17 września 2016

Rozdział VI

       James odzyskał przytomność dopiero następnego dnia po południu, kiedy reszta jego przyjaciół opuściła już skrzydło szpitalne zwolniona przez Panią Pomfrey. Na początku chłopak nie potrafił zebrać myśli, czując, że jego głowa była dziwnie obolała i delikatna, a przy każdym ruchu pozostał lekki dyskomfort w kręgosłupie. Mimo to czuł się już o niebo lepiej, niż po ataku, czego nie potrafił za żadne skarby przetłumaczyć szkolnej pielęgniarce, która przetrzymała go u siebie aż do wieczora, a kiedy wychodził, marudziła, że na pewno zemdleje gdzieś po drodze. Podziękował jej za opiekę, po czym szybkim krokiem wyszedł, by już nie mogła go zatrzymać. Czuł się jeszcze lekko osłabiony, ale poza tym wszystko było w porządku i wcale nie uważał, że padnie gdzieś pod ścianą.

    Idąc przez szkołę, szybko poznał, że zapewne była to pora kolacji, bo korytarze zostały opustoszałe. Na początku automatycznie skierował się w stronę Wielkiej Sali, by dołączyć do przyjaciół, ale potem pomyślał, że woli iść do pokoju wspólnego i tam na nich poczekać. Skierował się więc na siódme piętro, po drodze nie minąwszy nawet ducha, podał Grubej Damie hasło, by po chwili znaleźć się w przytulnym pomieszczeniu, które teraz było całkowicie puste. Przeciągnął się ostrożnie, cały czas starając się uważać na plecy, by potem usiąść na kanapie przed kominkiem i wpatrzyć się w ogień. 
Westchnął cicho. 

     Był pewien, że Gryffindor z pewnością straci sporo punktów za ich niesubordynację. Nie miał o to żalu do Syriusza, wszyscy poszli tam z własnej woli, choć Remus miał pewne opory. James wyciągnął ręce w kierunku kominka, by choć trochę ogrzać dłonie, a po chwili uśmiechnął się blado, pogrążony w myślach. Z jednego powodu mógł być szczęśliwy. Ocalił Lily, która mogła zginąć, Na samą myśl o tym robiło mu się zimno. Zbyt wiele dla niego znaczyła, by mógł ją tak po prostu stracić. Przez cały ten czas, odkąd zauroczył się w dziewczynie, był świadomy, za kogo zielonooka go uważa. Po tylu latach robienia z siebie błazna, teraz nie potrafił zrozumieć, co chciał osiągnąć swoim zachowaniem. Widział przecież, że swoimi popisami zdobywa efekt całkowicie odwrotny od zamierzonego. Nie potrafił odpuścić, ślepo zapatrzony w jej piękne oczy, marząc, by w końcu była jego. Swoim żartem związanym z meczem quidditcha przekreślił wszystkie możliwe szanse na zdobycie Lily. Żałował tylko, że tak późno to zrozumiał. Poprzedniego dnia obronił ją instynktownie, nie zawahał się ani chwili. Wiedział, że właśnie tak powinien postąpić, nie zważając na konsekwencję.

    Nagle na korytarzu usłyszał zbliżający się tłum. W sekundzie dotarło do niego, że zapewne cała szkoła już o wszystkim wie i kiedy tylko go zobaczą, zaczną się niewygodne pytania. Zerwał się z kanapy, po czym wpadł po schodach do dormitorium. Zdążył akurat w ostatniej chwili, bo przejście pod portretem otworzyło się, a do środka wlał się tłum uczniów.

    James, krzywiąc się i przeklinając pod nosem, doszedł do swojego łóżka, trzymając się za dół pleców. Wiedział już, że ten zryw nie był takim dobrym pomysłem. Przytrzymał się jednej z czterech kolumn, a w następnej chwili usłyszał kroki na schodach i głos Syriusza.

– Poczekamy aż wszyscy się rozejdą, a potem bierzemy pelerynę niewidkę i idziemy do niego.

– Syriuszu, to za duże ryzyko – odezwał się zniecierpliwiony Remus. – I tak wszyscy mamy się rano stawić do dyrektora i nie ma sensu wałęsać się nocą po szkole. Przynajmniej przez jakiś czas...

– Ja m u s z ę zobaczyć, co z nim. I nie obchodzą mnie żadne... O mój Boże!

    Drzwi do sypialni otworzyły się, a Black zamarł na widok Jamesa, który patrzył na niego z rozbawieniem. Remus od razu uśmiechnął się szeroko, widząc, że Potter wygląda już dużo lepiej.

– Czy ja ci czasem nie mówiłem, że masz trzymać się z dala od mojej peleryny? – zaśmiał się ironicznie Rogacz, patrząc na przyjaciela, który wyglądał, jakby z serca spadł mu ogromny kamień.

   James nawet nie zdążył zareagować, bo Syriusz już dusił go w mocnym uścisku, co sprawiło, że przewrócili się oboje na łóżko. Plecy bruneta boleśnie to odczuły. Skrzywił się lekko, ale jednocześnie zaczął śmiać, a Remus i Peter, którzy również weszli do sypialni, zawtórowali mu. Lunatyk przelotem poklepał Jamesa po ramieniu, a Glizdogon z szerokim uśmiechem poszedł w kierunku swojego posłania. Lupin westchnął, przebierając się do snu. Było jeszcze stosunkowo wcześnie, ale czuł, że kolejny dzień dał mu mocno popalić. Nie był chyba jedyny w swoim osądzie, bo Peter już poprawiał sobie poduszki.

– O matko, Łapo, ile w tobie dzisiaj miłości – zachichotał James, odwzajemniając uścisk.

– Zamknij się – warknął Syriusz, puszczając go w końcu i czochrając mu włosy. – Prawie zawału przez ciebie dostałem. Jak się czujesz?

– Właśnie chyba do reszty zmiażdżyłeś mi kręgi, ale ogólnie wszystko jest w jak najlepszym porządku – zażartował Rogacz, przygładzając czuprynę.

– Wybacz, stary – mruknął Syriusz zawstydzony – za te kręgi i za to, że przeze mnie tak oberwałeś. Gdyby nie moje...

    James wywrócił oczami. Spodziewał się tych słów ze strony przyjaciela. Łapa może był porywczy, arogancki i ironiczny, ale brunet znał go lepiej niż wszyscy i wiedział, że jest również bardzo wrażliwy, choć bardzo skrzętnie ukrywał to pod swoim szelmowskim uśmiechem.

– Jęczysz jak moja ciotka – jęknął Potter, stanowczo mu przerywając. – Wina jest wspólna, nikogo nie zaciągnąłeś na siłę. Z resztą! Nikt nie był w stanie przewidzieć, że śmierciożercy tam będą.

– Ja bym się kłócił – powiedział Remus zduszonym głosem, zaplątany w górę od piżamy.
– W tych czasach można przewidzieć takie rzeczy.

– Nasz promyk słońca – mruknął James, przewracając oczami. – Przeprosił, wszyscy żyjemy, więc chyba możemy uznać sprawę za zamkniętą.

– To niej jest wcale takie proste! – zaperzył się Syriusz, wstając z łóżka i przeczesując sobie włosy dłonią. Rogacz spojrzał na niego spod uniesionych brwi, a po chwili Łapa uniósł ręce w geście poddania. – Ja... z resztą chyba masz rację. Nie cofnę czasu. Tylko powiedz mi, stary, co się właściwie stało potem... no wiesz – zamilkł na moment, szukając odpowiedniego słowa – kiedy już byliśmy wyłączeni z gry. Skąd się tam wzięły Lily i Dorcas?

   James westchnął, ale wiedząc, że tego nie uniknie, oparł się wygodniej na łóżku i zaczął opowiadać o wszystkim, co działo się podczas dalszej walki aż do momentu jego utraty przytomności. Dotarłszy do fragmentu, w którym obronił Lily, zakłopotał się nieco, widząc przerażone spojrzenia przyjaciół i słysząc zduszony okrzyk Petera spod kołdry.

– Idioto! – zawołał Syriusz. – Mogłeś zginąć! Miałbym cię na sumieniu do końca swoich dni!

– A ten wciąż tylko o sobie – westchnął Remus, poprawiając sobie poduszki. – Ja cię podziwiam, James. To było naprawdę wielkie poświęcenie z twojej strony. Hm... myślisz, że to poprawi jakoś wasze relacje? To znaczy, chodzi mi o to, że może... w końcu dopniesz swego?

    James pokręcił gwałtownie głową, westchnął, po czym wstał i zabrał się za rozpinanie koszuli, by móc przebrać się w piżamę. Przez dłuższą chwilę nic nie mówił, czując na sobie spojrzenie trzech par oczu. Zdjął okulary, umieścił je na szafce nocnej i dopiero wtedy odpowiedział.

– Nie, nie myślę tak. I nie rozpatrujmy tego w ten sposób. Spaliłem już dawno i teraz nie liczę na nic więcej, jak uśmiech czy powitanie.

– Podobno to ja jęczę – mruknął Syriusz, kładąc się na łóżku z rękami pod głową.

– To teraz wy mi opowiedzcie, co działo się przez... te kilkanaście godzin. – powiedział James, chcąc odbiec od niewygodnego tematu. – W gruncie rzeczy trochę się przespałem.

    Ułożył się wygodnie, przykrywając kołdrą, a przyjaciele na zmianę zaczęli opowiadać mu, co się wydarzyło. Westchnął ciężko, kiedy Syriusz powiedział, że jutro są na dywaniku u Dumbledore'a. Rogacz był pewien, że dyrektor nie omieszka powiadomić o tym jego rodziców, co wcale nie podnosiło go na duchu. Nie chciał przysparzać im zmartwień w chorobie.

     Po chwili cała czwórka zamilkła, pogrążona we własnych myślach.

***

   Lily stała przy wejściu do Wielkiej Sali i łamiąc palce, rozglądała się niespokojnie. Poprzedniego wieczora dowiedziała się, że James już wyszedł ze Skrzydła Szpitalnego, ale nie było go na śniadaniu ani na poniedziałkowych lekcjach, więc nie miała okazji z nim porozmawiać. Na obiedzie rozglądała się z nadzieją, ale przy stole nie zauważyła żadnego z Huncwotów. Domyśliła się, że dostali zwolnienie, aby mogli ochłonąć i dojść do siebie, lecz nie ułatwiało to jej sytuacji. Cały czas gryzła ją myśl, że musi porozmawiać z Potterem. W ogóle nie dawało jej to spokoju. Swoim przyjaciółkom postanowiła nie mówić o tym, że gdyby nie James ich grono zmniejszyłoby się o jedną osobę. Nawet Dorcas, która po części też była zaangażowana w całą sprawę, o niczym nie wiedziała. Rudowłosa z niewiadomego sobie powodu, wolała zachować to dla siebie, przynajmniej na razie. Wychodząc z salonu Gryfonów powiedziała im, że musi szybko biec do biblioteki, bo nie jest pewna kilku informacji potrzebnych jej na jutrzejsze eliksiry.

    Westchnęła, widząc, że już dzisiaj raczej nic nie wskóra. Powoli zbliżała się dwudziesta, a o tej porze wszyscy uczniowie mieli znajdować się u siebie. Zrezygnowana ruszyła na górę, łudząc się, że może zastanie chłopaka w pokoju wspólnym, choć przez cały dzień jej się to nie udało. Spodziewała się, że pewnie cały czas jest w dormitorium, a tam nie miała odwagi wejść. W tamtej chwili naszła ją myśl, że może Jamesowi się pogorszyło i nie może wstać z łóżka. Zagryzła wargi, czując wyrzuty sumienia.

   Korytarze, którymi podążała były już prawie puste, oświetlone jedynie przez chybotliwe płomienie nielicznych świec. Gdzieniegdzie w powietrzu unosiły się duchy, które albo patrzyły na nią zaciekawione albo kompletnie ją ignorowały. Lily pogrążona w myślach nawet nie wiedziała, kiedy nogi poniosły ją dłuższą trasą, którą już dawno nie chodziła. W pewnym momencie z jednego z bocznych korytarzy wyłoniła się wysoka postać, ściągając z siebie jakiś długi płaszcz. Rudowłosa odskoczyła przestraszona, wydając zduszony okrzyk, a nieznajomemu wyrwało się głośne "Och!".

– Lily! – zawołał w pewnym momencie, a dziewczyna od razu poznała go po głosie. – Wybacz mi, nie chciałem cię przestraszyć. 

– Och... em... nic nie szkodzi... – wyjąkała zaskoczona dziewczyna, przypatrując mu się uważniej, czując jak zalewa ją ogromna fala stresu. 

    Przez cały dzień próbowała go złapać i z nim porozmawiać, ale kiedy w końcu miała okazję, nie wiedziała od czego zacząć. Patrzyła tylko na niego i próbowała zebrać myśli, aby potem ubrać je w słowa. James odchrząknął zakłopotany długim milczeniem, po czym zapytał.

– Wszystko u ciebie w porządku? Dobrze się czujesz? – Nieświadomie zrobił krok do przodu, by lepiej się jej przyjrzeć. 

– Kompletnie nic mi nie jest, nic mi nie zrobili – odrzekła szybko dziewczyna, przerzucając warkocz na plecy. Policzyła w myślach do trzech, po czym spojrzała mu w oczy. – Ja... Chciałam porozmawiać. Jeżeli oczywiście możesz.

     Rogacz zamrugał zaskoczony, ale kiwnął głową. 

– Oczywiście, z tobą zawsze. – Uśmiechnął się, chcąc jakoś rozładować napięcie. 

– Tylko może lepiej chodźmy gdzieś indziej – powiedziała rudowłosa, rozglądając się, czy w pobliżu nikogo nie ma. – Nie mam ochoty napatoczyć się na Filcha.


   James pokiwał ze zrozumieniem głową, po czym po krótkim namyśle uniósł wyżej trzymany przez siebie, satynowy płaszcz. Lily popatrzyła na niego zaskoczona, nie wiedząc, o co może mu chodzić. 

– Jeśli się zgodzisz, pozwól, że ułatwię nam trochę sprawę – powiedział, a dziewczyna dotknęła delikatnego materiału. 

– Czy to jest peleryna niewidka? – zapytała zszokowana, przesuwając palcami po płaszczu. Uczyli się o nich w szóstej klasie, a dziewczynę ten temat zainteresował na tyle mocno, że postanowiła się w niego bardziej zagłębić. Teraz bez trudu rozpoznała, co Potter trzyma w dłoniach. – Skąd ją masz? 

– Dostałem od taty, który z kolei dostał ją od dziadka. Można powiedzieć, że to taka pamiątka rodzinna. – Uśmiechnął się krzywo, ale po chwili mocno się zakłopotał. Popatrzył niepewnie na Lily zafascynowaną peleryną, po czym powiedział:

– Jeśli nie masz nic przeciwko temu... ekhem... to możemy oboje się pod nią schować i iść gdzieś w bardziej ustronne miejsce. 

   Rudowłosa automatycznie przeniosła na niego wzrok. Zarumieniła się lekko, ciesząc się, że na korytarzu panuje półmrok. Mimo to kiwnęła głową, a James zarzucił pelerynę na ich obojga, po czym ruszyli w kierunku wyjścia z zamku. Lily wiedziała, że na dworze będzie rozmawiało im się najlepiej. Idąc, co chwila ocierali się o siebie i przepraszali na zmianę. Kiedy wyszli na zewnątrz oboje odetchnęli z ulgą. Podeszli w kierunku Wierzby Bijącej i przystanęli w bezpiecznej odległości od agresywnego drzewa. James ściągnął z nich materiał, po czym zwinął go w przysłowiową trąbkę. Lily odchrząknęła, po czym przeniosła wzrok na niebo. 

– Jutro pełnia – zauważyła, patrząc na księżyc, który oświetlał ich twarze. Po chwili ugryzła się w język. Najbardziej bała się tego, że zacznie owijać w bawełnę i tak się zaplączę, że nic nie powie. A w tym momencie właśnie wszystko zmierzało w takim kierunku. 

– Nareszcie! – Chłopakowi wyrwało się głośne westchnienie, a Lily spojrzała na niego zaskoczona. James, który dopiero po chwili zorientował się, co powiedział, dodał z uśmiechem: – Uwielbiam patrzeć na niebo, kiedy tak jasno świeci.

   Rudowłosa pokiwała głową, po czym znowu zaczęła łamać palce. Twarz Jamesa było teraz bardzo oświetlona, co uwydatniło podłużną bliznę na jego policzku. Lily zagryzła wargę, patrząc na nią, a chłopak uchwycił jej wzrok.

– Pani Pomfrey mówi, że z czasem zniknie – powiedział z uśmiechem, wskazując na swoją twarz. – A teraz... O czym chciałaś ze mną porozmawiać? Coś się stało?
 
   Dziewczyna pokręciła głową, po czym spojrzała na niego poważnie.

– Chciałam ci podziękować – powiedziała, nie spuszczając wzroku. – Gdybyś... gdybyś mi nie pomógł, nie byłoby mnie tutaj. Poświęciłeś siebie, żeby ratować mnie. To naprawdę... ogromny gest z twojej strony i wiem, że nigdy nie będę w stanie ci się za niego odwdzięczyć. Naprawdę bardzo ci dziękuję, James. 

   Rogacz dłuższą chwilę zastanawiał się, co powiedzieć, a ona wpatrywała się pilnie w jego twarz, oczekując reakcji. 

– Nie masz, za co mi dziękować, Lily. Mogę wręcz powiedzieć, że cała przyjemność po mojej stronie. – Mrugnął do niej, lecz nagle spoważniał i wpatrzył się w ziemię. – Wtedy... wiedziałem, że gdybym tego nie zrobił...

   Przerwał, po czym zaczął bawić się guzikiem od szaty, będąc świadomym, że zaraz powie za dużo. Dziewczyna również spuściła wzrok, powstrzymując pytanie, które cisnęło jej się w tamtej chwili na usta. 

– Myślę, że każdy zachowałby się tak samo, jak ja – powiedział w końcu, nie podejmując przerwanej myśli.

 – Nie, nie każdy – zaprzeczyła natychmiast, patrząc na niego. Otworzyła usta, żeby coś powiedzieć, ale zrobiła to dopiero po dłuższej chwili, nieświadomie ściszając głos. – Dlaczego to zrobiłeś? 

    James myślał nad odpowiedzią dłuższą chwilę. Wiatr delikatnie mierzwił im włosy i sprawiał, że dostawali gęsiej skórki, lecz mimo to żadne z nich nie pomyślało o tym, żeby już wrócić do szkoły. Chłopak patrzył na księżyc, zastanawiając się, co powiedzieć. Po chwili jednak przemógł się, po czym spojrzał jej w oczy.

– Wiem, że przez większość naszej znajomości zachowywałem się jak dureń. Mam mnóstwo wad i zdaję sobie z tego sprawę, ale jednego nie mogę sobie zarzucić. Ja... ja nigdy nie kłamię, Lily. Przez te wszystkie lata też nigdy nie kłamałem. 

    Dziewczyna patrzyła na niego szeroko otwartymi oczami, czując jak jej ciało oblewa gorąco. Zamrugała gwałtownie, chciała coś powiedzieć, ale nie wiedziała co.

– Oczywiście wiem, że to teraz bez znaczenia – dodał szybko chłopak. – Nie spodziewam się niczego. Chciałem tylko, żebyś wiedziała. 

    Lily pokiwała głową, przełykając ślinę. Milczeli przez chwilę, każde z nich pogrążone w swoich myślach. Po kilku minutach James zaproponował, żeby wracali do zamku, a Lily od razu się zgodziła. Wiedziała, że i tak już mocno nagięli reguły. Przez całą drogę do pokoju wspólnego nie odezwali się ani słowem. 

    James praktycznie cały dzień zamartwiał się listem, który Dumbledore wysłał do jego rodziców, informując ich o zaistniałej sytuacji. Miał wyrzuty sumienia, że dołoży im zmartwień podczas ich choroby. Ponadto Gryffindor stracił prawie sto pięćdziesiąt punktów za ich niesubordyncje, co również nie poprawiło mu nastroju. Pod wieczór już nie potrafił znieść tej ponurej atmosfery, która zapanowała wśród Huncwotów i postanowił się przejść. Nie miał zielonego pojęcia, że ten spacer zakończy się w taki sposób. 
Nie spodziewał się tego, że jego zachowane aż tak bardzo poruszy Lily. Przez cały ten czas, kiedy rozmawiali, powstrzymywał się, żeby niczego nie palnąć. Nie chciał wpędzać jej w niepotrzebne zakłopotanie. Teraz szedł obok niej w przeświadczeniu, że niepotrzebnie powiedział jej prawdę. Wyrzucał sobie, że mógł już nic nie mówić. Nie miał pojęcia, jak to wszystko dalej się rozwinie, ale postanowił, że już więcej nie będzie wracał do przeszłości. 

   Rudowłosa, która po części poczuła ulga, miała coraz większy mętlik w głowie. Słowa chłopaka naprawdę mocno na nią zadziałały. Nie wiedziała tylko, jak na nie zareagować. Dla niej ta sytuacja była bardzo dziwna i kłopotliwa. Manifestowała swoją nienawiść do niego przez tyle lat, a teraz mogła podziękować mu za uratowanie swojego życia. Nie wiedziała, co o tym wszystkim myśleć ani jak się teraz do niego odnosić. Była mu bardzo wdzięczna, ale była pewna, że to jedynie to. Widziała po nim, że wycofał się już z próby zdobycia jej. Po części przynosiło jej to wytchnienie i pewnego rodzaju ulgę, ale mimo tego dziwnie się poczuła. Jakby jakiś etap w jej życiu się zakończył, a ona nie była do końca pewna, czy ma się tym martwić, czy wręcz z tego cieszyć. 

Beta – Lena  
____________________________
Cześć! :D

Mam dwa dni spóźnienia, jeśli chodzi o zamierzony termin dodania, ale mimo wszystko cieszę się, że to tylko dwa dni, bo ostatnio nie mam czasu kompletnie na nic. Szkoła ssie, ech. Już mam dość tak szczerze. Wszystko byłoby sto razy lepsze, gdyby nie było matematyki, ale niestety muszę sie z nią męczyć. :c

Cóż, mimo wszystko nie przychodzę tutaj, aby jęczęć. :D Rozdział jest taki spokojny, ale myślę, że w pewnym sensie sporo wnosi do opowiadania. Bardzo się starałam, żeby mi z tych poważnych wątków nie wyszło masło maślane i mam nadzieję, że choć po części mi się to udało. ♡ 

Kolejny rozdział postaram się dodać pod koniec września, a jeśli mi się to nie uda, to na początku października. ♡

Przez cały ten tydzień  (od 19 do 23 września) mnie nie będzie, bo wyjeżdżam i nie będę miała internetu. Informujcie mnie normalnie o rozdziałach i tak dalej, wszystko nadrobię jak wrócę. ^^ 

Miłego dnia życzę i powstawiam serdecznie! ♡


30 komentarzy:

  1. Heyo!
    Czyżby pierwsza? Haha, ale mi się udało! :D
    Uwielbiam spokojne rozdziału, ponieważ można się bardziej skupić na atmosferze w nich <3 Ja tu odczulam tajemniczość pomieszana z mrokiem, ale to tylko dlatego, że kiedy Lily szła korytarzem i spotkała Jima, ja miałam w głowie scenerię z jakiegoś filmu. Kamienny korytarz rozswietlony pochodniami, gdzieniegdzie pozostawiając cień. Takie miłe skojarzenie ^^
    Scena z Jamesem i Lily naprawdę dobrze Ci wyszła ^^ Taka cicha, melancholijna (znowu tło jak z jakiegoś filmu). Według mnie Jim dobrze zrobił, wyjawiajac Lily prawdę. Przynajmniej odciazyl sobie serce.
    Coś się zaczyna, a coś kończy... Sama nie potrafię zrozumieć uczucia, jakiego Lily doznała po wyznaniu Jima. I choć je poczułam, to sama nie wiem, jakie ono jest, choć wiem, że je uwielbiam.
    Ojeju, czy mi się wydaje, że cały komentarz poswiecilam na atmosferę? I zero Syriusza? (Swoją drogą, kooocham go <3). Dziwne xD
    Pozdrawiam i życzę miłego wyjazdu ^^ Jakaś wycieczka albo urlop? :D
    CanisPL

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oni też jeszcze nie potrafią tych uczuć, które nimi targają, a zwłaszcza Lily. Ma teraz okropny bałagan w głowie i nie ma pojęcia jak go poukładać.
      Co do Syriusza, to nie Ty jedna, haha, pozabijacie mi się o niego niedługo, haha. :D
      Jadę na pięciodniową wycieczkę szkolną. :*
      Dziękuję pięknie za komentarz i również pozdrawiam! <3

      Usuń
  2. Wstałam rano, z mizerną miną i brakiem jakiejkolwiek energii. Weszłam na Bloggera, pewna, że nikt nie dodał żadnego ciekawego posta. I mimowolnie się uśmiechnęłam, gdy zobaczyłam, że jest nowy rozdział mojego ulubionego bloga o Huncwotach! You made my day !
    Co do samego rozdziału, to podobał mi się, a najbardziej rozmowa w blasku gwiazd ! To był bardzo naturalny i chwytający za serce moment. Piękny ! W Twoimi opowiadaniu podoba mi się również to, że dialogi są luźne, przyjemne i realne, bo niektórzy piszą takie sztywne dialogi, że nie mam pojęcia czy ktokolwiek mógłby tak powiedzieć do kogoś innego :) Uwielbiam Twojego Syriusza! Cudowny, perfekcyjny, najlepszy!
    Jestem ciekawa jak dalej potoczą się ich losy! Udanego wypoczynku !

    Endory
    strzepy-swiata.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojeju, ale się cieszę, że poprawiłam Ci humor! :*
      Uff, starałam się, jak mogłam, żeby nie wyszło sztucznie i chyba mi się udało, skoro tak mówisz. :D
      Dziękuję ślicznie za opinię! <3
      Pozdrawiam serdecznie! :*

      Usuń
  3. Syriusz jest i będzie najlepszy. Jak ja go uwielbiam <3 '
    Rozdział wyszedł ci świetnie, jak zwykle.
    I nie wiem co napisać dalej.
    Tylko teraz napiszę: życzę ci dużo weny i czasu :)
    All the love xxx
    Zapraszam na nowy rozdział: queen-of-life-and-deathff.blogspot.com xxx

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo za opinię, zaraz wpadnę do Ciebie. :)

      Usuń
  4. Wszystko co dobre, zostało już powiedziane na temat tego posta. Także, nie będę powielać tego co pisali inni. Rozdział dobry. Jak sama stwierdziłaś spokojny, i dobrze. Takie rozdziały też są potrzebne. Ja osobiście, właśnie nad takim pracuję ;). Ja mam net tylko w tel od ponad dwóch tygodni i, jak na razie, nieźle sobie radzę. Oczywiście nie wstawiam swoich rozdziałów, bo mam je w laptopie. Życzę Ci udanego wyjazdu. Oby głowa się przewietrzyła i napełniła świeżymi pomysłami. Do usłyszenia, Moonlight ( a dla przyjaciół, Księżyc ).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo za miłą opinię. :) Też czasami piszę na telefonie, jak już nie mam wyboru, ale zazwyczaj za bardzo mnie to denerwuje. :D

      Usuń
  5. Jestem! Wiecznie śpiąca, wiecznie nieogarnięta i wiecznie spóźniona, ale jestem. Glory Hallelujah!
    Ta satysfakcja Jamesa, że uratował Lily - coś pięknego. Też byłabym wniebowzięta, gdyby udało mi się uratować ukochaną osobę, nawet jeśli to odbiłoby się na moim zdrowiu. To dowodzi, że James naprawdę żałuje swojego zachowania i jest gotów wiele dla dziewczyny zrobić. Co ta miłość robi z człowiekiem? :")
    Syriusz, zostań. Dobry pies. Chyba nie chcesz, żeby Jamesowi znów coś się stało? Jak tak dalej pójdzie, Potter zginie od Twoich uścisków, aniżeli od walki ze Śmierciożercami.
    Jak tylko Lily wpadła na Jamesa, wiedziałam, że to będzie piękna scena. Spokojna, ale piękna. Nie myliłam się. Najbardziej spodobał mi się fakt, że to Lily wyskoczyła z propozycją rozmowy i że pozbyła się niepotrzebnych wyrzutów sumienia. A ten moment, gdy James powiedział, że zachowywał się jak dureń, ale nigdy nie kłamał i że nadal mu na niej zależy... Awefbjhebdgfascjlks ♥
    Mam nadzieję, że dzięki tej rozmowie Lily spojrzy na Jamesa nieco przychylniej, a ich relacje mocno się ocieplą. W końcu ktoś, kto jest gotów poświęcić za nas życie, jest kimś, na kim warto zawiesić wzrok nieco dłużej.
    Fakt, jak już mówiłam, rozdział jest bardzo spokojny, ale lubię takie odskocznie i chwile, gdzie można po prostu odetchnąć i poczuć się tak, jakby nigdy nic się nie wydarzyło, jakby świat był dobrym, cudownym miejscem. Nawet u mnie, jak sama zauważyłaś, ostatnio wieje spokojem. Chyba nikt nie wytrzymałby ciągłego stresu i chaosu, nawet ja, bezwzględna morderczyni (dobra, żartuję, nie jestem bezwzględna, płaczę nawet, jak aktualnie nikogo nie zabijam).
    Ten komentarz jest jakiś dziwny, ale to chyba dlatego, że niewiele dziś spałam, a od rana pracuję już nad nowym opowiadaniem (nie mogłam wytrzymać, już zaczęłam się nudzić - u mnie dzień bez pisania to dzień stracony). A może tylko ja mam takie wrażenie? Och, dobra, nieważne.
    Życzę Ci wycieczki pełnej wrażeń, obyś wróciła do nas cała, zdrowa i uśmiechnięta.
    Masz ode mnie też całe wiadro weny - niech dobrze Ci służy.
    Trzymaj się ciepło! ♥
    Nierozgarnięta,
    Marina

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam podobnie z tym nieogarnięciem, więc kompletnie się tym nie przejmuj. :D
      Lily mimo, że jeszcze sama nie wie, jak wygląda jej relacja z Jamesem, zaproponowała tę rozmowę, bo wiedziała, że nie da jej to spokoju. Jednak życie jest czymś najważniejszym, a gdyby nie James ona by je straciła. Do tego teraz jest pod wrażeniem tego, iż uczucie chłopaka nie jest tylko szczeniackim zainteresowaniem.
      Haha, Syriusza faktycznie troszkę poniosło. :D
      Dziękuję Ci ślicznie za komentarz. ;*
      Ściskam mocno! ♡

      Usuń
  6. Dotarłam - z dużym poślizgiem, ale jestem :P Może nie dużym, ale kilkugodzinnym :D
    No to tak. Ah ta miłość, chciałabym taką przeżyć. To takie romantyczne.
    Ale to też słodkie, jak się kłócą i dokuczają sobie :D Widać, jednak troskę w oczach James'a. <3
    Syriusz niech lepiej nie tuli, bo to się źle skończy :D
    Życzę ci weny, to, że mój komentarz jest krótki, nie oznacza, że mi się nie podobało - co to, to nie <3
    i tak, lubię przecinki xD hahaha :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przecież ostatnio sobie nie dokuczają, nie miałam wzmianki o tym. XD
      Dziękuję bardzo za opinię! ♡

      Usuń
  7. Hej, hej, hej!
    Przybywam dopiero teraz, gdyż, iż, dlatego, bo... Bo po prostu w moim życiu ostatnio dzieje się zdecydowanie za dużo. Zdecydowanie. Właśnie dlatego też będą spore opóźnienia z dodaniem rozdziału 7 u mnie i możliwe, że będzie on dostępny dopiero w następnym tygodniu... Podsumowując moja rada, jeśli nie życzysz sobie znaleźć się w moim położeniu: ufaj tylko i wyłącznie sobie, żyj swoim życiem i nie angażuj się w coś, co nie ma przyszłości. Niby proste, a jakbym nie zdawała sobie z tego sprawy wcześniej...
    Dobra! Przepraszam za spam! Wracam do rzeczywistości!
    Ach! Jak ja lubię takie rozdziały! Wiesz, gdzie nie ma za wielu zwrotów akcji, a wszystko jest tak fajniutko opisane!;))) Brawa za to;D Mi chyba nigdy się to nie uda, haha ;DD
    LILY! TO BYŁ TEN MOMENT, KIEDY MIAŁAŚ PRZYTULIĆ POTTERA. TA CHWILA!
    Przekaż jej to ^^^... Błagam.
    Syriusz taki słodki! Już wyobraziłam sobie, jak przytula James'a! Boziu... :DD
    I jak dobrze, że z Potterem już wszystko dobrze! Zuch chłopak!
    Już wspominałam, że uwielbiam takie rozdziały? Tak czy siak, oby takich więcej! Jak najwięcej! ;D Co do błędów, to ja tam żadnego nie widziałam. Przynajmniej nie rzucił mi się w oczy;) Masz jakąś mega zdolność, ktorej bardzo Ci zazdroszczę, a mianowicie potrafisz tak napisać rozdział, że każde następne czytane przez odbiorcę słowo jest jak kolejny dar(?)... Mam nadzieję, że wiesz, o co mi chodzi XDXD
    Po prostu masz jakiś niesamowity dar pisarski! Taki od niebios!
    W końcu sam rozdział jest po prostu boski! haha;))
    Pozdrawiam i życzę bardzo duuużo weny ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żaden spam, powiem Ci, że to była naprawdę bardzo mądra życiowa rada. ^^
      Haha, to jeszcze nie był ten moment. :D Gdyby Lily go przytuliła, James na pewno byłby wniebowzięty, ale to jeszcze nie czas. Na razie musi wystarczyć mu Syriusz do tulenia. :D
      Jeju, dziękuję Ci za tyle miłych słów, nie mogę przestać się uśmiechać po przeczytaniu tego komentarza. ♡
      Również serdecznie pozdrawiam i mocno ściskam! ;*

      Usuń
  8. Hej, część i czołem ;D
    W końcu zabrałam się do przeczytania tego rozdziału i skomentowania go.
    Na wstępie powiem, że początek mi się troszkę dłużył :P Nie wiem dlaczego, ale pierwsze 2-3 akapity jakoś tak mozolnie mi się czytało. Oczywiście reszta naprawdę ciekawa ;D
    Ale ładnie Ci wyszła scena między Lily a Jamesem ♡ Supcio! Jednocześnie słodka i nie przesadzona.
    Cały czas miałam wrażenie, ze James palnie coś glupiego i popsuje całą tę piękną scenę, ale trzymał język za zębami. Brawo, James ! ;D
    Ogólnie naprawdę fajny rozdział ;) Bardzo przyjemnie mi się go czytało :)
    Pozdrawiam i dużo weny życzę! ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, jak raz Jamesowi udało się nie schrzanić. :D
      Dziękuję bardzo za opinię! ♡
      Również pozdrawiam. ^^

      Usuń
  9. James uratowaniem Lily pokazał, że dalej ją kocha.
    A dla Lily rzeczywiście może być to dziwna sytuacja, bo uratował ją James, którego nienawidziła.
    James prawie wyznał Lily co do niej czuje. Z jeszcze większym bałaganem myślowym ją zostawił. Lily będzie musiała teraz to wszystko jakoś uporządkować, a trochę pewnie jej to zajmie.

    Czekam na kolejny rozdział.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lily już sama nie wie, co ma o tym myśleć, ale zdaje mi się, że już za jakieś dwa rozdziały, troszkę bardziej rozjaśni się jej w głowie. ;)
      Dziękuję ślicznie za opinię! ♡

      Usuń
  10. Jejku, Syriusz jest taaki cudowny! <3 świetnie go wykreowałaś, serio :D co do Jamesa, to strasznie namieszał Lily, biedna pewnie nie będzie mogła się ogarnąć :D ale mam nadzieję, że wszystko się ułoży!
    Czekam na kolejny rozdział i zapraszam do mnie: http://jak-ogien-i-woda.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  11. Hej :) juz niedługo mam zamiar zacząć czytać to opowiadanie ;) ale teraz chciałabym zaprosić cie na odwiedzenie tej strony http://big-love-h-r.blogspot.com/?m=1 tak, tak... chyba powracam :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet nie wiesz, jak się cieszę, że postanowiłaś wrócić. :D <3

      Usuń
  12. Witam, przepraszam bardzo za opóźnienie, ale życie piszę własne scenariusze, więc planowanie można sobie wsadzić.. w kąt pokoju :P

    Ale jestem!
    Najpierw ponarzekam? Momentami ciężko się czyta, gdy tekst się rozjeżdża i wszystkie słowa się jakby ze sobą zlepiają. Chyba że to wina mojej przeglądarki? Jak tak, to przepraszam za marudzenie i cofam wszystko!

    Kocham, po prostu kocham sceny z Syriuszem. Jest jedną z najcudowniejszych postaci w opowiadaniu, bym powiedziała że najkolorowszą, ale.. to może być mylące? XD Uważam że rozdział bez niego nie jest pełnym rozdziałem. Uwielbiam jego postać i uwielbiam jak się pojawia.
    Kurczę, namieszałaś w tym rozdziale. James który kocha Lily ratuje ją, ona go mówiąc delikatnie nie lubi. Później ta rozmowa, to prawie wyznanie. Trochę głupio że tak ją zostawił w takim.. chaosie myśli? Ja sama nie wiem co bym myślała w takiej sytuacji, pewnie potrzebowałabym czasu żeby ogarnąć swoje myśli i przetrawić słowa Jamesa. Mam nadzieję że w najbliższym rozdziale zepnie poślady i jej powie to ciurkiem bez zawahania. Choć może i ona mogłaby się domyślić? Kurczę, teraz to ja mam chaos w głowie, albo to już ta godzina xD
    Mam nadzieję że sytuacja szybko się wyjaśni.

    Życzę weny! I czekam na rozdział i mam szczerą nadzieję się an niego tym razem nie spóźnić!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nic się nie stało, ja też mam spore zaległości u Ciebie. :D Zaraz się za nie chyba zabiorę.
      Dziękuję bardzo za opinię! <3

      Usuń
  13. Hej! Ja naprawdę nie wiem, jak mogłam tak zaniedbać tego bloga! To pewnie przez to, że zapomniałam dodać go do obserwowanych. Ale to już naprawione i przepraszam za tak długą nieobecność. Przeczytałam całe 6 rozdziałów w jeden wieczór, a na moje lenistwo to niezły wynik.
    Na początku myślałam, że wszystko tu będzie się kręcić wokół Jilly, ale po 5 rozdziale już widać, że tak nie będzie, co mnie bardzo cieszy, bonie lubię Jilly. Dla mnie to trochę zbyt wymęczony kanon, i myślę, że nie taki miała Rowling zamysł. Bo nie uwierze, że James był tak zapatrzony w Lily, żeby siedem lat Hogwartu żyć w celibacie, a Lily przez siedem lat ograniczała się do friendzonu z Severusem.
    Pisałaś gdzieś, że naginasz kanony. Twoje opowiadanie jest cudne, ładnie, płynnie napisane, ale jest tu jednak sporo kanonów. Syriusz- łamacz serc, Remus- kujonek,Peter- prawie nie istnieje. No i to Jilly, o którym wspomniałam wcześniej. A i jeszcze jedno, skąd się wziął ten kult Meadowes jako miłości Łapy? Przecież on o niej bodajże raz wspomniał w "Zakonie Faniksa".
    Ale wiesz co w tobie uwielbiam? Nie zapominasz o tle. Prawie we wszystkich potterowskich ficzkach autorki skupiają się jedynie na wątkach miłosnych, emocjonalnych, na głównych wątkach fabularnych, ale zapominają o tym, że jednak bohaterowie są w SZKOLE. Zapominają o takich rzeczach, o których ty pamiętasz - że muszą uczyć się do owutemów, pisać eseje itp. Za to cię po prostu kocham. To jeden z najsilniejszych stron opka.
    Ciekawe jest też ujęcie Dorcas. Ona niemal zawsze jest ukazywana jako damsla wersja Syriusza, tymczasem ty ujęłaś ją jako raczej spokojną blondyneczkę.
    Dodanie do bohaterów Alicji Longbottom też jest świetnym zabiegiem. Dość mam już trójkąta Lily-Dorcas-Annabeth. Więc jestem wniebowzięta.
    Jamesa nie lubię, ale to dlatego, że ja go w ogóle w żadnych ficzkach nie lubię. Za to Łapa i Lunatyk- Poezja! Oby ich więcej :)
    Do następnego,
    Sleepka.
    Jak coś zapraszam do mnie, jakby ci się nudziło. Moje prace działają jak dowartościowywacz- przeczytasz moje wypociny i zrozumiesz, że twoje prace są genialne 😂

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdyby wszystko kręciło się wokół Jily, sama znudziłabym się pisaniem. :) Bez przesady. 😂
      Naginam kanony, ale na razie w tych mniej widocznych szczegółach, potem będzie więcej. :)
      Dziękuję za opinię! ♡
      Pozdrawiam!

      Usuń
  14. Rozdział rzeczywiście spokojny, ale właśnie taki powinien być po tym, jak wcześniej dość sporo się wydarzyło. Idealnie zbilansowałaś wszystko i jednocześnie nie przynudziłaś.
    Bardzo mi się podoba kreacja chłopaków. Są naprawdę zabawni i pełni życia, a jednocześnie widać, że nie są to już beztroskie dzieciaki. Chociaż w sumie Remus zawsze był dość poważny i jako jedyny mógł być uznawany za odpowiedzialnego :P świetnie oddałaś ich etap dorastania
    W spisie treści zapomniałaś umieścić tego i następnego rodziału :D
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, faktycznie, muszę zaraz dodać te dwa rozdziały, dziękuję za opinię, a także przypomnienie!

      Usuń
  15. kiedy nowy rozdział??

    OdpowiedzUsuń

Szablon
Fantazja
LOG