A gdyby bardziej się przyjrzała, zauważyłaby, że coraz rzadziej udawał najmądrzejszego w całej szkole, przestał miotać zaklęcia na przypadkowych ludzi, aby pokazać nad nimi wyższość, a pod koniec szóstej klasy przestał krzyczeć na pół zamku pytanie, czy dziewczyna się z nim nie umówi. Mimo wszystko Lily szybko otrząsnęła się z szoku, po czym odrzekła chłodno:

– Nie mam pojęcia, o czym mówisz. Pewnie mu się pomyliło, a poza tym nie obchodzi mnie, czy to miało jakikolwiek cel. Nawet z trzymetrowym kijem bym do niego nie podeszła.

– Mów, co chcesz – zachichotała Jo, znowu przytulając do siebie Bingo, który zrezygnowany, znieruchomiał, najwyraźniej chcąc przeczekać te tortury. – Ale ja uważam, że powinnaś przestać być dla niego taka oschła, widać, że powoli mądrzeje.

   Rudowłosa prychnęła, po czym przeniosła pytający wzrok na Dorcas, który patrzyła na nią spod uniesionych brwi.

– Mnie nie pytaj – powiedziała blondynka z krzywym uśmiechem. – Nie mam pojęcia, czy się przejęzyczył, czy nabrał szacunku i przestał zachowywać się jak dupek.

   Lily, którą temat zaczynał powoli irytować, postanowiła go stanowczo zakończyć.

- On naprawdę kompletnie mnie nie obchodzi, a jeżeli nawet znalazł gdzieś swój mózg podczas wakacji, to mnie nic do tego. Mogę się jedynie cieszyć, że przestanie mnie denerwować.  A teraz lepiej się przebierzmy, bo niedługo będziemy wysiadać.

***

  Lily poczuła ogromną ulgę, kiedy po uroczystej kolacji z okazji rozpoczęcia roku mogła wreszcie położyć się do łóżka z czterema kolumienkami i zaciągnąć w nim zasłony. Od dwóch godzin leżała i bezczynnie patrzyła się w sufit niewidzącym wzrokiem, trzymając ręce pod głową. Po spokojnych oddechach trzech osób mogła stwierdzić, że jej przyjaciółki już smacznie spały. Westchnęła cicho, po raz kolejny przypominając sobie przemówienie profesora Dumbledore'a, który spokojnie wytłumaczył im, że ze względu na zagrożenie ze strony Voldemorta i jego popleczników, Hogwart został zabezpieczony silnymi zaklęciami ochronnymi, przy każdym wejściu do szkoły mieli stać aurorzy, a wypady do Hogsmeade zostały w tym roku odwołane. Słysząc to powinna poczuć się spokojniejsza i podniesiona na duchu, ale poczuła się zupełnie odwrotnie. Wiedziała, że taka mobilizacja to już nie przelewki i w każdej chwili mogło dojść do jakiejś tragedii. Błagała w duchu, aby jej rodzinie nic się nie stało – modliła się o to każdego dnia.  Nigdy nie bała się o siebie, zawsze stawiała swoje dobro i bezpieczeństwo w drugiej kolejności.

   Przekręciła się na bok, wtulając głowę w poduszkę. Nienawidziła Voldemorta całym sercem za to, jak niszczył ludzi i sprawiał, że wszyscy wokół drżeli ze strachu. Zacisnęła mocno powieki, starając się przestać nad tym wszystkim zastanawiać. Wiedziała, że musi być twarda i wziąć się w garść. Dumbledore przecież powiedział, że wszystko będzie dobrze i, że w razie czego, są w stanie pokonać siły ciemności. Lily znowu poczuła chwilową ulgę, ponownie analizując całą jego przemowę. 

   Ponownie wróciła do pozycji na wznak, by wpatrywać się w sufit. Nawet Huncwoci spoważnieli, słysząc to, co dyrektor miał im do przekazania. Rudowłosa przypomniała sobie, jak Potter delikatnie zbladł po usłyszeniu tych rewelacji. Kiedy wchodzili do Wielkiej Sali, minęli się, a on jedynie się do niej uśmiechnął nic nie mówiąc, co przez kilka sekund zastanowiło dziewczynę. Za każdym razem, kiedy ją widział musiał rzucić jakiś głupi tekst, a od ich wymiany zdań w pociągu nie powiedział nic, choć widzieli się również w pokoju wspólnym Gryffindoru. Nie będę przecież o nim myślała, skarciła się w myślach. Od wielu lat ignorowała go, jak tylko mogła, nie kryjąc w żaden sposób swojej niechęci, a on mimo to pozostawał jakby głuchy na jej wszystkie protesty i niemiłe słowa. Lily ponownie westchnęła i przekręciła się na prawy bok, zaciskając powieki. Chciała w końcu zasnąć i nad niczym zastanawiać, ale myśli krążyły po jej głowie, jak rozwścieczone stado szerszeni. Zakryła oczy dłonią, naciągając kołdrę aż pod brodę. Zamierzała tak leżeć i czekać na sen, który ostatecznie kiedyś musiał nadejść, zwłaszcza, że rudowłosa była bardzo zmęczona po podróży. Znowu otworzyła oczy i wpatrzyła w baldachim nad łóżkiem.

***

   James wygrzebał się z łóżka, najciszej jak tylko mógł. Wsunął stopy w buty stojące obok łóżka, po czym wziął z szafki okulary i założył jej na nos. Zabrał również Mapę Huncwotów, po czym pochylił się nad kufrem, aby wyjąć pelerynę niewidkę. Wszyscy w dormitorium już spali, co można było poznać po odgłosach spokojnego oddechu trzech osób i donośnego chrapania Syriusza. Brunet uśmiechnął się drwiąco sam do siebie, myśląc, że nawet gdyby tłukł się tutaj jak jego mama robiąca rano śniadanie, nikt by go nie usłyszał, bo Łapa wszystko zagłuszał. Kiedy już znalazł delikatny materiał, zarzucił go na siebie, po czym wyszedł z sypialni, mijając łóżko Franka Longbottoma, które stało najbliżej drzwi. Zbiegł po spiralnych schodkach, by po chwili znaleźć się w pokoju wspólnym, który był opustoszały i słychać było tylko ciche trzaskanie ognia. James bez wahania popchnął portret Grubej Damy i nie zwracając uwagi na jej rozespane, niezadowolone pomruki, skierował się w stronę wyjścia z zamku.

    Od trzech godzin przewracał się w łóżku z boku na bok, ale choć było już po pierwszej w nocy, nie mógł zasnąć. Postanowił więc, że się przejdzie, z resztą nie po raz pierwszy podczas jego nauki w Hogwarcie. Czasami wychodził z Syriuszem, Remusem i Peterem, ale częściej chodził sam, aby się po prostu przewietrzyć. Po drodze do głównego wejścia nie spotkał nikogo, nawet pani Norris. Popchnął ogromne wrota, po czym znalazł się na cichym i spokojnym dziedzińcu. Spojrzał na połówkę księżyca, która jaśniała pomiędzy gwiazdami. Do pełni pozostało niewiele, a James uśmiechnął się na myśl o kolejnej włóczędze z wilkołakiem po lesie, jako jeleń z Łapą i Glizdogonem u boku. Odkąd Remus pił Wywar Tojadowy wszystko stało się dużo przyjemniejsze i prostsze dla nich, bo wiedział, co się dzieje podczas transformacji i nie był groźny dla otoczenia. 

   Brunet włożył ręce do kieszeni, i wciąż nie zdejmując peleryny niewidki, ruszył powoli po błoniach. Słyszał tylko szum drzew w Zakazanym Lesie i muzykę świerszczy ukrytych w trawie. Spojrzał w okna chatki Hagrida, w których nie paliło się już światło. James z uśmiechem na ustach pomyślał, że razem z przyjaciółmi jutro go odwiedzi, bo oczywiście gajowy nie zapomniał, aby wszystkich wyściskać i zaprosić na herbatę. 

   Mimo tak przyjemnych dla niego perspektyw, James zatrzymał się i zapatrzył w Wierzbę Bijącą, której gałęzie kołysały się teraz lekko pod wpływem delikatnego wiatru. Nie uśmiechał się już, czując to nieprzyjemne uczucie w piersi, które towarzyszyło mu od wielu tygodni. To wszystko, co się teraz działo... Przerażało go bardziej niż sam był w stanie o tym myśleć. Nie w głowie mu były już głupie żarty i poniżanie innych. Przez ostatnie dni wiele zrozumiał, między innymi to, jak zarozumiałym był idiotą. 
  
    Westchnął, po czym wyjął z kieszeni Mapę Huncwotów i różdżkę. Stuknął nią lekko w pergamin, mrucząc Uroczyście przysięgam, że knuję coś niedobrego. Na trzymanym przez niego kawałku papieru natychmiast pojawiła się mapa Hogwartu, a brunet rozłożył ją tak, aby dokładnie wszystko widzieć. Jego wzrok automatycznie powędrował w górny róg mapy, gdzie znajdował się Pokój Wspólny Gryffindoru, a obok niego dormitorium dziewcząt. Kropka z podpisem Lily Evans znajdowała się właśnie tam, tkwiąc w miejscu. Pewnie już śpi, pomyślał James, wyobrażając sobie jej gęste włosy rozsypane na poduszce. Przymknął powieki, jednocześnie marszcząc brwi. Wiedział, że sprawę z Lily przegrał już dawno, zachowując się jak ostatni dupek. Doskonale wiedział, jakie dziewczyna ma o nim zdanie i to wcale nie sprawiało mu ulgi. Dzisiaj ta cała szopka w pociągu była pomysłem Syriusza, który chciał zobaczyć Meadowes i poprosił Jamesa, żeby to on udał głupiego. Brunet zgodził się bez większego problemu, wiedząc, że czegokolwiek by teraz nie zrobił, Lily już na niego przychylniej nie spojrzy, a Łapa może ma u Dorcas jakąś szansę. Westchnął ponownie, po czym tęsknie spojrzał w stronę zamku. Tak bardzo mu się podobała, tak bardzo była śliczna, tak bardzo mu imponowała swoją osobowością... Spuścił głowę, po czym stuknął ponownie w mapę, mruknął Koniec psot i schował ją za pazuchę. Teraz pozostało mu jedynie zostawienie jej w spokoju i choć częściowe zrehabilitowanie się w jej oczach. 

    Tak bardzo chciałbym, żebyś na mnie spojrzała, Evans, inaczej niż z pogardą, pomyślał idąc po zboczu z powrotem w stronę zamku i przypominając sobie jej promieniste zielone oczy w kształcie migdałów, spójrz chociaż raz. 
Beta – Lena
______________________________________________

Witajcie, kochani! <3
Przepraszam, że tak długo musieliście czekać na ten rozdział, ale jakoś tak mi się wszystko ułożyło, że dopiero przed chwilką go skończyłam. :) 
Na początku wcale mi się podobał, nigdy nie lubiłam pisać pierwszych rozdziałów, bo zawsze są nudne i takie wprowadzające, ale przed chwilą napisałam końcówkę i jakoś tak przychylniej na niego spojrzałam. 
Cóż, pozostaje mi czekać na Waszą opinię na temat tego, jak to wszystko udało mi się przedstawić. Wiem, że każdy ma swoją wizję ery Huncwotów i po raz kolejny przypominam, że podczas pisania nie będę trzymała się ściśle kanonu, co znawcy serii z łatwością zauważą. :) 
Mi coraz lepiej idzie nadrabianie Waszych opowiadań i już niedługo powinnam mieć wszystko przeczytane oraz skomentowane, trzymajcie kciuki, żeby w miarę szybko mi się to udało. :D
Teraz pozostaje mi życzyć Wam miłego dnia i do zobaczenia przy kolejnym rozdziale, który powinien pojawić się szybciej niż ten. <3
Pozdrawiam!

42 komentarze:

  1. Dobry wieczór!
    Dziękuję za zawitanie na moim blogu i za komentarz :)
    Rozdział czytało mi się szybko, piszesz "lekkim piórem" co z resztą bardzo lubię.
    Lily i jej odrzucenie do James'a sprawiało, że podczas czytania dialogów - mimowolnie się uśmiechałam, takie to słodkie :)
    James to totalne przeciwieństwo Harry'ego jakiego znamy. Kolejny powód do uśmiechu. Polubiłam James'a, a końcówka była przeurocza.
    Jak Syriusz pojawił się w drzwiach przedziału to aż mnie przyjemne ciarki przeszły :D
    Nie pozostaje mi nic innego jak czekać na kolejny rozdział i życzyć Ci dużo weny jak i wiele, wiele czasu na pisanie!
    Pozdrawiam, Eunice

    [ http://madeline-dean.blogspot.com ]
    [ http://thelastcall-caroline.blogspot.com ]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Harry faktycznie miał troszkę inne podejście do życia jak jego tata, haha :D
      No tak, Pan Black działa tak na wszystkie kobiety widzę. :p
      Dziękuję ślicznie za opinię i pozdrawiam! :*

      Usuń
  2. Hej,
    Rozdział wyszedł ci naprawdę dobrze. Kocham przekomarzania się Lily i Jamesa. James to totalnie przeciwieństwo Harry'ego jakiego znamy. Polubiłam James'a, a końcówka była przepiękna *.*
    Życzę dużo weny i czekam na kolejny rozdział.
    All the love xxx

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo za opinię :*
      Pozdrawiam! ♡

      Usuń
  3. Hej :)
    Powiem szczerze, że nie mogłam się doczekać pierwszego rozdziału :) Jak to pierwsze rozdziały z początku są trochę nudne, ale na koniec pozytywne zaskoczenie. Podobały mi się przemyślenia Lily i Jamesa. Ogólnie bardzo mi się podobał ;)
    Czekam na next ;D
    Pozdrawiam i weny życzę ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo za opinię! ♡
      Pozdrawiam również! :*

      Usuń
  4. Hey :)
    Podoba mi się pierwszy rozdział i nie uważam go za nudny. Fajnie wychodzą Ci przemyślenia bohaterów. Przyznam szczerze, że jest to pierwsze opowiadanie z Huncwotami, jakie czytam, nie zawierające Hermiony (tak, kocham podróże w czasie i inne tego typu dziwa) ;p
    Czekam na dalsze części. Proszę, żebyś mnie o nich informowała, gdziekolwiek Ci się podoba, na moim blogu.
    Pozdrawiam i życzę weny :)
    http://puppylove-hermiona-syriusz.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, że Ci się podoba. :) Z miłą chęcią będę informować!
      Również pozdrawiam. ♡

      Usuń
  5. Przyjaźń dziewcząt jest fantastyczna, jak również kreacja Jamesa i ogólnie wizja ich znajomości. Podoba mi się.
    I wybacz, krótki komentarz, ale mam ogrom zaległości i wszędzie zostawiam tylko mały znak po sobie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, to kamień z serca, bardzo się starałam dobrze przedstawić Jamesa i chyba mi się udało. :D
      Nie ma sprawy, dziękuję za opinię ♡

      Usuń
  6. James chyba przemyślał sobie parę spraw. Dobrze, że chce się zmienić. Chyba dotarło do niego, że musi inaczej postarać się o Lily albo myśli o wydarzeniach na świecie tak na niego podziałały. A może jedno i drugie.
    Nic dziwnego, że Lily boi się tej wojny. W każdej chwili Voldemort i śmierciożercy mogą zabić jej bliskich. No i mogą chcieć też ją znaleźć.

    Czekam na kolejny rozdział.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że jedno i drugie. :)
      Dziękuję bardzo za opinię! ♡

      Usuń
  7. Heyo!
    Bardzo spodobał mi się rozdział. Bohaterowie nie są papierowi, tak jak na początku myślałam, że będą. Ogólnie, byłam dość negatywnie na początku nastawiona do bloga. Większość historii z Huncwotami i Lily nie czytam, bo są dość oklepane. James i Lily się nienawidzą, Potter przestaje się zachowywać jak dupek, a Lily pada mu w ramiona. Uhh... Przeczytałam tylko dwa blogi Jily DO KOŃCA, bo reszta odrzucała mnie na początku. Ale twojego bloga z chęcią będę czytać, możesz być pewna :D
    Ach, Syriusz, mój ulubiony bohater <3 Więcej go poproszę. I żeby był w dobrych stosunkach z Lily! Nie lubię pary Dorcas/Syriusz, ale mam nadzieję, że po twojej opowieści mi to przejdzie.
    Ogólnie, rozdział fajny, płynnie się go czytało. Oczekuję jak najszybszej aktualizacji :P
    Pozdrawiam i życzę weny
    CanisPL

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojeju, w takim razie bardzo się cieszę, że mój początek tej historii Cię przekonał. ^^
      Zobaczymy jak to bedzie z tym Syriuszem, haha, ale ja też go uwielbiam. :D
      Dziękuję bardzo za opinię! ♡
      Pozdrawiam! ;*

      Usuń
  8. Aż mi się Jamesa żal zrobiło. Chociaż trzeba przyznać, że sam sobie na to zasłużył. Niestety nie mogę się rozpisać, bo jestem na telefonie, ale postanowiłam mimo wszystko coś naskrobać.
    Masz problem z zapisem dialogów. Poza tym wszystko gra. Rozdział ciekawy. Na razie nie ma akcji, ale powoli kreślą się bohaterowie i relacje między nimi. Trochę brakuje mi głębszego opisu emocji u Lily odnośnie strachu i nienawiści. Czekam na następny!
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Problem? Jami problem? Mogłabyś napisać dokładniej, o co chodzi?
      Zawsze najgorzej jest zaczynać, mam nadzieję, że drugi rozdział bardziej przypadnie Ci do gustu. :)
      Dziękuję bardzo za opinię i pozdrawiam!

      Usuń
    2. Może nie problem, ale przeoczenia. Źle to wcześniej ujęłam.
      – Wybacz, zamyśliłam się jakoś. – odrzekła Lily, która postanowiła nie wracać już myślami do swojej siostry. – A co, mówiłyście coś?

      – Rozmawiamy od piętnastu minut.[nieptrzebna kropka] – zachichotała Alicja, która siedziała naprzeciwko Lily.
      Masz takie coś w kilku miejscach. I chyba stosujesz dywizy zamiast pauz. Na telefonie trudno jednoznacznie ocenić, ale tak mi się wydaje.

      Usuń
    3. Postaram się zwrócić na to uwagę. :)

      Usuń
  9. Oj kochana kazałaś na siebie czekać.
    Wspaniały rozdział.
    Trochę szkoda mi Jamesa.
    I trochę zgadzam się z poprzednia opinią.
    Więcej akcji i emocji.
    One pozwalają nam wprowadzić się w sytuacje bohaterów.
    To opowiadanie ma prawdziwy potencjał i coś może z niego być
    wszystko tylko zależy od Ciebie.
    pozdrawiam mocno.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo za to, że we mnie wierzysz. :)
      Również pozdrawiam.

      Usuń
  10. Tak w sumie to podoba mi się to opowiadanie, dodaję do obserwowanych i nie pozwól długo czekać.
    Endory

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za opinię. :) Najpóźniej w sobotę powinien być rozdział. :*
      Pozdrawiam!

      Usuń
  11. Bardzo fajny rozdział :)
    Jak to początkowe rozdziały nic się nie dzieje, ale czekam na dalszy rozwój! :D
    Oh, James w ostatniej scenie mnie urzekł! Lily, ogarnij się, on jest fajny! xd
    Czekam na następny!
    Pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahah, Lily on jest naprawdę fajny, lecz się. :D
      Dziękuję bardzo za opinię! ♡
      Również pozdrawiam!

      Usuń
  12. Wybacz za zwłokę - zapragnęłam zostać artystką i przez cały ostatni dzień biegałam z farbą i wałkiem po pokoju (nadal nie czuję pleców, coś mi chyba przeskoczyło). Tak czy inaczej, jestem.
    Uwielbiam, gdy James droczy się z Lily, ale jeszcze bardziej uwielbiam, gdy robi się z niego dobry, słodki chłopak. Podoba mi się to, że od razu zastosowałaś ten drugi wariant, gdyż Pottera-łobuza znają chyba już wszyscy i to miło dla odmiany poczytać o nim jako o kimś o wielkim sercu i duszy wrażliwego mężczyzny.
    Treść i akcja - wiadomo, początki są lekko nudnawe, ale nie można przecież zacząć od zrzucenia wielkiej bomby, prawda? Poza tym masz ciekawy styl pisania i nie czułam zbyt wielkiej nudy, także duży plus. No i opowiadanie z perspektywy Jamesa, jego przemyślenia itd. - to chyba najbardziej przypadło mi do gustu, zawsze uwielbiałam męską perspektywę w opowiadaniach (co można chyba poznać nawet po moim blogu).
    Niedługo zabiorę się za drugi rozdział, promise!
    Ściskam i pozdrawiam, Marina ❤
    PS. Dziękuję za cudowny komentarz pod prologiem!
    PSS. Piszę ten komentarz na telefonie, więc jeśli wkradły się tu jakieś błędy, z góry przepraszam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, mimo wszystko mam nadzieję, że malowanie się udało. :D
      Właśnie specjalnie nie zaczynałam od tego bad Jamesa, bo dla mnie to już jest temat tak zwałkowany przez innych, że ja nic ciekawego bym z tego nie wycisnęła.
      Jeju, ja też uwielbiam perspektywę facetów, zawsze wolę ją od kobiecej!
      Dziękuję bardzo za opinię i również pozdrawiam! ♡

      Usuń
  13. Chyba mi zjadło komentarz :( No to jeszcze raz...
    Bardzo spodobał mi się opis, wiec z chęcią zabrałam się za czytanie. Prolog był emocjonalny i widać w nim, że trzymasz się książek. Rozdział napisany lekko, fajnie ze Jamesa poznajemy, gdy już dorasta. Ale dobrze było też posłuchać jego zaczepek na początku. Ogólnie opowiadanie zapowiada się nieźle.
    Przepraszam za błędy, pisze na telefonie :) dziękuję za komentarz u mnie i czekam na więcej!

    OdpowiedzUsuń
  14. Cześc cześć!
    Przepraszam że mnie nie było tak długo, ale dziś właśnie nadrabiam! Szczerze przeczytałam juz oba zaległe rozdziały, ale postanowiłam je osobno skomentować :)
    Więc, rozdział pierwszy, kurczę, uwielbiam Jamesa, jak się tak z nią droczy, jak jest taki słodziutki misio do przytulania. Ja musze tu zaznaczyć że kurczę, nigdy nie czytałam opowiadań potterowskich, więc kompletnie nie mam pojęcia co i jak, więc traktuję to opowiadanie, bohaterów jak zwykłe opowiadanie i bohaterów. Nie wiem czy wiesz, co mam na myśli? :D
    No ale, dalej. Bardo podoba mi się Twój styl, jest lekki i przyjemny, szybko sie czyta, chyba aż za szybko. Więc tak ekspresowo przeleciałam przez te rozdziały że aż .. twu.. to nie ten komentarz. Wrócę do tego dalej!
    To może już polecę dalej? :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma sprawy, Ty również musiałaś na mnie poczekać. ^^
      Dziękuję bardzo za opinię i lecę czytać komentarz pod drugim rozdziałem. :D

      Usuń
  15. Witam ponownie. :)

    Jak przy prologu, justowanie, akapity...

    Powinnaś dopisać na początku, kiedy rozgrywa się akcja. Zwłaszcza przez inaczej umiejscowiony w czasie prolog i niepokrywanie się.

    Lily strasznie niekanoniczna. Szczera, żeby nie powiedzieć chamska, łatwo oceniająca (patrz: chłopak Petunii), zwłaszcza czyiś poziom inteligencji.

    Wciśnięty na siłę, suchy opis przyjaciółek. Już go zapomniałam. Zły zabieg.

    Nienaturalnie wypadł początek rozmowy o wojnie. Suche formułki o armii Voldemorta trochę w stylu: wszyscy zginiemy.

    A martwiąca się Lily to jak najbardziej normalna Lily. Tak, bronię kanonu jak niepodległości.

    Strasznie sztampowo zaczęte Jily. Od nienawiści do miłości. Kto się czubi, ten się lubi. Trochę tak było, ale wałkowanie w kółko wciąż tego samego? Naśmiewanie się z Severusa, słabszych, arogancja... z tych powodów Lily go nie lubiła najbardziej, a wszędzie takie końskie zaloty.

    Spokojnej nocy.

    .............
    kot-z-maslem.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Określiłaś w tym komentarzu większość moich złych odczuć odnośnie tego rozdziału, gdyż męczyłam się nad nim, a i tak nic nie wyszło tak, jakbym chciała. A Lily najbardziej.
      Nie musisz tak bronić kanonu, bo ja i tak będę od niego odbiegać, co też napisałam w lewej kolumnie.
      Dziękuję bardzo za opinię! ♡

      Usuń
    2. W zmianach kanonu trzeba być konsekwentnym, bo potem powychodzą różne głupotki i będą błędy. Akurat kwestia z odbiciem zaklęcia od Lily wszystko zmienia, czyt. Harry to nie horkruks. Ale piszesz o Huncwotach, więc mało ważne.
      PS Co się stało z moim komentarzem pod pierwszym rozdziałem?

      Usuń
    3. No przecież to jest pierwszy rozdział i komentarz jest. O.o

      Usuń
    4. Przepraszam, notki mi się pomyliły. Widocznie nie dodał mi się komentarz pod innym postem. :)

      Usuń
    5. Ah, jeszcze jedno chciałabym dodać. Myślę, że nie doczytałaś, nie jest to zaczęto czysto od nienawiści do miłości, a z każdym rozdziałem będę się od tego jak najbardziej oddalać. Nie lubię robić plagiatów, ale skoro tak rycersko bronisz kanonu, powinnaś wiedzieć, że tak naprawdę ich stosunek do siebie zmienił się właśnie w siódmej klasie, a ja zamierzam to pokazać i nie jestem w stanie tego całkowicie ominąć.
      Pozdrawiam.

      Usuń
  16. Heej :)
    Przeczytałam rodział i mam parę uwag. Charakter postawi trzeba zostawić moim zdaniem dużo do interpretacji, bo jednak kanonicznie to mało mamy o tych ludziach pojęcia, ale Frank Longbottom jest straszy od Huncwotów. Bo gdyby mieszkał z nimi w dormitorium, to czy on również na należałby do ich grupy? Rozumiem, że może być to Twój własny zabieg i szanuję, jednak uznałam, że warto zwrócić na to uwagę.
    Pozdrawiam i życzę weny,
    Kometa
    http://kwestia-sporna.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem świadoma tego, że Frank jest starszy, to był mój specjalny zabieg. Nie wiem tylko, jaki jest związek pomiędzy przynależnością do Huncwotów, a mieszkaniem w tym samym dormitorium. :)
      Dziękuję bardzo za opinię!
      Pozdrawiam.

      Usuń
  17. Nie było mnie jakiś czas, a mam tyle do nadrobienia.
    Od samego początku byłam dosyć sceptycznie nastawiona do Twojego opowiadania, bo po prostu tematyka mi nie leży - mówiłam Ci, że jeszcze nigdy nie znalazłam odpowiedniego fanficka o losach Huncwotów, które by mnie chociaż w najmniejszym stopniu zainteresowało.
    Okazało się, że znalazłam. W końcu po takim czasie.To Twoje opowiadanie, Melodia.
    Rozdział przeczytany na szybkiego z gorączką, ale wszystko zrozumiałam i musiałam skomentować. Podoba mi się, no po prostu mi się podoba. I w sumie nie wiem, co mogłabym jeszcze napisać. Lecę czytać kolejne rozdziały!
    Życzę weny i zapraszam do siebie! <3
    Elliaze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że w końcu jesteś. :D Ja też mam u Ciebie sporo do poczytania i postaram się to nadrobić jeszcze w te wakacje. :D
      Cieszę się, że Ci się podoba, naprawdę. <3
      Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  18. Czyli prolog był przyszłością, tak jak się spodziewałam.
    Nadal bronię akapitów i tych odstępów, bo źle to wygląda według mnie XDD
    Co mamy fabularnie? Droga do Hogwartu, coś dzieje się z Lily. Cóż, w pełni rozumiem jej obawy, w końcu to poważna sprawa, ale niewiele więcej potrafię powiedzieć :/ Musisz sprawić by wszystko interesowało, bo zapamiętałam jedynie szczegóły.
    Takie jak Potter, zaczepiający Lily - typowe, ale słodkie, to akurat zawsze w fanfikach lubiłam najbardziej :) I przedstawienie jego uczuć na sam koniec, tego się trochę nie spodziewałam, aczkolwiek wydał mi się opis jego uczuć taki trochę, jakby nie jego, jakby o nie byl on :x

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To już siódmy rok, James jest całkiem innym człowiekiem niż wcześniej. :)

      Usuń

Szablon
Fantazja
LOG