16 października 2016

Rozdział VII

    Syriusz i James szybkim krokiem przemierzali korytarz, prowadząc pod ramiona ledwo żywego Remusa. Była druga w nocy, a w całym zamku panowała złowroga cisza. Nie daliby rady iść we trójkę pod peleryną niewidką, więc Peter truchtał w lekkiej odległości za nimi, osłaniając tyły. Celem całej czwórki było skrzydło szpitalne. Pełnia właśnie się skończyła, a Remus przeobraził się w człowieka. Jak zawsze po swojej przemianie i nieprzespanych nocach był wyczerpany, a także obolały. James i Syriusz też ledwie trzymali się na nogach, każdy z nich chciał jak najszybciej oddać przyjaciela w ręce pani Pomfrey, która jak zawsze po pełni, miała się nim zająć i postawić na nogi. James syknął, kiedy bezwładna ręka Remusa zsunęła się z jego ramion i zahaczyła o żebra Rogacza.

– Łapo, złap go mocniej, zaraz skonam z bólu! – wystękał brunet, zarzucając sobie z powrotem rękę Remusa na ramiona. Oboje prawie wlekli go po ziemi.

– Naprawdę? – warknął Syriusz, tłumiąc jęk i kulejąc. – Jeszcze chwila i będą musieli mi amputować nogę!

– Cicho! – szepnął Peter z niepokojem, oświetlając różdżką korytarz, który przebyli. – Brakuje nam tylko Irytka na karku! Albo jeszcze lepiej – Filcha!

– Może chcesz się zamienić? – zaproponował James, podrzucając Remusa lekko, aby bardziej postawić go do pionu. – Nie będę miał nic przeciwko, ty jedyny nie oberwałeś!

   Glizgodon nie odpowiedział, bo doszli w końcu do skrzydła szpitalnego. James i Syriusz zatrzymali się z westchnieniem ulgi, a Peter podbiegł do drzwi i zapukał w nie trzy razy, tak jak zawsze. Pani Pomfrey otworzywszy im prawie natychmiast, trzymała różdżkę w dłoni, która oświetlała ich wymęczone twarze, i otuliła się ciaśniej szlafrokiem.

– Wchodźcie, wchodźcie! – powiedziała natychmiast, odsuwając się i otwierając szerzej drzwi.

    Rogacz i Łapa ponownie pochwycili Remusa mocniej, po czym chwiejąc się lekko, weszli do środka. Peter cicho wsunął się za nimi, zamykając drzwi. W sali panował półmrok, a na końcu pomieszczenia było już przygotowane łóżko dla Lunatyka. James razem z Syriuszem delikatnie go na nim położyli, po czym wyprostowali się, zaciskając zęby z bólu. Pielęgniarka natychmiast pochyliła się nad wyczerpanym chłopakiem, po czym zapytała:

– I jak? Wszystko było dobrze?

    James już miał odpowiedzieć, kiedy nagle z zaskoczeniem stwierdził, że dłużej nie utrzyma się na nogach. Gdyby nie Syriusz i Peter, którzy go podtrzymali, usiadłby na podłodze. Łapa zaklął przy tym z bólu, po czym pobladł przeraźliwie.

– Znowu to samo? Co się stało? – zapytała ostro pani Pomfrey, obchodząc szybko łóżko Remusa i podchodząc do chłopców. Złapała Jamesa za jedno ramię i razem z Peterem doprowadzili go do łóżka obok. Syriusz, kulejąc, przysiadł obok nieprzytomnego Lupina, prostując poranioną nogę przed sobą.

– Nie mam pojęcia, Remusowi coś odbiło na końcu – wydyszał Syriusz, odrzucając długie włosy z twarzy. – Strasznie się szarpał i rzucał. Rozharatał Jamesowi bok, a mi prawie odgryzł ła... to znaczy nogę.

– Zawsze mnie zastanawiało, jak wy przeżywacie pełnie z wilkołakiem. A ostatnio jeszcze bardziej to, że już od dłuższego czasu nie przyszliście pokiereszowani – powiedziała gderliwie kobieta, podchodząc do Jamesa, który kurczowo trzymał się za żebra. Dopiero teraz zauważyła, że szata, którą miał na sobie, powoli zaczęła przesiąkać krwią. – Pokaż mi to.

   Potter niechętnie zabrał dłoń, a pani Pomfrey odchyliła mu koszulę. Przez jego żebra z prawej strony ciągnęła się ogromna rana o nieregularnych kształtach, z której sączyła się krew. Pielęgniarka westchnęła ciężko, po czym przywołała do siebie buteleczkę z dyptamem, aby ją zdezynfekować. Kiedy kilka pierwszych kropel spadło na ciało chłopaka, ten syknął głośno z bólu i zacisnął powieki. Syriusz westchnął ze współczuciem, wiedząc, że jego zaraz też go czeka. Remus nie po raz pierwszy wymknął im się spod kontroli, już od dłuższego czasu nie mieli z tym problemu. Lunatyk z każdym rokiem lepiej nad sobą panował, w czym pomagał mu również Eliskir Tojadowy, co jednak nie dawało stuprocentowej pewności, że wilcza natura nie weźmie nad nim przewagi. W takich momentach jeleń był dla niego znakomitym kąskiem, a pies małą pchłą, której trzeba się pozbyć. Wtedy też James i Syriusz również musieli korzystać z pomocy pani Pomfrey, lecz wcześniejsze ponowne zamienienie się w ludzi sprawiało im dużo bólu. Nikt nie wiedział o ich zdolności przemieniania się w nielegalnych animagów i bardzo dbali o to, aby tak zostało. Peter był dla Remusa właściwie niezauważalny, więc jako jedyny zawsze wychodził bez szwanku.

    Kiedy pani Pomfrey usunęła obrażenia z ciała Rogacza, poprosiła go, aby usiadł i prawie cały jego tułów zręcznie owinęła bandażem, smarując ówcześnie miejsce rany żółtawą maścią. James odetchnął z ulgą, nie czując już praktycznie żadnego bólu. Podniósł się z łóżka, aby wpuścić na nie Syriusza. Kiedy pani Pomfrey zajęła się Łapą, Potter spojrzał ze współczuciem na głęboko uśpionego Remusa. Nigdy nie mówili mu, że zrobił im krzywdę. Wiedzieli, że nigdy by sobie tego nie wybaczył. Byli świadomi, że to nie on ich krzywdzi, tylko ten potwór siedzący w jego głębi.

    Gdy pielęgniarka skończyła opatrywać nogę Syriusza, powiedziała, że Lunatyk tak jak zawsze wyjdzie dopiero następnego wieczoru. Pozostali Huncwoci podziękowali za opatrzenie ran, po czym powlekli się powoli na Wieżę Gryffindoru, tym razem już używając peleryny niewidki. Kiedy stanęli przed portretem Grubej Damy, musieli najpierw ją obudzić a dopiero potem podać hasło. Słysząc za sobą zaspane pojękiwania, ruszyli od razu do sypialni. Peter poszedł do łazienki, a James, nie zdejmując nawet okularów, rzucił się na pościel, po czym natychmiast zasnął. To Syriusz, ledwo już widząc na oczy, ściągnął mu je z nosa i odłożył na szafkę nocną. Często tak robił, z doświadczenia wiedział, że dzięki temu jego przyjaciel uniknie dyskomfortu i ewentualnych obrażeń. Już nie raz potłukł szkło przez sen. Black ziewnął rozdzierająco, wziął koc z pustego łóżka Remusa, zarzucił go na Jamesa, po czym przebrał się, wskoczył do łóżka i natychmiast zasnął.

***

   Lily, która po rozmowie z Jamesem miała taki mętlik w głowie, że wolała o tym wszystkim nie myśleć, siedziała w Wielkiej Sali i wraz z przyjaciółkami jadła śniadanie. Co chwila nieświadomie zerkała w kierunku Huncwotów, którzy po raz pierwszy od trzech dni pojawili się w szkole. Remusa z nimi nie było. Od kilku lat zastanawiała, co takiego sprawia, że każdego miesiąca cała czwórka znika na jakiś czas, a potem wraca, jak gdyby nic, zbywając wszelkie pytania. Zauważyła, że po takich przerwach zawsze wyglądają na mocno zmęczonych, a Remus wręcz zapada się w sobie. Domyślała się, że nauczyciele muszą znać powód, gdyż nie słyszała, by ktokolwiek robił chłopakom wyrzuty. 

   Wzięła kolejny kęs tosta, po czym znowu zerknęła w ich kierunku. James mimo bladej cery i głębokich cieni pod oczami, śmiał się głośno z Syriusza, który żywo mu coś opowiadał, również chichocząc. Lily uśmiechnęła się pod nosem, widząc fryzurę Rogacza. Jego włosy były zmierzwione tak, jakby przed sekundą wrócił z dworu, gdzie panowała wyjątkowo wietrzna pogoda. Nie miała pojęcia dlaczego, ale w pewnym momencie ten widok mocno ją rozczulił. Odchrząknęła z zażenowaniem, łapiąc się na tym, że chętnie odgarnęłaby mu te czarne kosmyki z czoła. Nagle Rogacz chyba wyczuł jej spojrzenie, bo skierował na nią swój wzrok. Rudowłosa natychmiast się zawstydziła, ale nie odwróciła głowy, nie chcąc wyjść na dziwaczkę. Uśmiechnęła się za to szerzej i w ramach przywitania podniosła delikatnie dłoń. James natychmiast się rozpromienił, odmachując jej wesoło. Dziewczyna po chwili spuściła wzrok, wracając do swojego posiłku. Policzki mocno ją piekły. Rogacz jeszcze chwilę jej się przyglądał, ale po kilku sekundach wrócił do rozmowy z Syriuszem. 

    Rudowłosa szybko zerknęła na swoje przyjaciółki, ale te zdawały się niczego nie zauważyć. Tak jak codziennie Dorcas pogrążona była w lekturze Proroka Codziennego, a Alicja i Jo żywo o czymś dyskutowały. Panna Evans z rana zazwyczaj nie była skora do rozmów, więc po prostu w ciszy jadła śniadanie. Lily odetchnęła z ulgą i uniosła puchar z sokiem dyniowym do ust. Ten zamarł jej przy wargach, gdy napotkała ciężkie spojrzenie Severusa, siedzącego w drugim końcu sali przy stole Slytherinu. Po jego minie widziała, że był świadkiem jej powitania z Jamesem. Patrzył na nią z mieszaniną pogardy, żalu i... tęsknoty? Przez chwilę wpatrywali się w siebie bez ruchu, a potem Snape wstał i szybkim krokiem opuścił Wielką Salę. Lily przez chwilę nie poruszała się, lecz po kilku sekundach odstawiła puchar z powrotem, nie upijając nawet łyka. Westchnęła ciężko i automatycznie przeniosła spojrzenie na Jamesa. Spodziewała się, że dalej będzie rozmawiał z Syriuszem, lecz mocno się pomyliła. Siedział sztywno, wpatrując się w wielkie wrota, za którymi zniknął znienawidzony przez niego ślizgon. Dziewczyna zamarła, czując to napięcie, które jeszcze przed chwilą wytworzyło się pomiędzy całą trójką.

    Nagle Dumbledore wstał i stukając delikatnie łyżeczką w puchar, poprosił o ciszę. Lily drgnęła, po czym przeniosła na niego wzrok, zastanawiając się, co takiego dyrektor ma im do przekazania. Staruszek odchrząknął, po czym zaczął mówić. Nie musiał nawet podnosić głosu. Cała Wielka Sala zamilkła, by go wysłuchać. 

– Po raz kolejny w ostatnim czasie przerywam wam posiłek, za co pragnę bardzo przeprosić. Mam jednak do przekazania dwie niesamowicie istotne informacje – Rozejrzał się po skierowanych w jego kierunku twarzach, po czym kontynuował. – Z doświadczenia wiem, że zaczynanie od dobrej wiadomości sprawia, że zła ani trochę nie traci na swoim przygnębiającym charakterze. Dlatego właśnie od tej gorszej zacznę. Rozgrywki quidditcha w tym roku zostają zawieszone.

    Po sali przetoczyło się wiele oburzonych głosów. Lily szybko zerknęła na Jamesa. Ten wpatrywał się w Dumbeldore'a, jakby odwołano Boże Narodzenie. Poruszał ustami, jakby chciał coś powiedzieć, lecz nie wydobyło się z nich ani jedno słowa. Jej quidditch był obojętny, wiedziała jednak, że Potter pała do tej dyscypliny wielkim zamiłowaniem.

– Rozumiem wasze zdenerwowanie – zawołał Dumbledore, starając się przebić przez rozwścieczone głosy – lecz myślę, że większość z was słyszała o tragicznych wydarzeniach, które miały miejsce w Hogsmeade. 

    Wszyscy zamilkli ze zrozumieniem. Kilka dni temu w wiosce została wymordowana rodzina czarodziejów, którzy podpadli oddziałom Voldemorta. Lily wiedziała, że długo nie zapomni widoku Mrocznego Znaku, który można było zobaczyć z okien szkoły. Przełknęła ślinę, zerkając na Dorcas. Blondynka również na nią spojrzała, po czym przeniosła wzrok na gazetę. Od tamtych zdarzeń wertowała ją z jeszcze większym przerażeniem, bojąc się każdej kolejnej strony.

– Uważam, że to zbyt wielkie ryzyko, abyśmy organizowali tak wielkie wydarzenia na zewnątrz szkoły. Wtedy trudniej jest zadbać o wasze bezpieczeństwo, a skoro śmierciożercy zaczęli mordować bez skrupułów tak blisko Hogwartu, muszę dołożyć wszelkich starań, by nic wam się nie stało – kontynuował Dumbledore, patrząc na nich uważnie spod zmarszczonych brwi. Był znany z tego, że nigdy nie owijał w bawełnę i nie wodził ich za nos. Mówił to, co chciał przekazać, wiedząc, że taki przekaz bardziej ich otrzeźwi, a także skłoni do refleksji. Po chwili jednak rozpromienił się i dodał, przyglądając im się dobrotliwie zza szkieł okularów:

– Koniec przygnębiających wieści! – Nikt z obecnych nie uśmiechnął się na te słowa, lecz Dumbledore niezrażony mówił dalej. 

– W ramach wynagrodzenia wam braku ulubionej dyscypliny, chciałabym ogłosić, że w Sylwestra w naszej szkole odbędzie się Bal Noworoczny. Nie jest to, co prawda coroczna tradycja, lecz w tych czasach któż z nas nie potrzebuje uśmiechu i choć kilku godzin zabawy?

   Uczniowie nagle ożywili się i między sobą zaczęli wymieniać uwagi dotyczące balu. Jo i Alicja, których informacja o zawieszeniu quidditcha wcale nie przygnębiła, prawie pisnęły z radości. Od razu zaczęły rozmawiać o ewentualnych kreacjach. Dorcas popukała się w czoło, po czym wróciła do czytania gazety. Dumbledore zakończył swoje przemówienie, życzył im smacznego, po czym z powrotem usiadł i wdał się w dyskusję z profesor McGonagall. Lily oparła głowę na dłoni, zamyślając się głęboko. Wizja zabawy nie sprawiała, że pozytywniej patrzyła w przyszłość. Zawsze była raczej spokojna, a do tego nie potrafiła tańczyć, co skutecznie odpychało ją od jakichkolwiek imprez. Quidditch również nie stanowił dla niej żadnych wartości. Spojrzała jeszcze raz na Jamesa, który z wściekłą miną podrygiwał nerwowo nogą. Syriusz mówił coś do niego, ale brunet sprawiał wrażenie osoby kompletnie nieobecnej. Lily westchnęła, wiedząc że Rogacz będzie się męczył, nie mogąc dosiąść miotły. Po kilku sekundach tępego wpatrywania się w stół, dziewczyna upiła łyk soku, po czym postanowiła zajrzeć do torby z książkami i sprawdzić, czy wszystko spakowała. 

***

– Myślę, że każdy zachowałby się tak samo, jak ja – powiedział w końcu, nie podejmując przerwanej myśli.

 – Nie, nie każdy – zaprzeczyła natychmiast, patrząc na niego. Otworzyła usta, żeby coś powiedzieć, ale zrobiła to dopiero po dłuższej chwili, nieświadomie ściszając głos. – Dlaczego to zrobiłeś? 

    James myślał nad odpowiedzią dłuższą chwilę. Wiatr delikatnie mierzwił im włosy i sprawiał, że dostawali gęsiej skórki, lecz mimo to żadne z nich nie pomyślało o tym, żeby już wrócić do szkoły. Chłopak patrzył na księżyc, zastanawiając się, co powiedzieć. Po chwili jednak przemógł się, po czym spojrzał jej w oczy.

– Wiem, że przez większość naszej znajomości zachowywałem się jak dureń. Mam mnóstwo wad i zdaję sobie z tego sprawę, ale jednego nie mogę sobie zarzucić. Ja... ja nigdy nie kłamię, Lily. Przez te wszystkie lata też nigdy nie kłamałem. 

    Te słowa od kilku dni nie dawały Lily spokoju, szumiąc jej w głowie, jak stado rozwścieczonych szerszeni. Przyjaciółkom nic nie powiedziała o tamtej rozmowie. Nie wiedziała czemu, ale wszystko, co było w jakiś sposób związane z Potterem, wolała zachowywać dla siebie. Była świadoma tego, że może, gdyby podzieliła się swoimi przemyśleniami, uzyskałaby jakąś radę. Mimo to, nie potrafiła tego wszystkiego należycie opisać, a o mówieniu o swoich poplątanych uczuciach nie było mowy.

   W tamtym momencie rudowłosa siedziała na kanapie przed kominkiem z książką do transumutacji otwartą na kolanach. Miała zamiar się uczyć, lecz zamiast tego bez ruchu wpatrywała się w trzaskający wesoło ogień. Dochodziła dwudziesta trzecia. W pokoju wspólnym zostało tylko kilkoro uczniów, w tym ona i Dorcas, która drzemała skulona w kłębek na fotelu. Rudowłosa ziewnęła,jednocześnie odkładając podręcznik na bok. Ani jedno słowo, które przeczytała nie chciało do niej dotrzeć. Podwinęła nogi pod siebie, łokieć oparła na szczycie kanapy, a brodę na dłoni. Co to mogło oznaczać? Ja nigdy nie kłamię, Lily. Przez te wszystkie lata też nigdy nie kłamałem." Dziewczyna przymknęła powieki. Już chyba wolałabym, żebyś kłamał, James. I w końcu wyszedł z mojej głowy – pomyślała z goryczą. Uświadomiła sobie, że przez wszystkie lata nauki w Hogwarcie, Potter w jakiś sposób gościł w jej życiu. Może w niezbyt przyjemny sposób, ale jednak był obecny. Miała wrażenie, że nawet, gdyby chciała, nie mogła go z niego wyrzucić. Teraz, kiedy chłopak się zmienił, czuła, że jej życie również uległo zmianie. Jakiś cichy głosik w głębi jej serca podpowiadał, iż pewien etap nieodwracalnie przeminął, a ich znajomość wkracza na jakiś nowy poziom. 

   Dziewczyna zaklęła głośno, po czym od razu rozejrzała się niepewnie dookoła, przypominając sobie, że nie jest tutaj sama. Zdziwiła się mocno, kiedy nie dostrzegła nikogo innego, z wyjątkiem Dorcas drzemiącej w fotelu. Wszyscy musieli się już rozejść. Nagle blondynka drgnęła, po czym otworzyła oczy. Spojrzała nieprzytomnie na przyjaciółkę. 

– Która godzina? – wymamrotała, przecierając twarz.

– Zaraz jedenasta.

– Jeju, ale się zasiedziałyśmy! Idziemy? 

– Ty idź – odpowiedziała Lily, ponownie otwierając podręcznik. – Ja jeszcze zostanę. 

   Dorcas kiwnęła głową, podniosła się z fotela i przeciągnęła tak, że aż chrupnęły jej kości. Życzyła przyjaciółce dobrej nocy, po czym skierowała się do dormitorium. Rudowłosa ziewnęła i już miała podjąć kolejną próbę nauki, gdy nagle dziura za portretem otworzyła się, a do pomieszczenia weszli Huncwoci tym razem już w komplecie. Remus wyglądał na chorego, ale mimo tego z ożywieniem rozmawiał o czymś z Syriuszem i Peterem. James zamyślony podążał za nimi. Kiedy zauważył dziewczynę, uśmiechnął się szeroko. Huncwoci również na nią spojrzeli, rzucając kilka słów powitania. Cała czwórka była już przy schodach, gdy nagle Rogacz odwrócił się i ruszył w jej kierunku. Syriusz obejrzał się za nim zaskoczony, ale nic nie powiedział, tylko wbiegł na górę. 

    Potter podszedł do kanapy, a Lily szybko zaczęła zbierać swoje notatki, by zrobić mu miejsce obok siebie. Dłonie niekontrolowanie jej przy tym drżały. 

– Spokojnie – zaśmiał się chłopak, po czym przysiadł na podłodze, opierając się plecami o kanapę. – Jestem dzisiaj tak wykończony, że jest mi bez różnicy, na czym usiądę.

   Lily uśmiechnęła się i patrząc na tył jego głowy, powiedziała ze współczuciem:

– Naprawdę mi przykro z powodu quidditcha. Wiem, jak bardzo go uwielbiasz.

   Chłopak westchnął ciężko, po czym obrócił lekko głowę, by na nią spojrzeć. W jego orzechowych oczach zamigotały płomyki.

– Nie wiem, jak wytrzymam bez latania.– Powiedział z goryczą, lecz po chwili dodał z westchnieniem. – Wiem jednak, że mój problem to nic w porównaniu z tym, co teraz się dzieje. Dlatego nie mam zamiaru się nad tym roztrząsać.

   Dziewczyna pokiwała głową ze zrozumieniem, po czym oboje zamilkli i przenieśli spojrzenie na kominek. James ziewnął szeroko i machinalnie przejechał dłonią po włosach, mierzwiąc je jeszcze bardziej. Lily nieświadomie wyciągnęła rękę, by je przygładzić, lecz po chwili z przerażeniem ją cofnęła. Zerknęła szybko na chłopaka, ale ten niczego nie zauważył, siedząc bez ruchu. Rudowłosa założyła ręce na piersi, wyzywając się w myślach od idiotek i głupich gęsi. Cisza pomiędzy nimi powoli zaczynała się przeciągać, ale żadnemu z nich zdawało się to nie przeszkadzać. Po kilku minutach Lily uniosła się delikatnie, aby poprawić swoją pozycję, bo zaczynało być jej niewygodnie. Spojrzała przy tym na Jamesa, który miał zamknięte powieki i lekko uchylone usta... Z zaskoczeniem stwierdziła, że chłopak zasnął. Dziewczyna natychmiast zamarła bez ruchu, nie chcąc go obudzić. Ponownie, bardzo powoli, oparła się o kanapę. Brunet poruszył się lekko, ale nie otworzył oczu. Zamiast tego jego głowa przechyliła się delikatnie do tyłu, opierając się o nogi rudowłosej. 

  Lily przez chwilę obserwowała jego nieruchomą sylwetkę, wsłuchując się w jego spokojny oddech. Bardzo powoli, czując serce dudniące w uszach, jeszcze raz podniosła rękę i delikatnie dotknęła jego włosów. Przygryzając wargę, odgarnęła mu je z czoła, czując ich miękkość pod swoimi palcami. Zupełnie nie panując nad swoim ciałem, zaczęła miarowo głaskać go po głowie. Przestała kompletnie myśleć o tym, co robi. Nie zastanawiała się, czuła, że tak jest dobrze. 

   W pewnym momencie chłopak drgnął delikatnie, po czym otworzył powieki. Lily zamarła z dłonią zanurzoną w jego włosach, a on przeniósł na nią zaskoczone spojrzenie. Przez chwilę wpatrywali się w siebie bez ruchu, gdy nagle James sięgnął po jej rękę i delikatnie ją uścisnął, nie przerywając kontaktu wzrokowego. I trwali tak sekundy, a może minuty, oboje czując, że w tym momencie jest im dobrze. Ich serca biły w podobnym tempie, a dwie pary oczu skrywały te same ogniki. Przez kilka krótkich chwil poczuli spokój i szczęście, którego obydwoje nie czuli już dawno.
Beta  Lena
________________________________________________
Cześć! :D
Jestem, żyję, dzień dobry! Jeju, jak dawno mnie tu nie było, to normalnie zbrodnia! Wybaczcie mi moją nieobecność, ale po prostu szkoła mnie dobija, a do tego dochodzą jeszcze inne obowiązki.
Wasze rozdziały starałam się czytać na bieżąco. Teraz, co prawda mam jakieś zaległości, bo od kilku dni starałam się dokończyć ten rozdział, ale nie są one jakieś ogromne i postaram się je jak najszybciej nadrobić. :D
Co do rozdział jeszcze nie był sprawdzony, więc przepraszam za błędy, ale naprawię to, jak tylko Lena prześle mi poprawiony rozdział. ^^
Jeśli chodzi o treść... to spokojnie, niby już coś, ale to jeszcze nic. XD Nie wiem, czy wiecie, o co mi chodzi.
Nie przedłużam już, bo wiem, że wiele osób bardzo niecierpliwie czekam na ten rozdział. ♡
Na końcu chciałam Wam tylko zaprezentować zwiastun tego opowiadania, który wykonała dla mnie Fever. Jestem w nim taka zakochana, że szkoda gadać, a nawet nie wiecie jakiej weny od niego dostałam. ♡♡♡

Jest cudowny, prawda? ^^
Kolejny rozdział postaram się dodać za trzy tygodnie, mam nadzieję, że mi się uda.
Pozdrawiam! ♡





32 komentarze:

  1. Trailer cudowny to fakt <3 Rozdział też, dojrzałość Jamesa strasznie mi się podoba :) a ostatni moment... przeczytałam dwa razy <3 kocham mega!
    Luella

    OdpowiedzUsuń
  2. Heyo!
    O, w końcu rozdział! I to jaki fajny! :3
    Boże, czy tylko mnie rozczula James w tym opowiadaniu? Po prostu jest taki aww. Tarmosiłabym go w kółko.
    Po drugie scena jak Syriusz zdejmuje okulary Jamesowi. Ja wiem, zwracam uwagę na szczegóły, bo w szczegółach tkwi piękno, ale czy to nie było... nie wiem? Najbardziej urocza rzecz na świecie? Ta dwójka zna się jak mało kto, dlatego każda scenka z nimi przyprawia mnie o szybsze bicie serca.
    Nie mogło obejść się też bez skomentowania balu. Mam nadzieję, że Lily, Jamesowi i Syriuszowi ten bal wyjdzie, i że będzie ich jednym z najwspanialszych przeżyć.
    Kurczę, moje serce dalej jest roztopione przez Syriusza.
    Pykło! O mój Boże, pykło pomiędzy Jamesem a Lily! TAAAAK! YAAASSSS! *leci z gołą klata*
    A tak na poważnie, też bym wytarmosila włosy Jamesa. I to, jak ułożył jej głowę na nogach <3 Helena, mam zawał! Dzwoń po karetkę, zaslodzilam się!
    Czekaaam na więcej :3 Więcej Jima, Lilki oraz mojego przyszłego menszsza, Syriusza.
    CanisPL

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeju, ja właśnie się zastanawiałam, czy ktoś zwróci scenę na to zdjęcie okularów. <3 Dla mnie to też jest na maksa kochane, taka przyjaźń zdarza się raz na milion. :D
      Jeszcze się tak nie ciesz, haha, jeszcze aż tak nie pykło,jest na to zdecydowanie za wcześnie. <3
      Dziękuję ślicznie za komentarz! :*
      Pozdrawiam serdecznie. x

      Usuń
  3. Mam tylko jedno zastrzeżenie , dlaczego tak krótko? Nim się obejrzałam, a tu pufff koniec.
    Pozdrawiam
    Endory
    strzepy-swiata.blogspot.com ----》 zapraszam na nowy rozdział ❤

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Em... Dziękuję. Rozdział jest mniej więcej taki jak zwykle, więc nie rozumiem, o co chodzi.
      Pozdrawiam również.

      Usuń
    2. ona nawet tego nie przeczytala beka zyciowa bo w rozdziale tyle sie dzieje a ona odniosla sie jedynie do tego ze niby krotki
      cudowny rozdzial ola powaga, i twoj ask cudowny, i ten blog <3333

      Usuń
    3. Dziękuję za miłe słowa! x

      Usuń
  4. Droga Melodio.
    Dawno nie bbyło mnie u Ciebie ale nadrabiam.
    Rozdział piękny szczególnie końcówka która połączyła Lilly i Jamesa.
    Oczywiście od początku trzymałam kciuki za Rogacza.
    Jeśli chodzi o Huncwotów Twoje opowiadanie należy wciąż do moich ulubionych i przepraszam że tak rzadko komentuje.
    Całkiem sporo się dzieje w tym rozdziale a ja lubię dużo akcji!
    I te piękne słowa Rogacza chociaż coś w tym jest bo nie każdy zachowałby się tak na jego miejscu. Są ludzie i parapety a niestety więcej jest tych drugich.
    Czekam na ciąg dalszy i pozdrawiam.

    [www.pokochac-lotra.blogspot.com]

    OdpowiedzUsuń
  5. Wrócił syn marnotrawny! A raczej córka... Nieważne. Ważne, że w końcu jestem.
    Zawsze kochałam przyjaźń Huncwotów. Ale u Ciebie to już w ogóle zwariowałam na jej punkcie. Dzięki Tobie mogę zagłębić się w relacje, jakie panowały między chłopakami, zobaczyć, jak bardzo im na sobie zależało i że mimo wielu przeciwności byli w stanie zrobić dla siebie wszystko (nie, Glizdek, nie mówię o Tobie, świnio). Mój biedny Remus... Gdyby dowiedział się, że kiedykolwiek zranił przyjaciół, na pewno kompletnie by się załamał i już nigdy nie pozwolił im z nim wędrować w czasie pełni. Oby nigdy do tego nie doszło. Mam jednak dziwne wrażenie, że masz to w planach, albo to po prostu moja wyobraźnia literackiego psychopaty :")
    Ach, Sylwester! To na pewno będzie wydarzenie. Coś czuję, że James będzie próbował zaprosić Lilkę, ale znając życie sprawa się rypnie. W końcu nie może być zbyt kolorowo xD
    Te rozmyślania Lily nad Jamesem i jego słowami były takie... aww. A moment, gdy potarmosiła go po włosach... Wymiękam, serio, to było takie piękne. Wiem, że do ich bliższych relacji jest jeszcze daleko, ale mimo to jestem usatysfakcjonowana, że wszystko idzie w takim a nie innym kierunku. Wgl to nie wiem czy kiedyś Ci o tym mówiłam, ale to dzięki Tobie stałam się takim shipperem (dziwnie to brzmi) Jily ♥ Chwała Ci za to, moja zacna duszo.
    W sumie nie wiem co jeszcze mogłabym napisać. Chyba tylko tyle, że kocham ten rozdział, od samego początku, do samego końca, a jego końcówka wkradła mi się w serduszko i już na długo tam pozostanie.
    Ściskam, pozdrawiam i życzę wiader weny.
    Wiecznie niemogąca się ogarnąć z komentarzem Marina ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A, no tak, zapomniałam o trailerze. Choć pisałam o tym na asku, wspomnę jeszcze raz - jest cudowny, oglądałam go już tyle razy, a nadal nie mam dość. Jednym słowem - życie ♥

      Usuń
    2. Ja po prostu uwielbiam opisywać ich relacje, a James i Syriusz, to już w ogóle. :D
      Oj, tym razem mnie nie przewidzisz, haha! :p Chociaż raz, detektywistyczna duszo!
      Ah, ja sama bym go po tych włosach wytarmosiła. Jak to pisałam, to był takie, "och, Lily, jak ja Ci zazdroszczę!"
      Dziękuję pięknie za komentarz!
      Buźka! ♥

      Usuń
    3. Wyczuwam takie wydarzenie, które sprawi, że szczęka powędruje mi do podłogi XD To chyba będzie jakaś petarda i pewnie znacznę się czuć tak jak Ty podczas czytania moich wypocin :") Mam jeszcze kilka koncepcji, ale zostawię je dla siebie, muszę to przemyśleć, Hahaha.

      Usuń
    4. Ech, może lepiej nie myśl, bo wszystko odgadniesz i ja wtedy będę na pozycji spalonej. XD
      Ja to już nawet nie zbieram swojej szczęki z podłogi przy czytaniu Twoich rozdziałów. Nie warto, po co ma spadać w kółko? Niech sobie tam poleży.:')

      Usuń
    5. Dobra, już nie myślę, czekam i niech mnie zaskoczył :D
      Prawda, nie ma sensu jej podnosić. Niech leży, pozbierasz ją po epilogu, jeszcze tylko 8 rozdziałów, żyć nie umierać.

      Usuń
    6. Tylko 8? Jak ja będę funkcjonować bez tego opowiadania?! 😵

      Usuń
    7. Też jestem tym faktem przerażona, uwierz. Najwyżej przeczytasz je jeszcze raz (😂), a ja zabiorę się albo za kolejnego bloga albo za pisanie czegoś bardziej przełomowego 💪

      Usuń
    8. A może kolejną część? 🙏💋

      Usuń
    9. Nie wiem czy to by wypaliło, ale warto spróbować. Mam już nawet pewien pomysł, haha 😂

      Usuń
    10. Jhfuggyugvoy, czekam 😍😍😍

      Usuń
  6. Hej, cześć i czołem :D
    Z drobnym opóźnieniem, ale w końcu przybywam z komentarzem. ;)
    Dobra, od czego by tu zacząć?
    Jakie słodkie zakończenie. ♥ Bardzo mi się podobało. Chcę więcej. ;D Dobra, wiem, że trzeba poczekać aż relacja między Lily a Jamesem się rozwinie, ale to było takie awwwww... ;)
    Ok, już kończę te moje "ochy" i "achy". Może teraz coś sensownego napiszę. ;)
    Bardzo fajnie wyszło ci opisanie wizyty u pani Pomfrey. Zawsze mi szkoda Remusa po tej przemianie. Jakiś głupi wilkołak go dziabnął i teraz jest, jak jest. Ech... Dobrze, że ma takich przyjaciół. ;)
    A Glizdogon jak Glizdogon. xd Nie lubię go i basta.
    Już nie mogę się doczekać balu noworocznego. Coś czuję, że wydarzy się tam coś ważnego. Nie jestem pewna, czy będzie to zdarzenie skierowane ku ociepleniu relacji Jamesa i Lily, ale coś musi być na rzeczy. ;)
    Ogólnie rozdział czytało mi się bardzo szybko i przyjemnie. :)
    Czekam na next. :)
    Pozdrawiam i weny życzę! ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiedziałam, że o czymś zapomnę. xd
      Cudowny trailer. :) Powiem szczerze, że najbardziej podoba mi się ten napis na końcu i sceny walki. Gdzieś ta muzyka trochę się wycisza, a słychać odgłosy bitwy. ;)
      xoxo

      Usuń
    2. Bal noworoczny będzie mniej przewidywalny niż pewnie myślicie, haha. :D
      Dziękuję bardzo za opinię i również pozdrawiam! :*

      Usuń
  7. Szkoda mi Remusa, że musi się przemieniać i jeszcze się męczyć po tej przemianie. Dobrze, że przyjaciele w tych chwilach z nim są.
    Nie dziwię się, że Dumbledore odwołał mecze quidditcha. Jak śmierciożercy zaatakowali Hogsmeade, to do Hogwartu też mogą w każdej chwili wejść, a na takim meczu to by była dla nich dobra okazja. Ale dobrze, że bal noworoczny będzie.
    James i Lily zaczynają się do siebie zbliżać. Jak na razie są blisko do tego, żeby być razem.

    Czekam na kolejny rozdział.

    OdpowiedzUsuń
  8. Hejka;)
    Wracam po dość długiej przerwie. Ostatnio (podobnie jak Ciebie) szkoła mnie dobija i nie mam na nic czasu, co oznacza, że zaniedbałam mojego bloga tak trochę, trochę bardzo;/ No ale od razu mówię, ze nowy rozdział będzie jutro lub w poniedziałek;))
    Ach, DOBRA! Przejdźmy do rzeczy! Haha, dobrze to ujęłaś! Niby coś, ale jeszcze nic;)
    Ojej! Biedni chłopcy ;(( No przynajmniej na Pomfrey można zawsze liczyć! XD Mam nadzieję, że Remus nie będzie miał wyrzutów sumienia, że w jakikolwiek sposób zranił swoich przyjaciół.
    Aaaa właśnie! Kochana, liczę na to, że załatwisz Remusowi jakąś partnerkę na bal haha Jeśli wiesz, co mam na myśli. On zawsze jest taki sam... To straszne, że uważa, iż nie zasługuje na to żeby kochać i być kochanym;( A przecież zakochany Lupin to najcudowniejsza rzecz na świecie :DDD
    Fajnie i szybko czytało mi się ten rozdział, co jest wielkim plusem ;) Mam nadzieję, że Lily nie odejdzie od zmysłów i wybierze się na bal z tym prawowitym kandydatem... James... EKHEM... James... Wybierz Pottera... Ekhem... Ktoś? Coś?... Ktoś coś mówił???
    Jeszcze raz, bardzo fajniutki rozdział, dobrze napisany i ogólnie cudeńko ♥ Jedyny błąd, jaki rzucił mi się w oczy to chyba tylko pisownia słowa ''Ślizgoni" z małej litery. Tak to wszystko super!
    Pozdrawiam i życzę weny xxx

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ekhem... James rusz tyłeczek i zaproś pannę Evans, hah. :D
      O Remusa się nie martw, nie zostawię go samego. ;*
      Dziękuję ślicznie za opinię i również pozdrawiam! ♡

      Usuń
  9. Jak dotąd ten rozdział podobał mi się najbardziej. Bardzo przypadł mi początek. Czytam mało huncwockich opków, ale w tych które przeczytałam nie było pokazane jak chłopcy wracają z pełni. Podoba mi się, że rozgraniczyłaś to ze rogaczowi i lapie zawsze sie mocniej dostaje niź Glizdkowi i logicznie wyjasnilas czemu. Mam jednak wrazenie ze w swoim opowiadaniu zapominasz o mapie Huncwotow bo poczatek az prosil sie o nia. Mimowolnie qyobrazilam sobie glizdka idacego z tylu z owa mapa w rece i pilnujacego czytosci drogi mimo ze nie bylo o tym w tekscie.
    Jak dota mialas duzy problem z opisami przezyc, emocji ale tutaaj powalilas. Szczegolnie przy koncowce. Naprawde cudownie opisalas chemie jaka jest miedzy obojgiem. Poza tym ciesze sie ze ladnie przechodziasz pomiedzy brakiem sympatii a prawdziwym uczuciem. Widac ze ich milosc sie rozwija stopniowo a nie CIACH kupidyn strzala i tada mamy wielkie love story!
    Wybacz za brak polskich liter itd. Bo jak zwyklw jestem na telefonie jest 2 w nocy i jestem padnieta. Ale ciesze sie ze w koncu nadgonilam zaleglosci u Cb :)
    Pozdrawiam
    E.M.S.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mapa Huncwotów jeszcze się pojawi, spokojnie. 😊 Obecnie nie mieli jej przy sobie, bo w leśnych ciemnościach z wilkołakiem u boku z łatwością mogli ją zniszczyć/zgubić.
      Aż tak duży? Ojć. Nie odczuwam aż tak tego problemu, haha. Ale dobrze, że w Twoich oczach się poprawiłam. :)
      Nigdy nie podobały mi się opowiadania, gdzie miłość jest po dwóch dniach znajomości, czy też tak jej w tej sytuacji, chwilę po wyjaśnieniu sobie pewnych spraw. To zbyt banalne moim zdaniem. :D
      Dziękuję bardzo za opinię! ♡

      Usuń

Szablon
Fantazja
LOG