30 sierpnia 2016

Rozdział V

      Potter poczuł, jak zaklęcie wroga musnęło mu policzek, pozostawiając na nim długą, piekącą ranę. Syknął z bólu, ale nie stracił orientacji, próbując rozbroić mężczyznę, który walczył z Peterem. Niestety zachwiał się i chybił, a Glizdogon, który nigdy nie był zbyt dobry w pojedynkach, został trafiony zaklęciem i upadł na ziemię, nieruchomiejąc. James jęknął cicho, widząc, co się stało, po czym posłał kilka oszałamiaczy w stronę najbliższego przybysza. Wcześniej nie dopuszczał do siebie tej myśli, ale kiedy w końcu trafił we wroga, spadł mu kaptur i ujrzał blond włosy oraz podłużną twarz Lucjusza Malfoya.

     Malfoy, który ukończył Hogwart kilka lat temu, od razu przystał do Śmierciożerców. James przełknął ślinę, uświadamiając sobie, że mają doczynienia z najprawdziwszymi poplecznikami samego Lorda Voldemorta. Obejrzał się gwałtownie, słysząc krzyk Remusa. Zobaczył przyjaciela leżącego na trawie, a nad nim śmiejącego się Śmierciożercę, który celował w niego różdżką – torturował go.

– Zostaw go, śmieciu! – wrzasnął Syriusz, zanim James zdążył zareagować. Black krzyknął ,,Expelliarmus!", lecz Śmierciożerca szybko wyczarował tarczę i zaklęcie się od niej odbiło. Łapa w ostatniej chwili go uniknął.

    Lucjusz Malfoy, który zamroczony przez chwilę po ataku Jamesa, teraz z wściekłością uniósł różdżkę, po czym krzyknął  ,,Drętwota!'', celując w Syriusza. Chłopak tym razem nie zdążył się uchylić i zaklęcie zwaliło go z nóg, sprawiając, że przewrócił się na leżącego Remusa.

– Jasna cholera! - jęknął brunet. Dotarło do niego, że właśnie został sam na polu bitwy.

     W pewnym momencie zza jego pleców pomknął świetlisty grot i trafił Malfoya prosto w pierś. Mężczyzna upadł na ziemię, a Rogacz odwrócił się zaskoczony. Ujrzał za sobą Lily Evans, która z zaciętością, ale i przerażeniem na twarzy, stanęła obok niego. Teraz walczyli ramię w ramię z pozostałą dwójką Śmierciożerców, którzy bardzo niedobrze przyjęli fakt, że trzeci został wyeliminowany. Teraz już nie walczyli dla zabawy – robili to, by zabić.

– Co ty wyprawiasz? – krzyknął James do dziewczyny, której różdżka szybko przecinała powietrze. – Uciekaj stąd!

   Zupełnie mu wystarczyło, że trójka z jego przyjaciół była ranna, nie chciał, aby Lily również coś się stało. Drżał na samą myśl o tym, dlatego nie mógł skupić się maksymalnie na wrogu. Dziewczyna szybko na niego zerknęła, czując serce w gardle. Nie spodziewała się, że ich siły zostaną tak szybko osłabione.

– A masz! – wrzasnęła, posyłając w stronę nieprzyjaciela niewerbalną Drętwotę. – Nie mam zamiaru patrzeć na to, jak jeden po drugim giniecie!

– Żadne pocieszenie!  – odpowiedział James, marszcząc brwi, ale nie spuszczając oczu z wroga. – Zaraz sama tu zginiesz!

   Lily w duchu przyznała mu rację. Jeśli Dorcas wraz z pomocą nie zjawi się dostatecznie szybko, może już nie będzie kogo ratować. Widziała, że James walczy dzielnie i sprawnie, ale Śmierciożercy byli silniejsi, bardziej zdeterminowani. Przełknęła ślinę, ale nie chciała się poddawać. Chciała walczyć do samego końca, choć nawet nie musiała włączać się do pojedynku. Sama nie wiedziała, co kazało jej się tak zachować. Może to, że odezwała się w niej prawdziwa Gryfonka, która odważnie ruszyła na pomoc? A może nie potrafiłaby sobie wybaczyć tego, że któremukolwiek z nich coś poważnego mogło się stać? W gruncie rzeczy znali się już prawie siedem lat, a to, że przez większość czasu nie przepadała za nimi, niczego nie zmieniało.

   W pewnym momencie, nieświadomie się cofając, nadepnęła na spory kamień i zatoczyła się, tracąc równowagę. Opuściła przez to na chwilę różdżkę, a Śmierciożerca wykorzystał sytuację, celując prosto w jej pierś.

– Avada... – zaczął, ale James, który z przerażeniem w oczach zauważył, co się święci, krzyknął ,,Nie!'', po czym, ignorując swojego przeciwnika, trafił zaklęciem w niedoszłego mordercę, co spowodowało, że nie wymówił formułki do końca.

    Chłopak stracił przez to szansę, by obronić samego siebie, przez co został trafiony białym światłem prosto w pierś. Zaklęcie odrzuciło go do tyłu tak mocno, że plecami i głową uderzył o jedno z najbliższych drzew, osunął się po nim, po czym głucho spadł na ziemię. Lily wydała z siebie okrzyk przerażenia, ale nie straciła zdrowego rozsądku. Malfoy i śmierciożerca, którego oszołomił James, stali chwiejnie na nogach, wyglądając na takich, którzy nie mają siły już walczyć. Rudowłosa wyprostowała się dumnie, nie opuszczając różdżki. Ze zdziwieniem obserwowała, jak wrogowie cofają się kilka kroków, patrząc uważnie między drzewa. W pewnym momencie Lucjusz obrzucił ją pogardliwym spojrzeniem, splunął na ziemię, po czym powiedział:

– Jeszcze się policzmy, szlamo. Jak nie dziś, to jutro. – Skinął ręką na swoich towarzyszy, po czym cała trójka deportowała się z cichym pyknięciem.

    Na polankę wypadli McGonagall i Dumbledore wraz z Dorcas na czele. Cała trójka miała wyciągnięte przed siebie różdżki. Blondynka rozejrzała się po polu bitwy, a widok, który tam zastała, sprawił, że stanęła jak wryta. Po kilku sekundach doskoczyła do stojącej nieruchomo Lily, która była w ogromnym szoku, i przytuliła ją mocno.

– Boże, jak ja się martwiłam! – zawołała, ściskając ją gwałtownie – Nic ci nie jest? Coś cię boli?

    Rudowłosa pokręciła przecząco głową, po czym wyplątała się z jej objęć i bez słowa podeszła do miejsca, gdzie zaklęcie Śmierciożercy odrzuciło Jamesa. McGonagall i Dumbledore, którzy najwidoczniej wcześniej go nie zauważyli, podbiegli szybko do pozostałych Huncwotów, a Dorcas zatrzymała się na środku nie wiedząc, co ma zrobić. Lily była pewna, że Rogacz będzie nieprzytomny, ale ze zdziwieniem zobaczyła, że ten zamroczony próbuje się podnieść na czworaka. Po chwili jednak upadł z powrotem na ziemię.

– Och... – powiedziała dziewczyna, podchodząc bliżej i przyklękając obok niego.

    Serce dudniło jej w uszach, kiedy patrzyła, jak chłopak znowu podejmuje próbę podniesienia się. Nie wiedziała, co ma zrobić, a gdzieś z tyłu głowy jakiś cichy głosik podpowiadał jej, że gdyby nie on, prawdopodobnie byłaby już martwa. Bez zastanowienia rzucił się, by ją ochronić, nie patrząc na własne bezpieczeństwo. Dziewczyna uświadomiła sobie, że nie wie, czy sama byłaby zdolna do czegoś takiego. James automatycznie zbladł i znowu osunął się na podłoże. Z głębokiej rany na jego prawym policzku obficie sączyła się krew, tworząc mocny kontrast z jego praktycznie białą cerą.

– Nie ruszaj się. – poprosiła, dotykając jego ramienia, oglądając się niespokojnie za siebie i czekając, aż ktoś przyjdzie jej pomóc. Dorcas w końcu zdecydowała się podejść do Syriusza, którego dyrektor umieścił już na wyczarowanych przez siebie noszach. McGonagall pochylała się teraz nad Peterem, a Dumbledore sprawdzał stan Remusa. Rozmawiali, ale nie była w stanie usłyszeć ich słów.

  Lily ponownie przeniosła spojrzenie na Jamesa. Oczy miał zamknięte, a twarz wykrzywioną z bólu. Mimo to zebrał się w sobie i chwiejnie podniósł na czworaka, i ciężko oparł o drzewo, w które wcześniej uderzył. Zrobił się lekko zielonkawy na twarzy.

– Co ty robisz? – syknęła dziewczyna, wyciągając do niego ręce, żeby w razie czego go przytrzymać. – Zrobisz sobie jeszcze większą krzywdę!

– Nic ci nie... nic ci nie jest? – wychrypiał, oddychając głęboko przez nos i ignorując jej pytanie.

– Nie... Ja... Dziękuję... – odpowiedziała po chwili, patrząc na niego z wdzięcznością i strachem.

    James uśmiechnął się blado, przełknął ślinę, po czym w końcu uchylił powieki i spojrzał na nią nieprzytomnie. Dziewczyna nie spuszczając z niego wzroku, sięgnęła do kieszeni po swoją białą chusteczkę, po czym pochyliła się i przyłożyła mu ją do policzka, by zatamować krwawienie. Chłopak skrzywił się delikatnie, kiedy go dotknęła, ale zaraz znowu przyglądał jej się z mieszaniną bólu i zdziwienia w oczach.

– Panno Evans! – Usłyszała za sobą głos McGonagall, która biegła do nich. Dziewczyna obejrzała się za siebie, ale nie zabrała ręki. Chusteczka powoli zaczynała przesiąkać – czuła na dłoni gorącą ciecz. – Nic pani nie jest? Ach! Panie Potter... Co się tutaj działo, na miłość boską?!

– Później wyjaśnienia, Minerwo, później – powiedział Dumbledore, podchodząc do nich i z troską pochylając się nad białym jak kreda Rogaczem. – Trzeba jak najszybciej zabrać ich do skrzydła szpitalnego!

    Ból jaki czuł był niewyobrażalny. Miejsce, w które trafiło go zaklęcie, piekło niemiłosiernie, a ból pleców i głowy odbierał mu trzeźwe myślenie. Za wszelką cenę starał się nie stracić przytomności. Chciał zobaczyć, co z Syriuszem i resztą, ale powoli zaczynał wszystko słyszeć jak ze studni. Rana na policzku sprawiała, że bolało go pół twarzy, a gorącą krew, która z niej wypłynęła, czuł nawet na szyi. Po chwili zaczął przegrywać walkę z samym sobą, a powieki zaczęły mu nieznośnie ciążyć. 

    Lily obserwowała jak jego głowa opada bezwładnie, opierając się jedynie na jej dłoni, którą przytrzymywała chusteczkę.

***

    Syriusz czuł, że leży na czymś miękkim, lecz nie mógł sprecyzować, co to takiego. W głowie mu huczało, a miejsce, w które dostał zaklęciem Malfoya, dotkliwie go piekło. Wokół niego było głośno, ale nie potrafił rozróżnić głosów ani pojedynczych słów. Próbował sobie przypomnieć, co takiego sprawiło mu ból i kiedy wspomnienia wróciły, otworzył gwałtownie oczy. Nad sobą ujrzał biały sufit i poczuł, że ktoś okłada mu żebra czymś chłodnym. Zamrugał kilkakrotnie, aby wyostrzyć widzenie, po czym z zaskoczeniem ujrzał blond włosy Dorcas Meadowes. Kiedy dziewczyna zobaczyła, że się obudził, na moment zamarła, przerywając wykonywaną czynność. Spojrzała na niego niepewnie, lecz już po chwili przyjęła maskę zobojętnienia na twarzy, tak jak za każdym razem, gdy z nim rozmawiała. Black otworzył szeroko oczy, patrząc na jej długie rzęsy, rzucające cień na zaróżowione policzki i zastanawiając się, co ona, u licha, robi, i dlaczego leży na tym łóżku w rozpiętej koszuli. Podniósł się na łokciach, po czym rozejrzał wkoło, próbując zebrać myśli. 

– Masz leżeć, Black – syknęła blondynka, zabierając na chwilę chłodny okład. – Pani Pomfrey poprosiła mnie...eee... o pomoc i pod żadnym pozorem kazała ci nie wstawać. 

    Chłopak zignorował ją, obserwując Remusa i Petera, którzy zajmowali dwa łóżka w rzędzie naprzeciwko niego. Oboje byli przytomni, choć Remus był jeszcze bledszy niż zazwyczaj. Wzrok obydwojga spoczywał w drugim końcu sali, więc i Łapa tam spojrzał. Pani Pomfrey pochylała się nad czyimś nieruchomym ciałem. Nie widział twarzy, bo pielęgniarka ją zasłaniała, ale poznał po zegarku na lewym nadgarstku. Sam mu go kupił. Zerwał się gwałtownie z łóżka, ignorując protesty Dorcas i własne zawroty głowy, po czym podszedł w kierunku przyjaciela. 

– Black, co ty robisz?! – fuknęła pani Pomfrey, patrząc na niego i na chwilę się prostując. – Proszę się w tej chwili położyć.

    Chłopak sprawiał wrażenie osoby, do której nie dotarło ani jedno słowo. Patrzył jak zaczarowany na Jamesa, który umazany był własną zaschniętą krwią. Musiała wypłynąć z głębokiej rany na policzku, którą kobieta teraz oczyszczała, by móc zlikwidować. Chłopak był upiornie blady i mimo tego, że był nieprzytomny, jego rysy były napięte, jakby coś go bolało. Syriusz przełknął ślinę, po czym pomyślał, że gdyby nie jego durne pomysły, nie byłoby ich tutaj. Mogłem posłuchać Remusa, pomyślał z goryczą, zaciskając dłonie w pięści.

– Nic mu nie będzie. – Usłyszał nagle cichy, dziewczęcy głos.

    Oderwał wzrok od twarzy Rogacza, by spojrzeć na Lily Evans, która leżała na łóżku za Jamesem i patrzyła na niego uważnie. Co tutaj, na Merlina, robi Lily Evans?!, zastanowił się Łapa, przeczesując skołtunione włosy dłonią. 
  
– Proszę natychmiast wracać do łóżka – powiedziała zirytowania pani Pomfrey, prowadząc chłopaka w kierunku Dorcas. – Panu Potterowi nic nie będzie, nie przejmujcie się. Ma mocno stłuczone plecy i podejrzewam również lekkie pęknięcie czaszki, ale poradzę z tym sobie raz dwa. 

– Pęknięcie czaszki? – jęknął Syriusz, kładąc się posłusznie, bo czuł, że jeszcze nie jest na siłach, by utrzymać się na nogach. – Ale jak to? 


– Uderzył o drzewo, zaklęcie Śmierciożercy go odrzuciło – odezwała się znowu Lily zmienionym głosem. 

   Syriusz skrzywił się mimowolnie, po czym oparł o poduszki. Nie miał pojęcia, skąd rudowłosa to wszystko wie. Przecież byli tam tylko we czwórkę, co nie tłumaczyło również obecności Dorcas, która stała obok jego łóżka. 

– Panno Meadowes, może już pani uciekać, dziękuję bardzo za pomoc – zarządziła pielęgniarka, biorąc z rąk dziewczyny zimny okład. 

   Blondynka spojrzawszy na niego przelotnie, ruszyła w kierunku drzwi. Syriusz zauważył, że Lily również się podnosi. 

– Panna Evans zostaje! – powiedziała kobieta, wracając z powrotem do Jamesa. 

– Ale przecież ja... – zaczęła rudowłosa, ale pielęgniarka nie dała jej dokończyć. 

– Życzę sobie, abyś spędziła tu noc po ostatnich przeżyciach. I nie chcę już słyszeć żadnych protestów!

    Dziewczyna zrezygnowana pomachała do Dorcas, która właśnie wychodziła. Pani Pomfrey ponownie pochyliła się nad Jamesem, a Syriusz przeniósł wzrok na Remusa, który wpatrywał się w okno, patrząc na połówkę księżyca. Peter zaczął powoli pochrapywać, wykończony walką i osłabiony bólem. Lunatyk wyczuł na sobie wzrok Łapy, bo również na niego spojrzał. Jego mina mówiła sama za siebie. 

– Przepraszam – mruknął Syriusz, spuszczając wzrok. – Tak, wiem, że to moja wina. I, tak, wiem – a nie mówiłeś. 

   Remus uśmiechnął się krzywo, słysząc to podsumowanie win, ale skinął głową na znak, że rozumie. Obydwoje znowu przenieśli wzrok na Jamesa, przy którym krzątała się pani Pomfrey. Lupin z troską, a Syriusz z poczuciem winy. 

***

    Lily leżała nieruchomo na swoim łóżku, udając głęboki sen. Była dwunasta w nocy, a pani Pomfrey przyszła pogasić świece i zasłonić okna. Po chwili dziewczyna usłyszała stuknięcie drzwi od jej gabinetu, więc natychmiast otworzyła oczy, patrząc na sufit. Westchnęła, po czym przetarła powieki. Jeszcze do końca nie potrafiła poukładać sobie tego, co się stało. Nigdy nie pomyślałaby, że zwyczajny wypad do Hogsmeade skończy się taką tragedią. Uporczywe myśli wciąż krążyły jej po głowie, nie dając spokoju. Nie mogła uwierzyć, że wyszła z tego żywa. Nie wiedziała, skąd wzięła w sobie tyle siły i odwagi, by walczyć. Jedna rzecz najbardziej spędzała jej sen z powiek, sprawiając, że miała ochotę poderwać się i zacząć nerwowo chodzić w kółko. Nie zrobiła tego jednak, nie chcąc obudzić Syriusza, Remusa i Petera, którzy głęboko uśpieni, posapywali miarowo. 

    Przeniosła za to wzrok na Jamesa, który od zdarzeń na polanie nie odzyskał jeszcze przytomności. Pani Pomfrey stwierdziła, że to zupełnie normalne i jego organizm musi się sam zregenerować. Po głębokiej szramie na jego policzku nie było już praktycznie żadnego śladu oprócz długiej, jasnoróżowej blizny, która z czasem miała zniknąć. 

     Dziewczyna patrzyła na jego lewy profil, zastanawiając się, dlaczego tak się poświęcił. Równie dobrze Śmierciożerca mógł użyć Zaklęcia Niewybaczalnego na nim. Westchnęła, czując, że ma mętlik w głowie. Nie miała pojęcia, co skłoniło go do takiego kroku. Ona sama nie zdążyłaby się uchylić i gdyby nie James, poległaby w tej walce. Dziwnie się czuła, wiedząc, że zawdzięcza mu życie. Nigdy nie byli ze sobą na tyle blisko – zawsze go od siebie odpychała, nie chcąc mieć z nim nic wspólnego. 

    Położyła się z powrotem i okryła ciaśniej kołdrą. Postanowiła, że kiedy chłopak już się obudzi, szczerze z nim porozmawia i podziękuje tak, jak trzeba. Zamknęła powieki, czekając na sen, lecz ten jeszcze długo nie chciał nadejść.

Beta – Lena 
____________________________________
Witam serdecznie!

Postanowiłam przyspieszyć dodanie rozdziału o jeden dzień, bo nie mogę się doczekać Waszych opinii o nim. Ja sama jestem z niego dość zadowolona i nawet nie wiecie, ile ja się naczekałam, by go w końcu napisać. Mam nadzieję, że przypadnie Wam do gustu! <3

Ech... Dzisiaj jest przedostatni dzień wakacji, co mnie po prostu dobija psychicznie. Co się z tym wiąże, rozdziały będą pojawiały się rzadziej, ale postaram dodawać się jeden lub dwa na miesiąc. Obiecuję również nie zniknąć z Waszych blogów na nie wiadomo jaki czas i pewnie wszystkie zaległości, które uzbierają się w ciągu tygodnia. będę nadrabiać w weekendy. Idę do drugiej liceum (mój profil to profil samobójców po prostu), więc mam nadzieję, że zrozumiecie. <3

Kolejny rozdział planuję opublikować 15 września, jeszcze do końca wakacji postaram się dokończyć, bo już powoli zaczęłam. :*

Pozdrawiam Was serdecznie oraz życzę mnóstwa siły i wytrwałości na ten rok szkolny! Nie damy się! <3 :D  

54 komentarze:

  1. Heyo! <3
    Wybacz, że to będzie strasznie okrojony komentarz, ale piszę go drugi raz i, jakby powiedzieć, jestem już lekko zdenerwowana.
    Rozdział miał w sobie tę magię <3 Atmosfera, która w nim wystąpiła, była cudna.
    Jim obronił Lilkę <3 To chyba była jedna z najbardziej uroczych scen. Wielki plus za to, że Huncwoci nie przewyzszali umiejętności smierciozercow.
    Chyba jestem na zaboj zakochana w Syriuszu. Aż mi się serce scisnelo, kiedy opisywalas jego poczucie winy.
    Życzę powodzenia w drugiej liceum. Ja sama zauważyłam, jak bardzo młoda jestem w porównaniu do innych blogerów. Lekko się zalamalam, bo można mnie za dziecinna wręcz uznać xD (druga gimnazjum się, niestety, kłania).
    Pozdrawiam i życzę weny i jeszcze raz weny! <3
    CanisPL

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo za opinię. Chyba nie Ty jedna, nie ostatnia zakochana w Syriuszu. :D
      Nie przejmuj się, ja zaczynałam swoją przygodę z blogowaniem już w szóstej klasie, haha. :D
      Również serdecznie pozdrawiam!

      Usuń
    2. Sześć lat! Matko jedyna, podziwiam Twoją wytrwałość. No i przede wszystkim Twoją pasję, która nie przemija :D Godne podziwu.

      Usuń
    3. Ano, moim największym marzeniem jest napisanie książki. :D

      Usuń
    4. Ja zaczęłam blogować w 5. klasie podstawówki ;) Dużo jest osób z takim stażem, lecz też sporo osób już „wypadło z gry”.

      Usuń
    5. Czyli ja należę do tych osób ze starszego rocznika, bowiem piszę i bloguję od jakiś dwóch lat, czyli od drugiej klasy liceum :") Jakoś wcześniej nie wyobrażałam sobie, że mogłabym coś napisać, a już zwłaszcza dłuższe opowiadanie. I pomyśleć, że mam za sobą już dwa blogi a teraz jestem w połowie trzeciego xD

      Usuń
    6. Jestem ciekawa, czy też wytrwam. Coś czuję, że odpadnę z gry, chociaż jak na razie moim największym marzeniem jest ukończenie opowiadania i zaczęcie drugiego :D Długa droga przede mną...

      Usuń
    7. Ja mam już za sobą cztery blogi zakończone i dwa, które rozgrzebałam, a potem zostawiłam, haha. :D Ale myślę, że te cztery przysłaniają te dwa porzucone.
      Ponadto, jak byłam w pierwszej gimnazjum, próbowałam już napisać Jily, ale całkiem inne niż to, a do tego znudziło mi się pisanie po dwóch rozdziałach. :')
      Dziwny ze mnie człowieczek był, haha. :D
      Canis, na pewno Ci się uda, wierzę w Ciebie! <3

      Usuń
  2. Witam serdecznie ,Melodio !
    Rozdział bardzo mi się podobał, miał swój klimat i lekko się go czytało. Kiedyś chciałam pisać opowiadanie o Huncwotach , jednak niezbyt mi się to udało, za to twoi bohaterowie są idealnym odzwierciedleniem mojej odległej wizji ! Za co jeszcze przyjemniej mi się czyta. Scena pojedynku bardzo dobrze napisana , nie było chaosu. Brawo, dobra robota!
    Czekam wręcz z utęsknieniem na nowy rozdział!
    Endory
    strzepy-swiata.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo za opinię. :)
      Pozdrawiam!

      Usuń
  3. Druga liceum? Przybij piątkę! :D Jeszcze może mi napiszesz, że pod tym "profilem samobójców" kryje się bio-chem? Jeśli tak, to będziemy mogły razem narzekać. :p
    Co do rozdziału...
    Chłopcy zachowali się jak prawdziwi Gryfoni. Walka wyszła Ci bardziej przekonująco niż na większości blogów, na których byłam. Raz spotkałam się z tym, że ktoś Avadę odbił prostym zaklęciem tarczy... Ekhem, ekhem. Dobrze, że Syriusz czuje wyrzuty sumienia, bo pójście na polankę, jakby nie patrzeć, było jego pomysłem. Chociaż James i Peter mogli się nie zgodzić...
    Pani Pomfrey poprosiła mnie...eee... o pomoc i pod żadnym pozorem kazała ci nie wstawać. - Czy tylko według mnie brzmi to trochę dziwnie? To pod
    "żadnym pozorem" w tym przypadku odnosi się chyba do kazała, a nie do wstawania, ale mogę się mylić. Nie znam się za bardzo na gramatyce i sama się boję, ile błędów występuje u mnie na blogu. ;x
    Pozdrawiam i życzę weny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piątka! To Ty masz lepiej, ja mam bio-chem-mat i coś czuję, że nie przeżyje tych rozszerzeń.
      Tak, też wielokrotnie się spotkałam z tym, że Avadę można sobie odbić jak piłeczkę. Gdyby tak było można, nie oszukujmy się, to większość Czarodziejów by przeżyła obydwie Wojny.
      Też mi teraz dziwnie to zabrzmiało, muszę pomyśleć, jak to poprawić.
      Dziękuję bardzo za komentarz i również pozdrawiam!:D

      Usuń
    2. Biol-chem-mat nie taki straszny. Pomyśleć, że znam osoby, które mają biol-chem-fiz i to dodatkowo matmę :x. To są samobójcy!

      Usuń
    3. Nie taki straszny? Pfy, mów za siebie. XD

      Usuń
  4. Huncwoci i Lily mieli w sobie dużo odwagi, żeby walczyć ze śmierciożercami. Mogli zginąć, ale dalej walczyli. Pokazali, że są prawdziwymi Gryfonami. Najbardziej mi się podobało to co zrobił James. Gdyby nie on, to Lily zostałaby zabita przez tego śmierciożercę.

    Czekam na kolejny rozdział.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo za opinię! :*
      Pozdrawiam!

      Usuń
  5. No to teraz chyba rozwinie się totalny romans :D Na to przynajmniej liczę xD Zastanawia mnie, co robili Śmierciożercy w Hogsmeade? Tak po prostu spacerowali? Jeśli nie, to czekam na rozwiązanie zagadki. Jeśli tak — Albus się chyba nie przyłożył do sprawdzenia bezpieczeństwa.
    Czekam na więcej i zapraszam do siebie na kolejny rozdział!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jaki tam romans, co Ty. :D Do romansów to im jeszcze daleko!
      A to, co śmierciożercy robili we wiosce, wyjaśni się w kolejnym rozdziale.
      Dziękuję bardzo za opinię!

      Usuń
  6. Witam, witam ;D
    Tak bardzo, jak nie mogłam doczekać się tego rozdziału, nie mogę doczekać się następnego XD
    Ufff, jak dobrze, że nikomu nie stało się nic ''śmiercionośnego'', że tak to nazwę.
    Jakie to było słodkie, kiedy James rzucił się, by ochronić Evans! :DD Może zastanawiasz się, jak mogę uważać, że część pojedynku z siłami Voldemorta była słodka, ale cóż... Podejrzewam, że moje słowa będą często odbiegać od tych właściwych w danej sytuacji ;D
    Rozdział bardzo mi się podobał, a szczególnie... szczególnie wszystko.. XD
    Hmmm... o czymś jeszcze zapomniałam?? O! Zdecydowanie moje ulubione postacie z Twojego opowiadania to Dorcas i Syriusz, jako para i jako nie para. Po prostu ich ubóstwiam ;D
    Pozdrawiam i życzę dobrze wykorzystanego przedostatniego dnia wakacji ;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale to było słodkie, nie zaprzeczę! :D
      Dziękuję bardzo za opinię i również pozdrawiam! <3

      Usuń
  7. Jadłam właśnie przepyszną zapiekankę z serem, makaronem i szynką, gdy przypomniałam sobie, że przecież muszę przeczytać Twój nowy rozdział. 5 rozdział! Tyle na niego czekałam!
    Dobra, po kolei. Na początku chcę powiedzieć, że cieszę się, iż scena pojedynku nie wyglądała tak, jakby Śmierciożercy byli potulnymi pieskami, a Huncwoci herosami, którzy zabijają spojrzeniem. Kiedyś czytałam takie ff, w którym James był perfekcyjny w rzucaniu zaklęć i nikt nie był w stanie mu podskoczyć. Duży plus dla Ciebie, naprawdę.
    To teraz po drugie... awkdjkhsjnkjdjadkada. Czytałam ten rozdział z sercem przy gardle. Niby wiedziałam, że nikt nie zginie, ale bałam się jak cholera. Nasz cudowny James uratował Lily! ♥ Oczywiście najpierw to ona pomogła jemu, ale nie zmienia to faktu, że gdyby nie on, panna Evans mogłaby zginąć. Okropność. James, dlaczego nie istniejesz naprawdę?
    Oczywiście nie jestem tu tylko dla Jily. Zaciekawiły mnie postacie Syriusza i Dorcas. Osobiście ich shippuję i uważam, że wyszli Ci idealnie. Liczę na jeszcze wiele scen z nimi w roli głównej.
    Mam nadzieję, że Syriusz nie będzie zbyt długo obwiniał się za to, co się stało. Gdyby teraz miał włączyć tryb "depresja", to źle by się skończyło. Jestem pewna, że żaden z Huncwotów nie ma mu niczego za złe, a już na pewno nie będzie miał tego James. Och, nasz biedny James... Oby wyszedł z tego cało.
    I na koniec - Lily. Zawsze podziwiałam jej odwagę, ale teraz przeszła samą siebie. Czuję, że teraz jej relacje z Jamesem nieco się ocieplą, w końcu ona sama zdała sobie sprawę, że zawdzięcza mu życie.
    Oczywiście, że zrozumiemy rzadsze dodawanie rozdziałów. Szkoła to morderca, trzeba się jej postawić. Życzę Ci powodzenia nie tylko w pisaniu rozdziałów, ale także w nauce. Oby ta druga klasa nie była zbyt męcząca.
    Hmm, właśnie przypomniały mi się czasy, gdy to ja byłam w liceum. Wiele osób na nie narzeka, ale ja uważam, że to najlepszy czas w życiu każdego człowieka (lol, rymuję, muszę przestać pić). Kiedyś wspomnisz moje słowa (nie te o piciu, te o szkole). Wiele bym dała, by znów pójść do liceum, a nie zastanawiać się nad tym, czy aby nie przewalić pieniędzy na czynsz za mieszkanie na jakieś książki :")
    Ściskam i pozdrawiam, studentka Marina ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. PS. Mam wrażenie, że moje komentarze zaczynają przekraczać jakąś dozwoloną ilość. Musicie mi to wybaczyć, nie umiem pisać krótko. Nawet moje rozdziały są długie jak zarost faceta, który nie wie co to maszynka.

      Usuń
    2. Merlinie, jak ja uwielbiam czytać Twoje komentarze xD mimo, że to jest na blogu naszej kochanej Melodii, to i tak lubię często do niego zaglądać, żeby poczytać komentarze autorki jak i Twoje. Zawsze powodują uśmiech na twarzy xD
      Ja nie shippuję Doriusza (wgl, jak to brzmi XD) i raczej nigdy nie będę. Ja tam zawsze mam przed oczyma Ginny bądź Hermionę cofającą się w czasie, stykającą się z Syriuszem. Hmm, to chyba niezbyt dobrze xD
      Haha, a ja będę wspominać Twoje słowa o piciu. Do liceum jeszcze nie chodzę (ech...), ale liczę się z Twoim zdaniem.
      A mi trzeba wybaczyć ciągłe komentowanie twoich komentarzy. Taki nawyk :')

      Usuń
    3. Ogromnie cieszy mnie fakt, że mój komentarz może wywołać czyjś uśmiech na twarzy. Nigdy nie potrafiłam komentować w sposób... poważny, zawsze muszę napisać coś takiego, co jest głupie i zabawne jednocześnie. To chyba przez pisanie bloga, w którym co drugi tekst głównego bohatera jest pozbawiony krztyny powagi i przez moje zamiłowanie do dziwnego humoru :")
      Haha, fakt, Doriusz brzmi jak odmiana imienia Dariusz, a to nie jest zbyt piękne. I nie masz co się przejmować, też kiedyś interesowały mnie shippy Hermiony z Syriuszem. Stare dzieje, ale jednak.
      Liceum to super sprawa, naprawdę. Najlepszy okres w moich dotychczasowym życiu. Co prawda ciężki, ale i cudowny jednocześnie. A ten tekst z alkoholem... wiedziałam, że ktoś raczy sobie to zapamiętać XD
      Wybaczam Ci wszystko, podoba mi się Twój nawyk.

      Usuń
    4. A może byście pomyślały, że robicie Melodii śmietnik pod rozdziałem?

      Usuń
    5. Ojejcia, aż mi ślinka napłynęła do ust jak napisałaś o tej zapiekance, Marino. :D Spóźnione smacznego!
      Też się spotkałam kiedyś z takim czymś. Dla mnie to by było niedorzeczne. Huncwoci na pewno potrafili się obronić, ale mimo wszystko byli jeszcze uczniami, nie narażonym wcześniej na takie coś. :')
      O! To bardzo się cieszę, że wprowadziłam takie napięcie, haha. :D
      No właśnie, nie? Dlaczego nie ma takiego Jamesa? Albo chociaż Syriusza lub Remusa? Ah, gdzie Ci mężczyźni...
      Nie, akurat Syriusz nie należy do pamiętliwych ludzi, hah. A James mu jeszcze kiedyś pewnie podziękuję. :D
      Ja też sądzę, że liceum to bardzo fajny okres, na pewno lepiej mi się podoba niż gimnazjum. :D
      Och, to z całego serduszka życzę powodzenia na studiach! I nie szalej za bardzo z tymi pieniążkami przeznaczonymi na czynsz, haha. :D
      Dziękuję pięknie za opinię! <3

      Usuń
    6. Zapomniałam dodać, że uwielbiam takie długie i ciekawe komentarze, bardzo przyjemnie mi się je czyta. <3
      I wcale nie dziwię się Canis, że nie może powstrzymać się od komentowania Twoich komentarzy, Marino, haha. :D
      Pozdrawiam Was obie gorąco! <3

      Usuń
    7. Ah i znowu zapomniałam! No, no, skleroza w tak młodym wieku, chyba źle ze mną. xD
      Anonimku, nikt nie robi mi śmietnika pod rozdziałem. Wręcz przeciwnie, szeroko się uśmiecham, kiedy widzę te dyskusję. :D
      Pozdrawiam!

      Usuń
    8. Drogi anonimku, fakt, może trochę przesadzamy i faktycznie zrobił się z tego śmietnik. Przepraszam najmocniej ze swojej strony. Ale skoro Melodii to nie przeszkadza, to dobrze, tylko się cieszyć.

      Usuń
    9. Absolutnie nie przesadzacie, spokojnie, nie ma za co przepraszać. :D

      Usuń
  8. Hej, cześć i czołem :D
    Kiedy tylko zauważyłam, że pojawił się u ciebie rozdział (tak, szybko się skapnęłam xd), zamiast czytać książkę, popędziłam do komputera, żeby przeczytać rozdział xD Rozdział u Melodii ciekawszy niż książka ;D
    Szybciutko przeczytałam rozdział i od razu wzięłam się za skomentowanie.
    Ogólnie rozdział bardzo mi się podobał. Nie wiem dlaczego. Po prostu przyjemnie mi się go czytało.
    Wiem, że to może zabrzmi... hm... sadystycznie? Nieważne... Lubię, gdy w rozdziałach są sceny walki. Jakoś tak mi to do gustu przypada. W sumie dlatego dobieram sobie najczęściej książki sci-fic, kryminały albo horrory. Dobra, ja tu miałam pisać komentarz, a nie o swoich zainteresowaniach! xd
    Wracając do tematu... Naprawdę fajnie ci wyszło opisanie sceny walki. Lily walcząca u boku Jamesa. To wydawało mi się takie... słodkie. Jejku, ostatnio nie umiem znaleźć odpowiednich słów xd Powiedzmy, że słodkie. Cieszę się, że nikt nie zginął podczas walki, a skończyło się jedynie na kilku ranach.
    Nie no, mi dzisiaj naprawdę ten komentarz nie wychodzi. Jak nie piszę o moim sadystycznym podejściu do czytania, to teraz cieszę się, że wszystko skończyło się na kilku ranach xd
    Ok, może skupię się na pozytywach tego rozdziału. Bardzo urzekło mnie to, jak Lily martwi się o Jamesa. Niby wmawia sobie, że go nie kocha, a gdzieś w głębi serduszka chociaż w jakiejś części jej na nim zależy. So sweet :D
    O, albo to, jak Dorcas siedziała przy Syriuszu ♥
    A, i nie mogę się doczekać rozmowy James-Lily :D Jestem osobą ciekawską, więc już nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału :)
    Dobra, ja już kończę ten komentarz. Szału z tym komentarzem nie ma, ale jeśli napisałabym go rano, to nie byłoby to samo :P
    Pozdrawiam i weny życzę ^^

    P.S. Też nie mogę uwierzyć, że to już końcówka wakacji :( Tak szybko minęły. Jak czytałam, o tym, że większość komentujących tu osób chodzi do liceum albo jeszcze dalej, to się tak dziecinnie tu czuję ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojeju, bardzo mi miło, że aż tak się spieszyłaś na mój rozdział! :D
      Wcale nie brzmi to sadystycznie, ja też bardzo lubię, jak coś się dzieje i jest zagrożenie życia, bo wtedy człowieka trzyma w napięciu. Oczywiście nie chcę, żeby jakiś mój ulubiony bohater zginął, bo wówczas płaczę jak głupia. :c
      W zasadzie to Lily sobie nie wmawia, że go nie kocha, bo naprawdę tak jest, ale co do reszty, na razie cicho sza, wszystko bardzo powoli będzie szło ku dobremu. :D
      Komentarz jest naprawdę świetny, nie gadaj głupot. :D Bardzo Ci za niego dziękuję!
      Nie powinnaś się czuć dziecinnie, wiek to tylko liczba. :*
      Pozdrawiam serdecznie! <3

      Usuń
    2. O, jak się cieszę, że nie wyszłam na sadystkę ;D Ja tylko raz płakałam na książce, na Księciu Półkrwi, jak zginął Dumbledore :( Ciężko sprawić, żeby mi łezka z oka poleciała na filmie :P
      Nie przejmuję się moim wiekiem ;) Co to, to nie... Nawet jakbym miała 30 lat, to z moim podejściem do życia wiele osób mogłoby mnie uznać za dziecinną osóbkę ;) Tak już chyba zostanie ;D

      Usuń
    3. Jeju, to ja na Harrym Potterze płakałam z tysiące razy, przy czytaniu każdej książki. :D
      I bardzo dobre podejście!

      Usuń
    4. Kurde, znowu zostawiam spam. Ale obiecuję, że to mój ostatni komentarz pod tym rozdziałem.
      Czy tylko ja nie płakałam przy śmierci Dumbledore'a? XD Przy Zakonie Feniksa ryczalam jak bóbr. Do tego wcześniej włączyłam sobie jakąś smutną muzykę, która dalej pozostaje moim faworytem (i to już od ponad roku!), więc załamanie psychiczne miałam przez kilka godzin. Nawet dzień po przeczytaniu o śmierci Syriusza nie mogłam zapanować nad swoimi emocjami. Jeszcze nigdy żadna książka czy film nie sprawiły u mnie tak ogromnego smutku. Ilekroć oglądam Zakon Feniksa to też płacze przy tym, jak Syriusz wpada za zasłonę. Mam niestety tendencję do faworyzowania osób, które koniec końców umierają, dlatego staram się nie przywiązywać do postaci z książek czy filmów, co marnie mi wychodzi. Przy Fredzie i Remusie też mi się łezka zakrecila, ale nie tak, jak przy Syriuszu. /*
      Trzeba będzie kiedyś otworzyć głębszą dyskusję xD I jeszcze przepraszam za spam pod postem ;-;

      Usuń
    5. Na pewno nie jesteś jedyną osobą, która nie płakała na śmierci Dumbledore'a. To zależy też od osoby i tego, jakie lubi postaci.

      Usuń
    6. Ja nigdy nie mogę na śmierci Freda. ; ((((

      Usuń
    7. A ja ryczę jak głupia na śmierci Lily i Jamesa, jak są urywki w filmach z tym związane, na śmierci Syriusza, Freda, Remusa, Tonks, Hedwigi, Zgredka i Dumbledore.
      Nie mogę się w ogóle ogarnąć po tym. :c

      Usuń
  9. Witam!!
    Dostałam zaproszenie na Tego bloga już jakiś czas temu. Przepraszam, że dopiero teraz komentuję lecz nie miałam czasu zbytnio. Musiałam popracować nad własnym rozdziałem i tak dalej...
    A więc, to dopiero drugi blog o tematyce, powiedzmy Hogward, który czytam i szczerze powiedziawszy, podoba mi się. Jest ciekawy, wciągający i co najważniejsze, wzbudza zainteresowanie. Będę go odwiedzać :) masz we mnie czytelnika ;)
    Dziękuję za zaproszenie, droga Melodio. Mam nadzieję, że poinformujess mnie o następnym rozdziale.
    Do usłyszenia.

    OdpowiedzUsuń
  10. Wybacz, że dopiero teraz.
    Oczywiście nie zapomniałam o Tobie.
    Przeczytałam z zapartym tchem bo sporo się działo.
    Oczywiście nadrobiłam zaległości i widzę jak bardzo opowiadanie się rozwija.
    spokojnie nie zapomniałam o Tobie i na pewno bedę się starała komentować na bieżąco.
    naprawdę lubię te historie a szczególnie masz mojego ulubieńca SB <3 Dla niego samego warto czytać tę historię.
    Oby było go jak najwięcej.
    pozdrawiam i życzę weny.

    OdpowiedzUsuń
  11. Znalazłam Twojego bloga na jednym z katalogów i bez bicia przyznaję, że póki co przeczytałam tylko ten rozdział. Bardzo mi się spodobał i na pewno będę musiała nadrobić poprzednie! Bardzo spodobało mi się odważnie zachowanie Jamesa i jestem ciekawa jak je wytłumaczysz w kolejnym rozdziale. Na pewno będę dzielnie śledzić historię Lily i Jamesa.

    Pozdrawiam, Devi
    i zapraszam do siebie (wczorajszy-dzien.blogspot.com)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojej, bardzo się cieszę, że wpadłaś. :D
      Dziękuję bardzo za przemiłą opinię, do Ciebie postaram się zajrzeć w weekend! :)
      Również pozdrawiam!

      Usuń
  12. Przepraszam znów za opóźnienie, ale ja sama nie wiem jak to się dzieje? To takie puf i już? xD
    Powiem Ci że dziś tak czytałam i aż "przystanęłam" bo masz świetne opisy. Naprawdę jedne z lepszych.
    Nie wiem czemu lubie Twoje opisy walki, są takie realistyczne, wiesz jakbyś stała za ramieniem bohatera i uchylała sie od kuli zaraz za nim!
    To jak Lily wmawia sobie że nie kocha Jamesa, a za chwile się o niego troszczy jest słodkie, naprawdę. Uwielbiam też jak pojawia się Syriusz. To zdecydowanie mój faworyt!
    Nic, tylko czekam na kolejny rozdział!
    Życzę weny!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ona go jeszcze nie kocha, spokojnie, powolutku. :D
      Myślę, że nie dałam nigdzie odczuć o jej miłości, bo tej jeszcze nie ma.
      Dzieje pięknie za opinię!

      Usuń
  13. Aż mnie naszła ochota na stworzenie ff :P Ale zazwyczaj takie próby kończą się u mnie klęską -,-
    Żałuję do teraz, że kilka miesięcy temu (jak nie rok) skasowałam bloga o potterze, który nawet zajął 3 miejsce w konkursie xD Jaka ja głupia byłam -,- No cóż... zobaczymy co czas pokaże. Boję się tylko tego, że już mało osób mnie odwiedzi...

    Rozdział, rozdział! <3
    Wiadoma sprawa, że kobieta jak jest zła na faceta, to się nie przyzna, że go kocha :D To jest to samo z Lily i James'em :D To było takie słodkie ^^
    Ich walka była genialna i wymarzona! Taka jaka powinna być <3 Idealna :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mam pojęcia, jak Twoim zdaniem może wyglądać wymarzona walka, ale okej, niech będzie. :D
      Dziękuję za opinię!

      Usuń
  14. Masz pare błędów: brakuje przecinków, masz złe znaki interpunkcyjne, ale najbardziej rzuca się nazwa śmierciożerców. Pisze się ją mała literą tak jak np. mugole. Co prawda w angielskiej wersji pani Rowling pisala je wielka litera jednak to niekiedy, jak w tych przypadkach, kloci sie z polska ortografia, wiec np. W tlumaczeniach polskich nazwy te piszemy z malej.

    Ogolnie podoba mi sie opis pojedynku. Nie zanudzasz, jest dosc plastyczny i latwy do wyobrazenia. Ponadto dobrze Ci wyszla troska Syriusza o Rogacza oraz jego zdezorientowanie obecnoscia dziewczyn. Jednak brakuje mi tutaj opisu emocji. Co prawda jest mowa o poczuciu winy itd. Ale sa to suche fakty. Nie ma "głębokości". Chociaz musze Cie pochwalic, bo jest duzo lepiej niz na poczatku Tw przygody z pisaniem. To samo dotyczy koncowki. Moglas nieco poglebic opis stanu emocjonalnego Lily, chociaz to wyszlo Ci lepiej niz u Łapy.
    Jeszcze wroce do poprzedniej notki, do tego co mi sie nie pasowalo. Troche nie wiem po co Huncwoci polezli na te polane. Bylo to troche tak jakbys ich tam poslala tylko po to, zeby zaatakowali ich smierciojady. Poza tym rozdzial mi sie podobal ten zreszta tez. Widac ze sie rozwijasz i doskonalisz.
    Wlasciwie mialam Ci skomentowac wszystkie zaleglosci pod ostatnim postem ale stwierdzilam ze po drodze zapomne waznych rzeczy i postanowilam jednak pisac pod kazdym. Co oczywiscie skutkuje tym ze nie poprawiam bledow, bo niestety mam do nadrobienia duzo notek tez na innych blogach i nie wyrobilabym sie gdybym pisala wszystko pod kazdym. W ogole ja nie wiem jakim cudem mnie nie bylo 4 miesiace? U mnie to zlecialo strasznie szybko, ale dodalam juz notke i niedugo dam kolejna wiec jakos sie to wyreguluje, problem wlasnie z zaleglosciami :(
    PS przepraszam za wszystkie literowki i bledy w moim komentarzu no i za brak polskich liter ale pisze na telefonie i to w ekspresowym tempie
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie uznałabym tego opowiadania za początek swojej przygody z pisaniem, to moje piąte z kolei opowiadanie, ale mimo wszystko dziękuję za szczerą opinię. :)
      Huncwoci poleżeli na polanie? Nie bardzo rozumiem.
      Dziękuję!

      Usuń
    2. Poleźli* chyba muszę zacząć używać polskich liter xD
      Chodziło mi o przygodę z pisaniem tego opka ^^

      Usuń
  15. Cała scena walki nie miała sensu. Śmierciożercy zachowali się jak skończeni debile. I jeszcze wpychanie wszędzie Lucjusza na siłę! Wystarczyło wspomnienie i gniłby w Azkabanie. A po tym raczej kariery w Ministerstwie by nie zrobił. Dlaczego Avady pojawiły się tak późno? Przecież ich żadna tarcza nie odbije. Są bardzo przydatne! Torturowanie w środku walki nie miało sensu. Przecież lepiej go unieruchomić, a potem mieć piątkę zakładników, niż ryzykować, że zaatakują go, gdy będzie miał zajętą różdżkę lub, co gorsza, ktoś usłyszy krzyki ofiary.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdybym rozpatrywała to Twoimi kategoriami, nie napisałbym żadnej sceny walki, bo wszystko byłoby bez sensu. Podobnie Rowling. :)

      Usuń

Szablon
Fantazja
LOG