21 sierpnia 2016

Rozdział IV

    Październik zbliżał się ogromnymi krokami. Wieczory były coraz chłodniejsze, a dni krótsze. Uczniowie piątych i siódmych klas nie porzucili tempa swojej nauki – wręcz przeciwnie, narzucili je jeszcze większe. Huncwoci, którzy siedzieli teraz przy długim stole Gryffindoru i jedli śniadanie, raz po raz ziewali na zmianę lub przecierali zmęczone oczy. Głowa Jamesa niebezpiecznie chwiała się nad miską z gorącą owsianką. Uczyli się wczoraj do drugiej w nocy na powtórkę z eliksirów, którą zarządził Slughorn. Syriusza trzeba było zaprowadzić do łóżka, bo zasnął nad książką i kiedy się obudził był tylko w stanie przebierać nogami. Kiedy James wraz z Remusem już dotransportowali go do dormitorium, rzucił się w ubraniu na pościel, po czym natychmiast zasnął. Teraz siedział obok Rogacza i ołowianym spojrzeniem wpatrywał się w okno, żując powoli tosta. Remus, który często nie dosypiał i był do tego przyzwyczajony, teraz siedział naprzeciwko przyjaciół, obok ziewającego Petera, i próbował jakoś go zagadać. W pewnym momencie James, który podpierał głowę ręką, kiwnął się tak mocno, że jego łokieć potrącił puchar z sokiem dyniowym, który przewrócił się, a napój popłynął po stole. Potter drgnął gwałtownie i się wyprostował. Łapa parsknął śmiechem, po czym lekko machnął różdżką, a plamy zniknęły.

– Jeszcze jedna taka noc i ja wysiadam – jęknął Rogacz, zdejmując okulary, by przetrzeć je skrawkiem swetra.

– Przesadzacie – skwitował Remus, jedząc jajecznicę i patrząc na przyjaciół z rozbawieniem. Pochylił się nad stołem, a po chwili dodał ściszonym głosem. – Jak włóczymy się podczas każdej pełni, to jakoś nie macie problemu ze wstawaniem. 

– Bo to nie jest tak nużące, jak nauka! – odrzekł Syriusz, machając gwałtownie ręką i znowu wywracając puchar Jamesa, który tym razem już był pusty. – Ups! 

   Podniósł go, po czym na dźwięk szumu skrzydeł, uniósł wzrok na sowy, które właśnie wleciały do Wielkiej Sali, dostarczając poranną pocztę. Rogacz też spojrzał w górę, wypatrując wśród ptaków rodzinnego puchacza, Alberta. Spodziewał się w końcu listu od rodziców, którzy od początku roku jeszcze do niego nie napisali. Zaczynał się powoli niepokoić, że coś się stało, ale kiedy zobaczył Alberta w tłumie sów, uspokoił się i poczekał, aż ptak usiądzie przed nim na stole. James pogłaskał go, po czym odwiązał pergamin od jego nóżki. Puchacz zahukał cicho, umoczył dziób w pucharze Syriusza, po czym odleciał z pewnością do sowiarni, by odpocząć przed drogą powrotną. Potter rozwinął list i zaczął czytać. 

Kochany syneczku, 

    Przepraszamy, że tak długo się do ciebie nie odzywaliśmy, ale nawarstwiło nam się trochę spraw, a do tego tata miał lekkie zamieszanie w pracy. Zmogła nas choroba i oboje rzadko wychodzimy z domu. Dobrze, że ty jesteś w szkole, przynajmniej się od nas nie zarazisz. Uzdrowiciel u nas był i powiedział, że wygląda mu to na smoczą ospę. Zapisał leki, więc mamy nadzieję, że niedługo nam się polepszy. 

   A u ciebie jak tam, kochany? Jak tam lekcje, nauczyciele? Zaczęliśmy się z tatą niepokoić, bo od początku roku nie dostaliśmy żadnej szkolnej sowy ze skargą na ciebie. Cieszę się, że w końcu zmądrzałeś, to naprawdę duża ulga. Odpisz, jak najszybciej, co tam u ciebie słychać.

   Pozdrów od nas Syriusza, przypomnij mu proszę, że jak co roku jest mile widziany na Boże Narodzenie. Niech nie próbuje się wykręcać! 

    Trzymaj się, skarbie, uważaj na siebie i najlepiej nie wychodź poza teren szkoły. Czasy są takie, że naprawdę nie próbuj ryzykować. To już nie będzie kwestia szlabanu, czy skargi, nie chcemy, żeby coś ci się stało. Niedługo znowu napiszemy. 


Uściski, 
Mama i Tata

    James skończył czytać, złożył list na pół i poczuł się bardzo nieswojo. Słyszał bardzo wiele o smoczej ospie, wiedział, że choroba była groźna. Wcale nie pocieszyło go to, że nie ma go teraz w domu, wolałby tam być i pomóc rodzicom. Naprawdę bardzo ich kochał oraz wiele im zawdzięczał. Był jedynakiem, jego mama zaszła w ciążę dość późno, kiedy myśleli, że już nie będzie to możliwe. Traktowali go jak swój prywatny cud, starając się zapewnić mu dobrobyt. Syriusz zerknął na przyjaciela i od razu poznał, że coś jest nie tak. 

– Co jest? – zapytał, patrząc na kartkę w jego dłoni. 

    Rogacz bez słowa podał mu pergamin, a Remus i Peter zwrócili na nich swoje spojrzenia. Black szybko przeczytał pochyłe pismo pani Potter, po czym znowu spojrzał na Jamesa. 

– Nie przejmuj się, stary, skoro uzdrowiciel u nich był, to nic się nie stanie. Smocza ospa leczona nie jest taka groźna. – Powiedział od razu, wiedząc, czym zmartwił się przyjaciel. Remus wziął od niego list i zaczął czytać, a Peter zaglądał mu przez ramię. – A zaproszeniem na Święta nie pogardzę i nawet nie mam zamiaru protestować! Nikt nie robi takiego indyka, jak twoja mama. 

   Brunet uśmiechnął się blado. Obiecał sobie, że od razu po lekcjach odpisze rodzicom i wypyta o najdrobniejsze szczegóły. Był gotów wracać do domu, by się nimi zająć, ale wiedział, że w życiu się na to nie zgodzą. Smocza ospa faktycznie była bardzo zaraźliwa. Przekręcił głowę, by jak zawsze spojrzeć na Lily, która siedziała w lekkim oddaleniu od niego. Chyba wyczuła jego wzrok na sobie, bo również na niego spojrzała. Uśmiechnął się do niej i poczuł, jak ciepło rozlewa się po jego ciele, gdy dziewczyna odwzajemniła ten uśmiech.

    W pewnym momencie dyrektor podniósł się i delikatnie popukał widelcem w szklankę. Wszyscy natychmiast zamilkli i spojrzeli w kierunku stołu nauczycielskiego, przy którym siedział teraz pełen skład ciała pedagogicznego.  Dumbledore uśmiechnął się do nich dobrodusznie, po czym powiedział, nawet nie podnosząc głosu:

– Wybaczcie moi mili, że przerywam wam poranną konsumpcję i nastrajanie mózgów przed lekcjami, ale pragnąłbym szybko coś ogłosić. Jak wiecie, na początku roku, odwołałem wszystkie wyjścia do Hogsmeade ze względu na niesprzyjające okoliczności – zamilkł na chwilę, spojrzał na nich przenikliwie zza swoich okularów połówek i kontynuował – Biorąc pod uwagę spokój w ostatnich dniach, zgodnie stwierdziliśmy z resztą nauczycieli, że należy wam się taki wypad i nie ma powodu, aby więzić was w zamku. Ogłaszam więc, że w pierwszą sobotę października będziecie mogli udać się do Hogsmeade. 

    Wielka Sala wybuchła wiwatami i zadowolonymi śmiechami. 

– Oczywiście żywię nadzieję, że wykażecie się rozsądkiem, jakiego od was oczekuję i będziecie trzymać się tylko głównej ulicy, a także uniknięcie jakichkolwiek kłopotów! – powiedział, unosząc rękę na znak, że prosi jeszcze o chwilę ciszy. Kiedy wypowiedział te słowa, jego wzrok spoczął na Huncwotach, a oczy zamigotały mu wesoło.

– Super! – zawołał Syriusz, kiedy Dumbledore już usiadł, a Wielka Sala znowu rozbrzmiała porannymi rozmowami. – Muszę wstąpić do Zonka, już mi się kończą łajnobomby!

– A ja bardzo chętnie zajrzę do Miodowego Królestwa i do Trzech Mioteł, mam straszną ochotę na kremowe piwo – dodał Rogacz, któremu wieść o wypadzie poprawiła humor.

    Znowu zerknął na Lily, który o czymś żywo dyskutowała z Dorcas Meadowes. Zastanowił się przez chwilę, że może warto ją poprosić, aby poszli wspólnie do Hogsmeade, ale po minucie intensywnego myślenia stwierdził, że nie chce przegiąć zaraz po zakopaniu topora wojennego. Schował list od rodziców do wewnętrznej kieszeni swetra, po czym zabrał się za kończenie swojej owsianki.

***


   Drugiego października, w sobotę, wszyscy uczniowie klas trzecich i wzwyż mieli bardzo dobre humory. Każdy z nich chciał oderwać się od ponurych myśli, by choć na chwilę wyjść ze szkoły dalej niż na błonia. Lily podążała razem z Dorcas główną ulicą Hogsmeade, rozmawiając o czymś z ożywieniem, Dzień był słoneczny, lecz bardzo wietrzny, więc otuliły się ciaśniej swetrami. Do tego powoli zbliżał się wieczór, co potęgowało tylko chłód na dworze.


– No, byłyśmy już chyba wszędzie! – powiedziała w końcu Dorcas, odrzucając długie blond włosy z twarzy. – Wracamy do szkoły?

   Lily skrzywiła się, po czym pokręciła szybko głową.

– Nie, przejdźmy się jeszcze przez chwilę, nie chcę jeszcze wracać. Tak dawno tutaj nie byłam!

    Rudowłosa uwielbiała odwiedzać tę wioskę zamieszkaną jedynie przez czarodziejów. Wszystko było tutaj przesiąknięte magią, nikt nie musiał się kryć ze swoimi zdolnościami. Po obejściu wszystkich możliwych sklepów, w tym Miodowego Królestwa, i odwiedzeniu Trzech Mioteł, Lily poprosiła Dorcas, aby jeszcze trochę się przeszły. Joanne i Alicja, które wcześniej cały czas im towarzyszyły, postanowiły wrócić do zamku, ze względu na zbliżający się zmierzch. Uczniowie na odwiedziny Hogsmeade mieli czas do dwudziestej, więc do przymusowego powrotu pozostała jeszcze niecała godzina. Lily odrzuciła długi warkocz włosów na plecy, po czym zaczęła rozglądać się po wystawach różnych sklepów, w których wcześniej były. Patrząc w szyby Sklepu Zonka zauważyła Huncwotów, którzy pokazywali sobie jakiś produkt, dyskutując o nim żywo. W pewnym momencie zaczęli się śmiać, a rudowłosa zachichotała na widok Jamesa, który zgięty w pół przytrzymywał się ramienia Syriusza i ocierał łzy śmiechu. Zerknęła szybko na Dorcas, który nieruchomy wzrok utkwiła w Blacku. Odchrząknęła, a blondynka podskoczyła, po czym natychmiast spojrzała w drugą stronę.  Nie powiedziała jednak nic, wiedząc, że przyjaciółka nie chce o tym rozmawiać. Tylko ona jedna wiedziała, że Dorcas w głębi serca żywi uczucie do Syriusza, ale nie chce tego po sobie pokazać, bojąc się wyśmiania i odtrącenia. Rudowłosa westchnęła, zastanawiając się w myślach, czy porozmawianie o tym z Jamesem byłoby dobrym pomysłem. Sama czuła ulgę, wiedząc, że między nią, a Potterem nie ma tego napięcia. Nawet go lubiła, często ją rozśmieszał, a do tego nie raz zdarzyło jej się poprosić go o pomoc z transmutacji, był naprawdę bardzo dobry z tego przedmiotu. Ona za to często tłumaczyła mu zawiłe przepisy na eliksiry i cieszyła się, że w tym roku będą mogli do tego wrócić.

– Chodźmy już, nie czuję twarzy od tego wiatru. – poprosiła w pewnym momencie Dorcas, patrząc na przyjaciółkę.

   Lily niechętnie kiwnęła głową, po czym obydwie zawróciły w miejscu i zaczęły podążać za tłumem uczniów, którzy powoli kierowali się w stronę Hogwartu.

*** 

   James ziewnął szeroko, idąc obok przyjaciół, którzy tak samo jak on, trzymali reklamówki wypchane słodyczami z Miodowego Królestwa i gadżetami ze Sklepu Zonka. Przyszli do Hogsmeade z samego rana i cały dzień spędzili, chodząc po ulubionych sklepach i odwiedzając stare miejsca. Byli już porządnie zmęczeni, kiedy Syriusz powiedział, że wypada jeszcze odwiedzić przyjemną polankę, która położona była zaraz za wioską. 

– To nie jest najlepszy pomysł – odezwał się stanowczo Remus, przystając i patrząc na Syriusza surowym wzrokiem. – Słyszałeś, co powiedział Dumbledore odnośnie trzymania się głównej drogi. I tak już złamaliśmy ten zakaz co najmniej pięć razy. Do tego dochodzi dwudziesta. Wracamy.

– Och, nie jęcz... – mruknął Łapa, zatrzymując się, aby popukać się w czoło. –  Mamy jeszcze pół godziny, a mi nie chce się marnować czasu i energii w czterech ścianach. Byliśmy tam sto razy, co może się stać? 

– Wszystko – warknął Lupin, ale nic już nie powiedział. Wiedział, że upieranie się przy swoim nic nie da, zwłaszcza, że James i Peter też wcześniej wykazali chęć pójścia na polanę. 

   Po piętnastu minutach byli na miejscu. Polana, którą znaleźli podczas jednej z pełni, znajdowała się na skraju wioski – niedaleko urwiska i kilku bloków skalnych. Otoczona była wieloma ogromnymi drzewami, osłaniając ich od wiatru i dając poczucie przytulności. Teraz przez gałęzie prześwitywało zachodzące słońce, rzucając na ich sylwetki czerwone promienie. James przeciągnął się, po czym poszedł kawałek w stronę urwiska, aby, jak zawsze, spojrzeć w dół.

– Uważaj, Rogaczu, bo jak tam wpadniesz, to ja nie będę cię zeskrobywał ze skał – zawołał ze śmiechem Syriusz, wspinając się na jedno z niższych drzew, aby móc usiąść na gałęzi. 

     Remus tylko wywrócił oczami, po czym założył ręce na piersi, czekając aż przyjaciele nacieszą się wolnością i zechcą wracać. Peter, który był już bardzo zmęczony długotrwałym chodzeniem, po prostu usiadł pod drzewem i zaczął obserwować poczynania swoich towarzyszy. James zaśmiał się, ale po krótkiej chwili odsunął od urwiska i podszedł do przyjaciół.

     W pewnym momencie, między drzewami usłyszeli szmer męskich głosów. Syriusz z zaciekawieniem wychylił głowę, a po chwili obok nich pojawiły się trzy wysokie postacie w czarnych szatach z kapturami, przez które nie było widać twarzy. Dosłownie jakby nagle wyrośli spod ziemi. Po sylwetkach można było poznać, że byli to mężczyźni. Peter szybko wstał, a Łapa zeskoczył na ziemię. Tego Black się nie spodziewał. Remus zazgrzytał zębami ze złości, po czym automatycznie sięgnął po różdżkę do kieszeni. James zrobił to samo, ale dyskretnie schował ją za sobą, by nikogo nie prowokować. Cała czwórka uważnie patrzyła na nowo przybyłych, obserwując każdy ich ruch. Peter zadrżał ze strachu.

– Zobacz, stary, szczeniaki – zaśmiał się gardłowo jeden z obcych, trącając łokciem towarzysza i podchodząc bliżej. – A myślałem, że Dumbledore bardziej pilnuje swoich uczniów.

– Na Merlina, dawno nie mieliśmy okazji, żeby się zabawić – powiedział ten, stojący najbliżej Huncwotów.

– Co do... – syknął Syriusz, po czym wysunął się lekko naprzód. – Ee... Panowie, bardzo chętnie byśmy zostali, ale myślę, że powinniśmy już wracać. Miło był...

   Nie dane było mu dokończyć zdania, bo mężczyzna, który jak dotąd nic nie powiedział, wyciągnął różdżkę i celując w Blacka krzyknął ,,Crucio!". Żaden z Huncwotów nie miała czasu, by zareagować. Syriusz krzyknął głośno, po czym upadł na ziemię, zwijając się z bólu. James poczuł jak w jego żyłach wrze gniew. Momentalnie stanął przed leżącym przyjacielem, po czym posłał w stronę wroga kilka zaklęć oszałamiających. Niestety wszystkie zostały zablokowane przez śmiejącego się szyderczo nieprzyjaciela. Rogacz uchylił się przed czerwonym grotem zaklęcia, które pomknęło w jego stronę, po czym obejrzał się na Syriusza, który próbował podźwignąć się z ziemi.

– W porządku? – zawołał Rogacz, uchylając się przed kolejnym zaklęciem.

– Tak – wydyszał Syriusz, stając chwiejnie na nogach. Wyciągnął różdżkę, by pomóc przyjaciołom.

     Walka rozgorzała na dobre, wypełniając niewielką polankę błyskającymi we wszystkie strony zaklęciami, które przecinały powietrze, jak świetliste pociski.

***

    Lily i Doracas były już przy wyjściu z Hogsmeade, gdy nagle blondynka, wyraźnie zaniepokojona, zaczęła gwałtownie przeszukiwać wszystkie zakamarki swojej szaty. Rudowłosa przystanęła, patrząc ze zdziwieniem na przyjaciółkę, która właśnie przekręcała kieszenie poszewką do góry. Słońce coraz bardziej chyliło się ku zachodowi i ostatni uczniowie opuszczali wioskę, by na czas zdążyć do szkoły.

– Em, Dorcas, co ty robisz? – zapytała zaskoczona. 

– Zgubiłam broszkę! – krzyknęła Dorcas z rozpaczą wymalowaną na twarzy. – Tę, którą dała mi mama. Och, to była cenna pamiątka rodzinna! Wzięłam ją ze sobą, aby oddać do czyszczenia, ale zapomniałam. Teraz mi się przypomniało... i nie ma jej! 

– Spokojnie, poszukaj jeszcze raz, może gdzieś ci się zaczepiła – poradziła Lily, obserwując jej poczynania. Bez skutku – broszki nigdzie nie było.

– Co ja teraz zrobię?! – jęknęła dziewczyna, przestępując z nogi na nogę. 

– Musimy się wrócić i jej poszukać. Nie przejmuj się, na pewno leży gdzieś na ziemi. – Zarządziła rudowłosa.

     Zawróciły, by przejść taką samą trasę jak wcześniej. Uważnie rozglądały się po podłożu, wypatrując błyskotki. Tak jak Lily mówiła, znalazły ją przy skraju wioski, gdzie były wcześniej na spacerze. Dorcas szybko podniosła ją z ziemi, po czym pocałowała, z szerokim uśmiechem na ustach. 

– Dobra, teraz biegiem do szkoły, bo zaraz dwudziesta i, jak nie zdążymy, to zbierzemy niezły ochrzan! – zawołała blondynka, chowając zgubę do kieszeni. Lily nie odpowiedziała wpatrzona pomiędzy gęsto stojące drzewa, które tworzyły mały lasek. 

– Lily? – powiedziała pytająco jasnowłosa, podążając wzrokiem za spojrzeniem przyjaciółki. 

   Pomiędzy ogromnymi dębami, widać było różnokolorowe groty zaklęć, a w pewnym momencie echem poniósł się męski krzyk. Obydwie zamarły, ale po chwili rudowłosa wyjęła różdżkę z kieszeni, po czym ostrożnie zbliżyła się do ogromnych dębów Dorcas podążała za nią. Lily, drżąc delikatnie, dotknęła rękami szorstkiej kory, po czym wychyliła się zza pnia. Widok jaki tam zastała, zmroził jej krew w żyłach.

– To Śmierciożercy... – wychrypiała jej do ucha blondynka, a rudowłosa aż podskoczyła.

– I Huncwoci! – syknęła, widząc Jamesa, Remusa, Syriusza i Petera, walczących z trójką zakapturzonych mężczyzn.

– Co robimy? – szepnęła Dorcas, drżąc jak listek na wietrze. – Nie można ich tak zostawić!

     Lily zaczęła gorączkowo myśleć. W pełni podzielała zdanie przyjaciółki, ale wiedziała, że nawet jeśli obydwie przyłączą się do walki, prawdopodobnie nic to nie da. Śmierciożercy znali czarną magię, a także nie wahali się przed użyciem Zaklęć Niewybaczalnych. Obserwowała teraz jak James uchyla się przed czerwonym grotem, który przemknął bardzo blisko jego głowy. Po kilku sekundach już widziała, co powinny zrobić. Spojrzała z powagą na przyjaciółkę, po czym powiedziała:

– Biegnij po pomoc, w Trzech Miotłach widziałam McGonagall, Dumbledore'a i Flictiwcka. Mam nadzieję, że jeszcze tam są. Inaczej nie damy rady, tylko pospiesz się, proszę!

– A ty? – zapytała blondynka, wytrzeszczając na nią oczy. 

– Pomogę im – odrzekła natychmiast dziewczyna, wzdrygając się na dźwięk szyderczego śmiechu, dochodzącego zza drzew. Mimo to już podjęła decyzję.

– Co?! Lily, nie zostawię cię tutaj samej! – Zaprotestowała natychmiast Dorcas, patrząc na przyjaciółkę, jakby ta zwariowała.

– Nie kłóć się ze mną. Po prostu biegnij po pomoc, ja i tak nie zmienię zdania! – warknęła, popychając lekko dziewczynę, aby ta się ruszyła. – Leć!

    Dorcas wiedząc, jak bardzo Lily potrafi być uparta, już nie protestowała, tylko puściła się biegiem w kierunku centrum Hogsmeade. Liczyła się każda sekunda. Rudowłosa przez chwilę patrzyła za przyjaciółką, ale potem odetchnęła głęboko i zwróciła się w kierunku drzew. Serce waliło jej niczym młot, a w kolanach nagle poczuła dziwną miękkość, lecz zignorowała to. Mocniej zacisnęła palce na różdżce i przypominając sobie wszystkie przydatne w pojedynkach zaklęcia, wsunęła się pomiędzy omszałe pnie.

Beta  Lena
______________________________________
Witam serdecznie!
Tak jak obiecałam, rozdział pojawia się na czas. Od razu jednak mówię, że niestety na razie niesprawdzony, więc błędy mogą się pojawić, za co bardzo przepraszam. :c
Cóż, rozdział jak na razie należy do moich ulubionych, chociaż już nie mogę się doczekać aż opublikuję piąty, hihi. :D Jeśli się uda to wstawię go nawet wcześniej niż planowałam, a planowałam na ostatni dzień wakacji (gdzie one mi się podziały? :c)
Ah, bo bym zapomniałam! Widzicie ten piękny szablon? Ja jestem nim totalnie oczarowana i nie mogę oderwać wzroku! <3 To wszystko zasługa kochanej Mii z Land of Grafic!
Myślę, że teraz nie pozostaje mi nic innego, jak czekanie na Wasze opinię, których jestem naprawdę bardzo ciekawa!
Pozdrawiam serdecznie i życzę, abyście spędzili te ostatnie dni wolności, jak najlepiej. :*

35 komentarzy:

  1. Rozdział bardzo mi się podoba. Lily taka odważna. Huncwoci muszą wpakować w kłopoty, to ich żywioł :) Trochę szkoda mi rodziców Jamesa ale cóż ciężką chorobę nie łatwo wyleczyć.
    Czekam tam na następny rozdział :)
    All the love xxx

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No niestety, oni nie potrafią się obyć bez problemów. :D
      Dziękuję bardzo za opinię! <3

      Usuń
  2. No to na Potterów już czas... Wcześnie zamierzasz ich uśmiercić.
    Cały rozdział był taki spokojny, po prostu szkolne życie. Ja jakoś nie umiem takiego czegoś opisać, a będę musiała. Ugh... Ale za to końcówka... Zaczyna się coś dziać. :)
    Szablon faktycznie jest piękny. Mia odwaliła kawał dobrej roboty.
    Nie musisz już mnie powiadamiać o rozdziałach, dodaję się do obserwatorów i czekam na następną część.
    Pozdrawiam i życzę weny. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie upychaj ich tak szybko do grobu, spokojnie. :D
      Spokojny? A myślałam, że pod koniec wręcz przeciwnie. :D
      Okej, nie będę powiadamiać.
      Dziękuję pięknie za opinię! <3

      Usuń
    2. Nie upycham ich do grobu szybko, tylko kanonicznie. Właściwie nie kanonicznie, bo oni zarazili się krótko po ślubie Lily i Jamesa. Chyba, że zamierzasz tu trochę wszystko ponaginać. Potterowie zmarli po kilku dniach smoczej ospy, stąd moje podejrzenia :P
      Jak napisałam - cały oprócz końcówki. :)

      Usuń
    3. Wiem, kiedy zmarli, spokojnie. A o tym, czy nagnę, czy nie, dowiesz się wkrótce. :D

      Usuń
  3. Szablon- cud, miód, malina. Z przyjemnością się wchodzi na twojego bloga.
    Co do rozdziału... lubię gdy sielankowe życie przemienia się w walkę o życie. Miłe zaskoczenie dla czytelnika :D a poza tym Potter. Brakuje mi jakiejś akcji w stylu huncwotów ^^
    Pozdrawiam i zapraszam do siebie :*
    avengers-po-drugiej-stronie-lustra.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja za każdym razem jak tu wchodzę, to jest tylko takie 'awwww', haha. :D
      Akcji w stylu Huncwotów będzie mnóstwo, więc nie masz się, o co martwić. :D
      Dziękuję ślicznie za opinię! <3

      Usuń
  4. Heyooo!
    Wybacz, że tak późno, ale dopiero teraz mam dostęp do Internetu. Dlaczego ja nigdy nie mogę być pierwsza?!
    Zastanawia mnie kilka kwestii: po której stronie stanie Peter w przyszłości, czy to wpłynie na Potterow i jak cała piątka wybrnie z tej sytuacji. Chodzi mi o atak smierciozercow.
    Syriusz! Zlotko ty moje, uważaj na siebie! Jeśli bardzo boli po Cruciatusie to mogę cię uleczyć. Mam tę moc xD
    Huncwoci powinni zacząć się słuchać Remusa. On same mądrości prawi. Jak sobie pomyślę, co w przyszłości (kanonie) musi znieść, to aż mnie serce ściska. Skazany na odosobnienie, a na dodatek traci zaufanie jego najlepszych przyjaciół. A to tylko z powodu głupiej wojny i glupiej likantropii.
    Jesteś fanką Dumbledore'a? Ja osobiście nie jestem i bardzo lubię opowiadania, w których występuje jako ten zły. Aż mnie naszła ochota na przeczytanie czegoś takiego. Masz coś do polecenia?
    Rudowlose dziewczyny od zawsze kojarzą mi się z zywioloscia, pewnością siebie i chęcią walki. Sama próbuje tak wykreować Ginny, ale twoja Lily... <3 Zawsze na ratunek innym, nawet jeśli nie mają zbytnio bliskich kontaktów. Uwielbiam twoją pannę Evans ^^
    Pozdrawiam i życzę ogromu weny! Czekam z niecierpliwością na piąty rozdział ^^ Oby ci się jak najbardziej udał <3
    CanisPL

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A, zapomniałam! Szablon już komentowalam w spamie, ale muszę to jeszcze raz powtórzyć - jest piękny! Nie mogłam oderwać od niego przez dłuższy czas wzroku.

      Usuń
    2. Szablon jest cudowny, haikqovwskonwfsk <333333

      Usuń
    3. Co do Petera, wszystko wyjaśni się z biegiem czasu, spokojnie, nie pominę tak ważnego wątku. :D
      Remus faktycznie jest najrozsądniejszy z nich, tylko jak tu wygrać z Syriuszem, który musi zrobić wszystko po swojemu? :D
      Mi też naprawdę szkoda Remusa, całe życie był tak naprawdę poszkodowany. :c
      A ja bardzo lubić Dumbledore'a, podziwiam i szanuję. <3 Niestety, nie znam opowiadań, gdzie występuje jako ten zły.
      Ja również uwielbiam pannę Evans, moją, a także kanoniczną. :D
      Ja przez dobre kilka minut siedziałam i wpatrywałam się w nagłówek, nie mogłam się napatrzeć. :D
      Dziękuję ślicznie za opinię <3
      Również pozdrawiam!
      PS. Anonimkowi również dziekuję za opinię na temat szablonu! :*

      Usuń
  5. Szkoda mi rodziców Jamesa. Jak szybko tą smoczą ospę wykryli to może uda się ją jakoś wyleczyć.
    Huncwoci mieli iść na polanę tylko na chwilę, ale śmierciożercy to uniemożliwili. Może naprawdę powinni kiedyś posłuchać Remusa. Ciekawe jak teraz poradzą sobie z tymi śmierciożercami. Lily też przyszła, więc w piątkę może jakoś dadzą radę.

    Czekam na kolejny rozdział.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W kolejnych rozdziałach jeszcze bardziej będzie widoczne to, że czasami naprawdę powinni posłuchać Lunatyka. :D
      To wszystko okaże się w kolejnym rozdziale!
      Dziękuję pięknie za opinię! :*

      Usuń
  6. O wyglądzie powiem na początku, bo potem zapomnę (tak jak o tym, że jeszcze nie skomentowałam tego rozdziału) - jest piękny, za pierwszym razem patrzyłam na niego chyba przez pół godziny ♥
    No to teraz treść właściwa. Biedny James. Mnie ten list zaniepokoił już na samym początku, więc nawet nie chcę wiedzieć, jak czuł się on sam. Na pewno się martwi, ten nasz biedny Rogacz. Spokojnie, ja go pocieszę.
    Jak tylko przeczytałam, że wypad do Hogsmeade się odbędzie, miałam przeczucie, że coś się wydarzy (zmysł detektywa włączony, ale muszę, w końcu idę na takie studia).
    No, no, no, mam nadzieję, że kiedyś pojawi się jakaś akcja z Dorcas i Syriuszem. Byłoby ciekawie przeczytać coś o nich, nie tylko o naszych cudownych gołąbeczkach. Przyznam szczerze, że oboje bardzo mnie intrygują.
    Oczywiście jak przeczytałam o zagubionej broszce, też już wiedziałam, że dziewczyny wpadną na pojedynkujących się Huncwotów i Śmierciożerców. A, właśnie, pojedynek... Mój biedny Syriusz, potraktować go cruciatusem... Aż coś mi się w żołądku przewróciło. Och, gdyby tylko posłuchali Remusa. Wtedy nic by się nie wydarzyło. Ale wtedy Lily, nasza odważna Lily, nie ruszyłaby im na pomoc, a mam wrażenie, że ta akcja dużo zmieni w relacjach między panną Evans, a panem Potterem. Oby tylko nikomu nic się nie stało, bo załamię się totalnie (no dobra, Glizdogon może zginąć).
    Rozdział super, ta końcówka - niesamowita. Lubię takie zakończenia, choć przez nie teraz muszę siedzieć jak na gwoździach. Już wiem, co czujesz, gdy czytasz moje rozdziały :")
    Już nie mogę doczekać się piątego rozdziału. Skoro ma być taki świetny, muszę się przygotować na niego psychicznie, a zostało mi na to niewiele czasu.
    Ściskam i pozdrawiam!
    Marina ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie musisz, haha, ja dam sobie radę z pocieszaniem takiego przystojniaka. :D
      Hm, czyli jednak jestem aż taka przewidywalna, muszę nad tym popracować.
      Polecam im słuchać Remusa w każdej sytuacji, bo chłopak ma naprawdę bardzo wiele racji. xd
      Ha! Widzisz jak to jest? :p
      Świetny to raczej nie będzie, bo żeby był świetnym, to musiałabym pisać tak jak Ty, ale staram się jak mogę. :D Piszę go już czwarty dzień i za każdym razem poprawiam, bo coś mi nie pasuje!
      Dziękuję ślicznie za opinię! <3
      Również pozdrawiam! :*

      Usuń
    2. Nie jesteś przewidywalna, to ja jestem za sprytna xD Piszę już tak długo i czytam tak wiele, że nawet w książkach detektywistycznych czasem potrafię rozwiązać sprawę przed czasem, także możesz być spokojna :D
      Wiem jak to jest, te najlepsze, najbardziej emocjonujące rozdziały poprawiam tak często, ze znam je już na pamięć.

      Usuń
    3. Ale z Ciebie szczwany lis, hihi. :D

      Usuń
    4. Chyba wyrobie sobie nawyk komentowania komentarzy Mariny xD
      Czyli nie tylko ja się zaczytuje w książkach detektywistycznych! Nawet w fanfiction z HP z motywem kryminalnym. Przez Ciebie teraz ja się zastanawiam nad takimi studiami :P Ale jak na razie daleka mi droga do studiów.
      Zabić Glizdogona! Wielokrotnie mówiłam, żeby przez przypadek poslizgnal się na mydle i uderzył głową w kaloryfer! To by była imponująca śmierć xD

      Usuń
    5. Wiesz, Twoja Ginny ma szerokie pole do popisu w tej kwestii. ;>

      Usuń
    6. Haha, moja droga canis, książki detektywistyczne to moje drugie życie. Kocham, kocham i jeszcze raz kocham. No a studia o kierunku kryminologii stosowanej to moje spełnione marzenie, tak bardzo się cieszyłam, gdy otworzyli mi ten kierunek akurat w roku, w którym idę na studia, że sobie tego nawet nie wyobrażasz. Skakałam po sam sufit :")
      A co do Glizdogona, śmierć z mydłem i kaloryferem w tle na pewno zrobiłaby wrażenie xD

      Usuń
    7. Zawsze można napuścić na niego rozwścieczonego hipogryfa. :')

      Usuń
  7. Jestem, spóźniona, ale jestem!:)
    co do poprzedniego rozdziału, przeczytałam ale skomentuję tu :)
    Baardzo się cieszę że James i Lily się pogodzili, teraz można liczyć że pójdzię to dalej. W ogóle uwielbiam Syriusza!
    Co do tego rozdziału, to kurczaki.
    Taki spokojny, cichy, lekko się czyta, lekcje, zwyczajny dzień.. aż tu końcówka powoduję wyskoczenie z kapci! Kompletnie niespodziewane! Mam nadzieję jednak że nie masz zamiaru ich pozabijać. Ale akcja napisana naprawde świetnie, aż wlepiłam się w monitor, a jak zobaczyłam ostatnie zdanie to sb pomyślałam No chyba jaja sobie robisz? w takim momencie?"
    Jeszcze to potraktowanie Syriusza, biedny, ale mam nadzieję że nic mu nie będzie? :D
    Czekam na kontynuację tej akcji!
    Życze weny ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pozabijać nie, bez przesady, nie będę skracać im i tak krótkiego życia. :C
      Bardzo dziękuję za opinię! <3
      Pozdrawiam serdecznie! :*

      Usuń
  8. Hejo :)
    W końcu przybywam z komentarzem, z drobnym opóźnieniem, ale jestem ;)
    Ogólnie rozdział bardzo fajny. Szybko i przyjemnie się go czyta.
    Już nie mogę się doczekać kolejnego. Taki trochę polsat na końcu zrobiłaś xD
    Przyznam, że początek trochę mi się dłużył, ale później, gdy poszli do Hogsmeade jakoś tak trochę nabrało to tempa.
    Ach, zapomniałabym o szablonie... Po prostu prześliczny. Tak weszłam na bloga i sobie myślę: "Ale ładnie!". Nie wiem czemu, ale najbardziej podoba mi się jeleń w nagłówku ;) Mia bardzo się postarała :)
    To już chyba wszystko :)
    Pozdrawiam i weny życzę ;*
    P.S. Na moim blogu pojawił się kolejny rozdział, więc jeśli chciałabyś przeczytać, to zapraszam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polsat? xD
      Dziękuję bardzo za opinię i również pozdrawiam! <3

      Usuń
    2. Pewnie chodziło o drastyczną przerwę na reklamy XD

      Usuń
    3. Faktycznie, pewnie tak. :D

      Usuń
  9. Hejka! ;D
    Jak mówiłam, tak i jestem XD
    Hmmm... Od czego by tu zacząć? ;D Może na początku powiem Ci, że u w i e l b i a m Syriusza XD Pewnie większość Twoich czytelników jest tu z ich miłości do Jily, ale ja muszę Ci się przyznać, że zjawiam się tu głównie z powodu Doriusza, gdyż wręcz kocham ten paring ;)
    O nieee!!! Mój biedny Syriusz! Boże, oby tylko nic mu... znaczy nikomu!... się nie stało XD Podejrzewam, że to James rzuci się na pomoc Lily, która pewnie i tak sama będzie sobie genialnie radziła XD Właśnie... co do Rogacza... Nigdy nie wiem, jaki przymiotnik idealnie odwzorowuje jego charakter. Masz jakiś pomysł??? Lub jak Ty go opisujesz???
    Dobra, chyba się trochę za bardzo rozpisałam ;) Podsumowując, bardzo podoba mi się ten rozdział (jak i cały blog ;D) i według mnie jest naprawdę genialnie napisany! Końcówka trzyma w napięciu, co sprawia, że już nie mogę doczekać się następnego rozdziału ;P
    Pozdrawiam i życzę weny, weny, weny i jeszcze raz weny ;D



    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie wielu moich czytelników również bardzo kocha Syriusza. :D
      A to się okaże, jak to będzie, haha. :D
      Jamesa nie da się odwzorować jednym przymiotnikiem, jest cudowny po prostu. <3
      Dziękuję bardzo pięknie za opinię i również pozdrawiam! :*

      Usuń
  10. Jestem w końcu, to jest jakiś skandal, że ominęłam tyle rozdziałów. Moją jedyną wymówką, na to, że zjawiam się dopiero dziś może być to, że jestem bardzo zapracowana, a kiedy mam wolny weekend, to ulatniają mi się chęci nawet na komputer, oraz to, że jestem chora i leżałam w łóżku parę dobrych dni (nadal leżę). Wybacz, wybacz i jeszcze raz wybacz! <3
    Smocza ospa, co za paskudztwo, mam nadzieję, że uda się to wyleczyć. Swoją drogą ciekawa nazwa ;)
    Mój Syriusz :( Biedactwo, się nacierpiał.
    Huncwoci nie byliby sobą, gdyby nie wpakowali się w jakieś bagno :D Ale dzięki temu, jest coraz ciekawiej :D <3 :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojej, cieszę się, że dotarłaś i w zupełności wszystko rozumiem. :Dziękuję
      Oj tak, Huncwoci bez kłopotów? To wręcz niezdrowe! :D
      Dziękuję bardzo za opinię! ♡

      Usuń
  11. Uczniowie piątych i siódmych klas nie porzucili tempa swojej nauki – wręcz przeciwnie, narzucili je jeszcze większe.
    Porzucili tempa? Tempo moze byc wolne albo szybkie a porzucenie go nie jest mozliwe. To troche tak jakby powiedziec ze nie ma dzis pogody, a przeciez pogoda jest zawsze - czasami dobra czasami zła, dlatego tu odpowiedniejsze byłoby ,,nie zwolnili tempa"

    – Bo to nie jest tak nużące, jak nauka - bez przecinka

    W liscie zwroty grzecznościowe raczej powinny być wielką literą.

    To już nie będzie kwestia szlabanu, czy skargi - bez przecinka

    Kiedy mysleli, że to już niemożliwe - z tego zdania wynika ze James i jego rodzice mysleli wtedy ze to niemozliwe, a przeciez chlopaka jeszcze wtedy na swiecie nie bylo. Radze dopiaac rodzice mysleli albo uzdrowiciele itp.
    Smocza ospa leczona (Leczona smocza ospa) nie jest taka groźna.(bez kropki) – P(p)owiedział od razu, wiedząc, czym zmartwił się przyjaciel. Remus wziął od niego list i zaczął/ święta to raczej małą literą


    Drugiego października, w sobotę, wszyscy uczniowie klas trzecich i wzwyż mieli bardzo dobre humory (i wzwyż nie brzmi dobrze, lepiej byłoby "i wyższych")

    niem, Dzień tutaj kropka zamiast przecinka

    Patrząc w szyby Sklepu Zonka(,) zauważyła Huncwotów, którzy pokazywa

    Między nią a potterem - bez przecinka

    czekając(,) aż przyjaciele nacieszą się

    momencie, między drzewami(,) usłyszeli szmer męskich
    który(,) jak dotąd(,) nic nie powiedział, wyciągnął różdżkę i (,)celując w Blacka(,) krzyknął ,,Crucio
    James poczuł(,) jak

    Groty zaklęc? Jakoś dziwnie to brzmi. Grot to zakonczenie strzały - metalowe i ostre. Chyba lepiej byłoby promienie
    powietrze, jak świetliste pociski. Bez przecinka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. leży gdzieś na ziemi.(bez kropki) – (z)Zarządziła rudowłosa.
      Pomiędzy ogromnymi dębami, (bez przecinka) widać było różnokolorowe groty (!) zaklęć, a w pewnym momencie echem poniósł się męski krzyk. Obydwie zamarły, ale po chwili rudowłosa wyjęła różdżkę z kieszeni, po czym ostrożnie zbliżyła się do ogromnych dębów(.)
      Widok(,) jaki tam zastała, zmroził jej krew w żyłach.

      – To Śmierciożercy... – śmierciożercy małą literą

      Obserwowała teraz(,) jak James uchyla się przed czerwonym grotem(!)

      – Co?! Lily, nie zostawię cię tutaj samej! – Z(małą lierą)aprotestowała natychmiast Dorcas, patrząc na przyjaciółkę, jakby ta zwariowała.

      Mocniej zacisnęła palce na różdżce i(,) przypominając sobie wszystkie przydatne w pojedynkach zaklęcia, wsunęła się pomiędzy omszałe pnie.

      Usuń
    2. Dziękuję za wytknięcie błędów. :)

      Usuń

Szablon
Fantazja
LOG