23 grudnia 2016

Rozdział IX

        Listopad wraz ze swoim nadejściem przyniósł przymrozki, których nikt się wcześniej nie spodziewał. Uczniowie cieszyli się z takiego obrotu sprawy i z utęsknieniem wyczekiwali aż jezioro znajdujące się przy zamku zamarznie, by mogli pojeździć na łyżwach. Zła strona takiej pogody zbierała żniwo w mniej odpornych osobach albo takich, które nie ubierały się dostatecznie ciepło. Pani Pomfrey miała niezły ruch w Skrzydle Szpitalnym, lecząc kolejnych przeziębionych, podając im Eliksir Pieprzowy.

    Miesiąc ten nie przyniósł żadnych tragedii w świecie czarodziejów, co społeczność Hogwartu przyjmowała z ogromną ulgą. W gazetach nie pisano o morderstwach i porwaniach, a Voldemort sprawiał wrażenie, jakby zapadł się pod ziemię. Niewielu jednak to cieszyło, byli świadomi, że to prawdopodobnie cisza przed burzą. Nikt nie był na tyle naiwny, by wierzyć, że to piekło się już skończyło.

   Pewnego, bardzo chłodnego, sobotniego poranka pod koniec listopada, Syriusz, Remus i Peter siedzieli w jednej z opuszczonych, zapomnianych klas. Glizdogon przysypiał w kącie, a Syriusz siedział swobodnie pod jedną ze ścian i sączył kremowe piwo. Lunatyk znajdował się w niewielkiej odległości od niego, robiąc najpierw pompki, następnie przysiady, a na końcu wymachując energicznie ramionami. Syriusz przyglądał mu się z rozbawieniem z ustami przyssanymi do butelki.

– Czy to jest naprawdę konieczne? – wydyszał w końcu Remus, opierając dłonie o kolana. – Miałeś mnie nauczyć tańczyć!

   Czarnowłosy nie odpowiedział od razu, dopił piwo do końca, odstawił butelkę, po czym w końcu się podniósł. 

– W sumie to nie, ale śmiesznie było patrzeć, jak się tak wyginasz – zachichotał, zdmuchując długie włosy z czoła. 

– Zagryzę cię kiedyś, przysięgam uroczyście. – Zazgrzytał zębami Remus, prostując się i masując sobie dół pleców. – Ciesz się, że trzymam nad sobą taką idealną kontrolę podczas pełni. 

   Syriusz nie dał nic po sobie poznać, ale automatycznie przypomniał sobie ostatni raz, kiedy już myślał, że z Jamesa nie będzie co zbierać. Wzdrygnął się podświadomie, ale do Remusa uśmiechnął szeroko. Starał się wyrzucić z głowy perspektywę kolejnej pełni, która czekała ich w połowie grudnia. To wszystko stawało się coraz bardziej niebezpieczne, Łapa sam nie potrafił zliczyć, ile już ma blizn na ciele. 

– Dobra, skoro już się rozgrzałeś przyjacielu, możemy przystąpić do działania – zarządził Syriusz, podchodząc do dąsającego się Remusa. – Stań prosto. 

    Lupin posłusznie spełnił prośbę, zaczynając czuć się idiotycznie. Nie był pewien, czy Black wie, na co się pisze. On naprawdę ani trochę nie potrafił tańczyć, a perspektywa dłoni Syriusza na jego plecach nie dodawała mu otuchy. 

– Załóżmy, że na początku to ty będziesz kobietą, a ja cię będę prowadził. Jak już się trochę poduczysz, zamienimy się rolami – powiedział Syriusz, machając różdżką w kierunku kilku podstawowych instrumentów, tworzących małą orkiestrę. Przedmioty automatycznie zaczęły wygrywać przepięknego walca, a melodia popłynęła po pokoju. Remus drgnął. 


– Dawaj rękę – powiedział Łapa, chwytając Lupina za prawą dłoń i przyciągając go do siebie. – Musisz trzymać ramę, o tak.
    Zaczął ustawiać przyjaciela w odpowiedniej pozycji, co chwila niecierpliwym ruchem głowy odrzucając niesforne długie włosy z czoła. Lunatyk już w końcu zaczął się śmiać, wyobrażając sobie, jak to komicznie musi wyglądać z boku. 

– Nie trzęś się tak, bo mi wszystko psujesz! – mruknął niecierpliwie Łapa, kładąc dłoń na plecach przyjaciela. – O, i tak masz się trzymać cały czas! Zaczynamy na trzy, ja cię będę prowadził, a ty po prostu rób to, co ja. 

– Brzmi nieźle, ale w praktyce chyba będzie gorzej – powiedział Remus powątpiewającym tonem, starając się nie ruszać ramionami. – Może lepiej, jakbyś mi to najpierw pokazał? 

– Sam ci nie pokażę. James gdzieś polazł, a Glizdogon to jeszcze większy nieudacznik w te klocki niż ty – odrzekł czarnowłosy, zerkając z politowaniem na przyjaciela chrapiącego po drugiej stronie sali. – Dobra, liczę do trzech. Raz, dwa i... trzy! 

   Po wypowiedzeniu ostatniego słowa zaczął wirować po sali, ciągnąc Remusa za sobą. Lunatyk, starając się nie udusić ze śmiechu, stawiał kolejne kroki, co chwila, patrząc pod nogi.

– Nie opuszczaj głowy, na Merlina, odchyl ją do tyłu! – zawołał Łapa, nie przerywając tańca. 

– Jak mam tańczyć, kiedy nie widzę, gdzie stawiam stopy?!

    W pewnym momencie do sali wślizgnął się James, ściągając z siebie pelerynę niewidkę. Zamknął za sobą delikatnie drzwi, aby im nie przerywać, po czym strząsając śnieg z włosów, przystanął z boku i zaczął się przyglądać. Strasznie bawiła go mina Syriusza, który w tańcu robił się tak poważny, jak nigdy. Remusowi coraz bardziej schodził uśmiech z twarzy, kiedy powtarzanie kroków po Łapie z każdą chwilą wychodziło mu coraz gorzej. W pewnym momencie już tylko przechodził za przyjacielem z miejsca na miejsce, nie wiedząc, jak z tego wybrnąć. Po chwili Syriusz zawył z bólu, łapiąc się za stopę, na którą w końcu nadepnął mu Lupin i zatoczył się tak, że z całą siłą wleciał na Jamesa. 

– Hop! – zachichotał Potter, podtrzymując go za ramię, by nie upadł. – Naprawdę nieźle wam idzie, tak trzymaj, Luniaczku. 

– Daj spokój, James, idzie mi beznadziejnie – westchnął zrezygnowany chłopak, po czym podszedł do rozcierającego nogę Syriusza. – Wybacz, stary, mocno cię boli? 

– Mam określić ból w skali od jeden do dziesięciu? – zapytał zirytowany chłopak, krzywiąc się z mocno. – Jedenaście!

   James posłał mu ostre spojrzenie spod uniesionych brwi, a Łapa natychmiast się zreflektował. Odchrząknął i wyprostowawszy się, klepnął zawstydzonego Lunatyka w ramię, po czym zerkając na Pottera, powiedział:

– Dobra, nic się przecież nie stało. Od takiego czegoś jeszcze nikt nie umarł. Na początku szło ci całkiem...ekhem... nieźle. 

   Remus parsknął gorzkim śmiechem, ale się nie odezwał.

– Usiądź sobie z boku, a my z Rogasiem pokażemy ci, jak to się robi. Prawda, Rogasiu?

   James od razu pokiwał głową, odrzucił pelerynę niewidkę na bok i stanął w gotowości obok przyjaciela. Lunatyk zajął wskazane miejsce z ponurą miną, po czym wbił wzrok w dwójkę przyjaciół. 

– Ja będę... – zaczął Syriusz, ale James nie dał mu skończyć, chwytając go jak damę. 

– Kobietą! – zawołał, szczerząc do niego zęby. – Zawsze ci to lepiej wychodziło.

   Black przewrócił oczami, ale nic nie powiedział tylko ustawił się wraz z przyjacielem w odpowiedniej pozycji. Remus z ciekawością obserwował, jak szybko im to poszło. Jego Łapa ustawiał dobre dwie minuty.

– To teraz się przyglądaj, Remus, nie będę miał ochoty tego powtarzać, bo ta chodząca miotła zaniża mi samoocenę – powiedział sarkastycznie Syriusz, spoglądając na rozbawionego Rogacza. – Skubany nauczył się ode mnie i teraz się popisuje. 

   Lunatyk pokiwał głową, po czym maksymalnie skupił wzrok na chłopakach. James policzył do trzech, po czym zaczęli tańczyć. I to jak tańczyć! Remus nie mógł wyjść z podziwu, że dwóch facetów będzie z taką gracją wirować po całej sali. Obserwował każdy ich krok i idealną ramę, którą trzymali. Jedyne, co ich różniło to fakt, że James cały czas uśmiechał się radośnie, a Syriusz automatycznie przybrał minę zimnego arystokraty. Lupin pomyślał, że to zapewne geny dały o sobie znać. Kiedy skończyli, ukłonili się nisko, a Remus zaczął bić brawo.

– Tego się po was nie spodziewałem. – Przyznał, podnosząc się z podłogi. – Nigdy w życiu tak nie zatańczę. 

– Zatańczysz, zatańczysz, nie jęcz – odpowiedział James, klepiąc go po ramieniu. – Teraz proponuję małą przerwę od nauki, bo dokonałem niesamowitego odkrycia na skraju Zakazanego Lasu. 

– Jakiego niby? – zapytał Syriusz, sięgając do kieszeni, jednocześnie zerkając lekko niepewnie na przyjaciół. 

– Nasze bajorko zamarzło! Wzmocniłem je czarami, więc możemy się po... Co ty wyrabiasz?! 

– Eee, ja? Ja nic – odpowiedział wymijająco Black, biorąc papierosa w zęby i podchodząc do okna, żeby je otworzyć. – Jestem jak najbardziej za poślizganiem się. Trzeba tylko dobudzić Petera i możemy lecieć. 

  Remus zmarszczył brwi, patrząc raz na Syriusza, który właśnie przypalił papierosa i zaciągnął się z lubością dymem, a raz na Jamesa, który z irytacją na twarzy do niego podszedł. 

– Przecież rzuciłeś – powiedział, patrząc chłodno na Łapę. – Po co dalej kopcisz to świństwo?

– Przestań udawać moją matkę, daruj sobie – odrzekł z westchnieniem Syriusz, kierując obłok dymu ze swoich ust przez otwarte okno. – Rzuciłem. Ale potem one zaczęły rzucać mną. 

– Żebym ja tobą zaraz nie rzucił – mruknął gderliwie James, ale nie drążył już tematu. 

   Syriusz zaczął popalać w wakacje, twierdząc, że to tylko dla przyjemności. Początkowo Potter nie zwracał na to większej uwagi, wierząc w zapewnienia przyjaciela. W pewnym momencie Łapa sam zauważył, że zaczyna popadać w nałóg i przestał palić, a James myślał, że to koniec problemu. W tamtym momencie dowiedział się, że jednak nie, ale pocieszała go myśl, że Black w końcu sam pójdzie po rozum do głowy. Znał go dobrze i wiedział, że to kwestia czasu. 

   Podniósł pelerynę niewidkę z podłogi, po czym stanął z boku, czekając aż jego przyjaciele zbiorą się do wyjścia. 

***
   Pogoda była wręcz idealna do spędzania czasu na dworze. Był przymrozek, ale jednocześnie piękne słońce na czystym niebie zachęcało do opuszczenia murów zamku. Huncwoci wyszli ze szkoły we trójkę, bo Peter odmówił jakichkolwiek aktywności. Miał do napisania esej z eliksirów w ramach poprawki i nie mógł sobie pozwolić na takie rozrywki. James, Syriusz i Remus podążali szybkim krokiem w stronę Zakazanego Lasu, idąc ramię w ramię. Black już pozbył się papierosa, nie chciał, żeby jakiś nauczyciel go z nim przyuważył. Co prawda, nie wiedział,czy groziła mu za to jakaś kara, wszakże była to mugolska używka, ale wolał nie ryzykować. 

– James! – Usłyszeli w pewnym momencie i choć nawoływanie było skierowane do Rogacza, automatycznie odwróciła się cała trójka.

    Lily, która była autorką tych słów, uśmiechnęła się na widok tego zsynchronizowanego odruchu i nieznacznie przyspieszyła, żeby zrównać się z Huncwotami. Dorcas, która jej towarzyszyła, nie spodziewając się takiego obrotu sprawy, podążyła w ślad za nią z niepewną miną. Każda chwila w towarzystwie Syriusza kosztowała ją wiele emocji, zawsze mówiła, że potem przez tydzień musi dochodzić do siebie. Odkąd James i Lily zaczęli ze sobą spędzać coraz więcej czasu, a ich znajomość wkroczyła na jakiś dziwny, nieznany nikomu poziom, Dorcas i Syriusz również coraz częściej przebywali w swoim towarzystwie. Praktycznie w ogóle się do siebie nie odzywali, ale paradoks polegał na tym, że obydwoje pragnęli właśnie jakiegoś kontaktu ze sobą. A żadne z nich, nawet Syriusz, którego nikt by o to nie posądził, nie mógł zdobyć się na odwagę, by przełamać tą chłodną obojętność. Kiedy dziewczyny w końcu podeszły, Dorcas odchrząknęła i zamiast się przywitać, spojrzała w bok.

– Uch, właśnie miałam iść do Pokoju Wspólnego, żeby cię poszukać – powiedziała rudowłosa, ciepło uśmiechając się do Rogacza, który rozpromienił się na jej widok. 

   Syriusz rzucił blondynce taksujące spojrzenie, które nie trwało dłużej niż dwie sekundy. Mimo to Remus je zauważył i ze znaczącym uśmiechem, spojrzał w niebo, udając, że podziwia obłoki. Podczas spotkań Huncwotów z dziewczynami, zawsze był trochę rozbawiony. Obserwował Jamesa i Lily, a także Syriusza i Dorcas, nie mogąc się nadziwić, że uczucia mogę być takie skomplikowane. Pierwsza z par odnosiła się do siebie jak dwójka starych, dobrych przyjaciół, ale nie sposób było nie widzieć błyszczących oczu Rogacza, czy ukradkowych spojrzeń i rumieńców Lily. Druga z par natomiast bawiła się w podchody spojrzeniami. Obydwoje wypracowali to tak, że kiedy Syriusz spoglądał na Dorcas, ta akurat była zajęta, czymś innym i na odwrót. Lunatyk z fascynacją się temu wszystkiemu przyglądał, zastanawiając się, czy nadejdzie w końcu taki dzień, w którym wszyscy dojdą do porozumienia i wyznają sobie swoje uczucia. 

– Czym sobie zasłużyłem na twą uwagę, panno Evans? – zażartował James, skłaniając lekko głowę.

– Napisałam esej z transmutacji i chciałam cię poprosić, żebyś go sprawdził. – Poprosiła dziewczyna, sięgając do torby po pergamin. – Wybacz, że tak cię wykorzystuje, ale jesteś świetny z tego przedmiotu, a ja wręcz przeciwnie. 

    Rogacz wziął od niej papier, kiwając szybko głową. 

– Nie ma problemu – powiedział, chowając go do kieszeni. – A tak z ciekawości, o czym jest ta praca? 


– O animagach – odpowiedziała Lily, a Huncwoci ukradkiem wymienili rozbawione spojrzenia. 

– To możesz być pewna, że James ci pomoże – zażartował Syriusz. – Ostatnio chyba mu się śniło, że zmienił się w dżdżownicę, bo przeczołgał się przez całe dormitorium.

    Cała piątka wybuchnęła głośnym śmiechem. Kiedy już się uspokoili, James wpadł na pomysł, który sprawił, że kolejny jego dzień stał się jednym z piękniejszych. 

– Może pójdziecie z nami? – zapytał, patrząc na Lily i Dorcas. Syriuszowi zaświeciły się oczy, a Dorcas przestąpiła z nogi na nogę. – Właśnie mieliśmy zamiar poślizgać się na zamarzniętym bajorku nieopodal Zakazanego Lasu.

– Z przyjemnością! – zawołała od razu Lily. – Mam już dość siedzenia w tych ciemnych murach. 

– W takim razie, zapraszam za mną – powiedział z radością Rogacz, oferując Lily swoje ramię. Z uśmiechem je ujęła i poszli przodem, a Remus z rozbawieniem na twarzy poszedł za nimi,

  Dorcas i Syriusz zerknęli na siebie. Przez chwilę Black miał ochotę również zabrać ją do celu pod ramię, ale szybko porzucił ten pomysł. Skłonił tylko lekko głowę, pokazując, jak na dżentelmena przystało, by poszła przodem. Blondynka na znak podziękowania skinęła głową, szybko ruszając za resztą towarzystwa. 

***

   Severus odszedł od okna w dormitorium, zaciskając dłonie w pięści. Żyła na skroni pulsowała mu ze zdenerwowania, a on sam wręcz się trząsł. Brak kontaktu z Lily przez ostatnie miesiące sprawiał mu wiele bólu, ale potrafił go znieść. Do momentu, kiedy ta znowu zaczęła bliżej trzymać się z Potterem. Czuł do niej taki żal i wściekłość, że sam nie był w stanie tego opisać. Kiedy przed chwilą obserwował ich spotkanie oraz moment, w którym objęci poszli przed siebie, poczuł, jak pieką go policzki. Zaklął, kopiąc w ścianę. Usiadł ciężko na swoim łóżku, podpierając głowę rękami. Kołysał się szybko w przód i w tył. 

   Do końca roku zostało niewiele ponad miesiąc, a on jak dotąd nie wpadł na żaden pomysł zrealizowania swojej misji. Od spotkania z Lucjuszem chodził załamany, nie potrafił normalnie funkcjonować. Na samą myśl o zrobieniu Lily krzywdy czuł do siebie prawdziwe obrzydzenie. Jednocześnie marzenie o zajęciu miejsca w szeregach Czarnego Pana, było tak realne i bliskie spełnienia, że nie potrafił go od tak porzucić. Na próżno próbował wmawiać sobie, że Lily to zwykła, nic nie warta szlama, zadająca się z takimi szumowinami, jakimi byli Huncwoci. Na próżno próbował przekonać samego siebie, że jeśli wszystko zrobi dobrze, nikt nigdy się nie dowie, iż to on był mordercą.

   W pewnym momencie zerwał się na równe nogi, łapiąc kurczowo zasłony naokoło łóżka. Dysząc ciężko, błądził wzrokiem po pokoju, a w jego głowie powoli zaczął krystalizować się plan. Wiedział, kim byli. Wiedział, co robili podczas każdej pełni. Po jego policzkach zaczęły spływać łzy, a jednocześnie dusza piała z zachwytu. Już wiedział, jak to rozegra. Był pewien, że ten sposób go nie zawiedzie, a jednocześnie on nikogo nie będzie musiał zabijać. Upiecze dwie pieczenie na jednym ogniu, spełniając żądanie swojego Pana, jednocześnie kładąc kres Huncwockiej beztrosce. Upadł na kolana, obejmując się kurczowo ramionami. Decyzja zapadła, a czarnowłosy poczuł, jak jakaś część jego jestestwa bezpowrotnie w nim umiera, doprowadzając go do destrukcji. Być może był to ten okruch dobra i miłość, która przez te wszystkie lata pozwalała mu chronić swoją duszę przed całkowitą ciemnością. 

***

   Grudzień nadszedł szybciej niż ktokolwiek zdołałby się tego spodziewać, przynosząc obfite opady śniegu. Przez to krajobraz był wręcz bajeczny, a Lily, która uwielbiała piękne widoki, nie potrafiła odejść od okna, a czas na dworze spędzała z ogromną przyjemnością. Często towarzyszyli jej Huncwoci i Dorcas, czasem sam James, który, tak samo jako ona, kochał spacery, zwłaszcza te wieczorne. 

   Dochodziła jedenasta w nocy. Lily wraz z Dorcas były w Pokoju Wspólnym Gryffindoru, nie mogąc się jakoś zebrać, by iść do sypialni. Rudowłosa patrzyła z uśmiechem na płatki, wirujące za oknem, rozmyślając o zbliżających się wielkimi krokami Świętach Bożego Narodzenia, a blondynka siedziała zaczytana. Pomieszczenie już dawno opustoszało, czego przyjaciółki kompletnie nie zauważyły. W pewnym momencie Dorcas podniosła głowę, zerkając na zegarek. Przeciągnęła się z jękiem, odkładając książkę na oparcie fotela. 

– A co tutaj dzisiaj taka cisza? – zapytała, patrząc na plecy Lily. – Chłopaków nie ma?

   Ostatnie pytanie miało zabrzmieć wymijająco, ale rudowłosa uśmiechnęła się do siebie. Doskonale wiedziała, że blondynce chodzi o Syriusza. 

– Nie ma ich – odrzekła, nie dając nic po sobie poznać. – James powiedział, że dzisiaj muszę się bardzo wcześnie położyć. Co jest dość dziwne, bo od dziewiętnastej już ich nie widziałam, a przecież zazwyczaj kładą się o wiele później.

– Nie mam pojęcia, co jest grane – odrzekła Dorcas, przewieszając nogi przez szczyt fotela, by się rozprostować. – A czy to nie jest ten okres miesiąca, w którym oni znikają nie wiadomo gdzie i po co?

    Lily zastanowiła się, odliczając dni wstecz. Faktycznie, ostatnio nie było ich przez kilka dni miesiąc temu. Westchnęła. Nie miała pojęcia, jaką Huncwoci ukrywali tajemnicę. Za każdym razem, kiedy próbowała się tego dowiedzieć, zgrabnie zmieniali temat. 

– Ech, nie wiem – odrzekła, chcąc odwrócić się od okna. – Już dzisiaj nie mam siły się nad tym zastanawiać. Idziemy spać?

   Nie zwróciła już uwagi na twierdzącą odpowiedź przyjaciółki, bo jej wzrok przykuł Bingo, kot Jo, który błąkał się niedaleko zamku. Joanne zamartwiała się o niego, bo dłuższy czas temu gdzieś zniknął i nie było go prawie przez tydzień.

– Spójrz! – zawołała, dotykając nosem do szyby. – Bingo wrócił!

     Dorcas podbiegła do okna, również przez nie wyglądając. Przez dość długą chwilę przyglądały się wspólnie zwierzakowi, który wyglądał na wyraźnie czymś zdenerwowanego. Lily podejrzewała, że chce się dostać do zamku; nie znała kota, który lubiłby śnieg. 

– Zejdę po niego – powiedziała w końcu, chwytając szalik, który wcześniej położyła na oparciu kanapy. 

– A jak cię złapią? – zapytała z niepokojem blondynka, obserwując ubierającą się przyjaciółkę. 

– Będzie dobrze, nie łam się – zawołała rudowłosa, będąc już blisko dziury pod portretem. – Jak to mówią chłopcy? Bez ryzyka nie ma zabawy! Zaraz będę!

  Wybiegła z pomieszczenia, a Dorcas przysiadła bokiem z powrotem na fotelu, wiedząc, że dopóki Lily nie wróci, ona nie przestanie się stresować. Gryząc paznokcie, wpatrywała się w wejście do Pokoju Wspólnego, czekając na jej powrót. 

   Lily tymczasem przemknęła przez wszystkie korytarze, jak najszybciej mogła, jednocześnie czując,gęsią skórkę. Opustoszały Hogwart w nocy naprawdę potrafił być upiorny. Przyświecając sobie różdżką, dobiegła do wejścia, obok którego kręcił się Bingo, nie spotkawszy po drodze nikogo. Uchyliła głośno skrzypiące wrota, a jej ciało natychmiast owionął zimny podmuch grudniowej nocy. W ciemnościach zauważyła żółte ślepia kota, który się w nią wpatrzył.

– Chodź tutaj, kici, kici – powiedziała, jak najciszej mogła, jednocześnie wyciągając rękę przed siebie, by mógł poczuć jej zapach. – Rusz się, Bingo, zimno mi! 

– Imperio! 

   Kot zrobił ku niej dwa pierwsze dwa kroki, ale  Lily poczuła, jak z jej głowy odpływają wszystkie myśli. Zawładnęła nią nieopisana lekkość i błogość, zapomniała zupełnie, gdzie i po co się znajduje. Ostatnie, co pamiętała, to czyjeś głośne westchnienie i przeciągłe wycie wilka, niosące się echem po błoniach.

Beta – Lena 
_____________________________________________________
*Chłopcy nie mieli szans znać tego utworu, ale ja tak go uwielbiam, że nie potrafiłam dać innego. 

    O losie, w końcu!

     To chyba najdłuższa przerwa od ostatniego rozdziału na tym blogu, jakąkolwiek sobie zrobiłam. Już się tłumaczę, a przynajmniej spróbuję. Szkoła pochłania mnie do reszty, a do tego w ostatnim czasie w moim życiu zaszły spore zmiany, po których musiałam się jakoś wewnętrznie pozbierać. Wena mimo wszystko nie opuściła mnie ani na chwilę, a ja cały czas starałam się coś naskrobać. Mamy dzień przed Wigilią i powiedzmy, że w ramach prezentu pod choinkę przybywam z rozdziałem.

    Jak możecie zauważyć dotychczas strasznie skakałam z akcją czasowo, raz listopad, tam zaraz grudzień, ale mogę powiedzieć, że od teraz się to uspokoi. Teraz wszystko będzie toczyło się jednym ciągiem i śmiało stwierdzam, że to jest właśnie ten moment, kiedy zaczęło się dziać tak naprawdę. Pójdzie już jak lawina, więc sama muszę się zaopatrzyć w jakieś środki na uspokojenie, czy coś. XD
Kolejny rozdział na pewno będzie szybciej, bo jest wolne, więc będę sobie pisać. :D

    Jako, że już jutro Wigilia, chciałabym Wam złożyć, jak najlepsze życzenia, skarby. Dużo zdrowia, szczęścia, pomyślności, dużo miłości, spełnienia marzeń i samych sukcesów. Genialnym twórcom życzę oczywiście mnóstwa weny! <3 Wesołych Świąt, kochani, żebyście spełnili wszystkie swoje postanowienia noworoczne, jeśli takie macie. 

   Rozdział jeszcze niesprawdzony, ale już wkrótce powinno się to zmienić. Na dniach nadrobię również zaległości u Was, przepraszam, że jestem tak strasznie w tyle, teraz już wszystko powinno wrócić do normy! 

  Jeszcze raz Wesołych Świąt, trzymajcie się ciepło! <3


32 komentarze:

  1. Świetny pomysł z takim rozegranie akcji, czapki z głów 😘 rozdział bardzo mi się podobał,ale proszę o to abyś już nie znikała na dłużej niż miesiąc. W każdym razie życzę Ci Wesołych Świąt!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję pięknie!
      Wzajemnie Wesołych Świąt. ♡

      Usuń
  2. Hej ! Jestem tu nowa , ale twój blog jest niesamowity. Na pewno będę tutaj bardzo często zaglądać :) Wesołych Świąt :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję i również życzę wesołych świąt! ♡

      Usuń
  3. Kurczę, trafiłam dziś na Twojego bloga i muszę przyznać, że ostatnie godziny poświęciłam na czytanie! Baardzo podoba mi się sposób w jaki piszesz i relacje między Huncwotami. Tak samo Lily i Dorcas, po prostu świetnie. Czyta się lekko i ciekawie i od razu mam chęć na więcej!
    Pozdrawiam i życzę Wesołych Świąt! :*
    Przy okazji jeśli miałabyś ochotę to zapraszam serdecznie do mnnie na http://meadowes-black.blogspot.com/ :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję pięknie za miłe słowa, do Ciebie również postaram się wpaść! ♡
      Wesołych Świąt!

      Usuń
  4. Heyo!
    Dzisiaj Wigilia, więc mam nadzieję, że miło ją spędziłaś 😘 U Ciebie też jest takie wrażenie, że jeszcze o 10:00 byłaś taka fit, a teraz to niczym boja?
    Kuźwaa, kocham Cię za tą lekcję tańca. Sam Syriusz był genialny. Jednak lekcje jego matki nie poszły samotną dróżką w odległą krainę snu, a przydały się. Nieco się zdziwiłam, że aż tak poważnie bierze sobie Syriusz ten taniec do serca. Tak niepodobne do niego, a jednak od zawsze miałam o nim takie wrażenie. Huh, cóż za paradoks.
    Ogółem to dalej rozplywam się nad Syriuszem. To jest mój mąż, kocham go. Czasami mam wrażenie, że miłość do postaci z książek powinna nie istnieć, a jednak... Twój Syriusz jest wręcz genialny <3
    Zastanawia mnie, kto to taki rzucił na Lily Imperio. Czyżby Severus, postanawiajac wdrożyć swój plan w ruch? A może jednak któryś z Huncwotów, żeby obronić pannę Evans przed Remusem? Ajajaj, pokręcone to.
    Dobrze, że teraz akcja pójdzie gwałtownie w górę B) Aż się nie mogę doczekać.
    Pozdrawiam i weny życzę ^^
    CanisPL
    WESOŁYCH ŚWIĄT

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam to samo, ledwo się kulgam, haha. 😂
      Nawet nie wiecie, jak się śmiałam, pisząc o tej lekcji tańca. Obraz tego w mojej wyobraźni mnie przerósł i musiał przerywać, żeby się wyśmiać. 😅
      Ja mam to samo z Jamesem, haha, nie jesteś sama, piąteczka! ♡
      A to już zobaczysz w kolejnym rozdziale. :D
      Wzajemnie, kochana! 💘

      Usuń
  5. podobało mi się jak James i Syriusz uczyli Remusa tańczyć. Myślę, że po ich lekcji Remus się trochę tego nauczy.
    Widać, że relacje między Lily i Jamesem są coraz lepsze. Między Syriuszem i Dorcas widać jakieś uczucie, ale pewnie jeszcze długo nie będą się do tego przyznawać.
    A jednak Snape znalazł sposób na wykonanie misji. Ciekawe jak to zrobi, żeby Huncwoci nie zauważyli Lily. I czy Voldemortowi spodoba się takie wykonanie.

    Czekam na kolejny rozdział.

    PS: Wesołych świąt i szczęśliwego Nowego Roku :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już niedługo te lekcje tańca będą dla nich wszystkich najmniejszym problemem. :c
      Dorcas i Syriusz... Moje plany wobec nich mnie samą przerażają tak szczerze.
      Dziękuję ślicznie za komentarz i również życzę Ci Wesołych Świąt oraz szczęśliwego Nowego Roku! ♡

      Usuń
  6. Rozdział bardzo mi się podobał. Lekcja tańca najbardziej mi się podobała. Widać, że relacje między Lily i Jamesem są coraz lepsze. Między Syriuszem i Dorcas widać jakieś uczucie, ale pewnie jeszcze długo nie będą się do tego przyznawać.
    Snape jest idiotą. I to stwierdza osoba, która pisze z nim opowiadanie miłosnie.
    Czekam na następny, kochana :)
    All the love xxx

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dlaczego ty kopiujesz komentarze ludzi z gory? slowo w slowo o.o

      Usuń
    2. to zalosne bylo lol

      Usuń
    3. Spokojnie, po co siać ferment.
      Dziękuję za komentarz. :)

      Usuń
  7. Jestem, spóźniona, ale jestem. Mam kieliszek wina, kilka pierniczków i muzykę z tego rozdziału w tle (w ogóle to idealnie z nią trafiłaś, uwielbiam tą wersję walca), więc mogę w końcu zabrać się za komentarz.
    Lekcja tańca - mistrzostwo, serio, tak właśnie ją sobie wyobrażałam. Uwierz, nieźle się uśmiałam na tym fragmencie. Remus, pamiętaj, ja też mogę nauczyć cię tańczyć, nie będziesz musiał robić za kobietę i na pewno wszystko ci pokażę. Wszystko.
    Syriusz, nie wiesz, że palenie szkodzi? Skoro James nie pozwala ci palić, masz tego nie robić, rozumiemy się? Kto jak to, ale on o ciebie dba najlepiej i wie, co dla ciebie dobre.
    W ogóle dzięki Twojemu opowiadaniu na nowo pokochałam Syriusza. Wcześniej nie byłam do niego aż tak przywiązana, ale tutaj dosłownie kradnie moje serce na każdym kroku. Wystarczy, że powie słowo, zrobi krok, a ja już go uwielbiam. Oczywiście to nie zmienia faktu, że nadal moją największą miłością jest Remus. Ale poważnie, masz ogromnego plusa za Syriusza.
    Rozwijająca się relacja Jamesa i Lily jest cudowna, wciąż jeszcze mają co do siebie pewne obawy i nie są zbyt pewni swoich uczuć, ale widać, że wszystko zmierza w dobrym kierunku. Ach, no i Dorcas oraz Syriusz. No błagam, oni są cudowni. To zabawne, że Syriusz jest takim chojrakiem, a przy dziewczynie staje się większym wstydziochem niż Remus czy Peter. Jeśli jakaś kobieta doprowadza go do takiego stanu, to znaczy, że coś się zaczyna dziać.
    Tylko ten Snape... Ale mnie szlag trafił. Gdy pojawiła się scena z kotem, już wiedziałam, że coś się stanie. No i proszę. Mam dziwne wrażenie, że Snape rzucił na Lilkę urok i teraz zaciągnie ją do bijącej wierzby, gdzie może natknąć się na Lupina zmienionego w wilkołaka. On nie będzie w stanie nad sobą zapanować i rzuci się na Lily. Huncwoci zostaną ukarani, Lilce stanie się krzywda, a Severus będzie w siódmym niebie. Jeśli taki jest plan Snape'a, to koleś ma mocno nasrane w bani (ciśnie mi się na usta gorsze słownictwo, ale się od niego powstrzymam). Mam jeszcze kilka innych opcji jego planu, ale na razie zachowam je dla siebie, ta jako pierwsza wpadła mi do głowy i po prostu musiałam się nią z Tobą podzielić. Nie wiem, czy jest prawdziwa, ale, jak to ja, mam jeszcze kilka ewentualności. No i może być też taka opcja, że to jednak nie Snape rzucił na nią Imperiusa. O matko, mam mętlik. Idę po kolejny kieliszek wina.
    Pamiętaj, jeśli ktoś z nich ucierpi, a Snape dostanie to czego chce, uduszę Cię.
    Żartuję.
    W zamian machnę drastyczny rozdział.
    O tak, to będzie dobre.
    W sumie już taki machnęłam...
    Ok, jestem bez serca. Ty jesteś cudowną kobietą, ja - potworem w ludzkiej skórze. Można mnie zabić.
    Mówisz, że teraz zaczęło się dziać... To ja już lecę po leki do mojej apteki (lol, rymuję), trzeba się przygotować na emocje. Jeśli chcesz, mogę Ci kilka podrzucić, niedługo Ci się przydadzą (nie, wcale nic nie sugeruję).
    Rozdział jest super, początek wygrywa wszystko, no i, jak mówiłam, to zakończenie... No mocno zbiło mnie z pantałyku. Czekam, cierpliwie czekam i mam nadzieję, że jakoś mi to wynagrodzisz. No i że teraz dodasz rozdział wcześniej, bo chyba uschnę.
    Ściskam, Marina.
    PS. Przy okazji życzę Ci szczęśliwego Nowego Roku! Wiader weny i zniżek na leki uspokajające też Ci życzę, bo to w sumie podstawa w naszej "branży".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej, hej, co Ty mi się tu rozpijasz? Przyhamuj troszkę, dziewczyno, bo w takim tempie popadniesz w alkoholizm.
      Tak serio, to dziękuję Ci za śliczny, motywujący komentarz, dostałam takie kopa weny, że aż sama się zdziwiłam. Wzięłam sobie właśnie kakao (nie wino!) i zaczynam pisać!
      Co do lekcji tańca, przyznam szczerze, że przy niczym, podczas pisania, się tak nie uśmiałam. Na prawdę, co chwila przerywałam, żeby się uspokoić.
      Ach, widzę, że Wy wszystkie takie zakochane w tym Syriuszu. Ale to dobrze, to znaczy, że wyszedł mi dokładnie tak, jak miał wyjść. :D
      Co do Jamesa i Lily to jest to dopiero pierwszy stopień bardzo wysokich i stromych schodów. Jeszcze im daleko do związku, ale do miłości tylko o krok. Hm, jakich ja mądrych słów zaczęłam używać, aż się siebie boję.
      Snape ma nasrane i to poważnie, ale kompletnie nic Ci nie zdradzę. Nie potwierdzę, nie zaprzeczę, nie zrobię nic, żeby nakierować Twoje podejrzenia na odpowiedni tor. Poczekasz sobie, Sherlocku, hihi. :D
      Ty mi proszę nie groź, moja kochana, bo czy ja Cię doprowadzę do zawału, czy nie, to i tak mnie dobijesz swoim rozdziałem. :') Tak czy siak nie ma dla mnie nadziei!
      Możesz podrzucić, czuję, że się przydadzą.
      A dodam wcześniej, może nawet jeszcze w tym roku. :D
      Buziaki!
      PS. A wzajemnie, a zniżkę sobie u Ciebie załatwię. :D

      Usuń
    2. Ja nie piję na umór, ja się rozkoszuję wybitnym smakiem.
      Hmm, Sherlock, podoba mi się.
      Och, nadzieja zawsze jest. Jak mówiłam, niedługo się uodpornisz, gwarantuję. Tyle osób się u mnie uodporniło, że i z Tobą sobie jakoś poradzę *uśmiecha się jak głupia*
      Świadomość, że mój komentarz aż tak Cię zmotywował, wprawia mnie w euforię. Muszę częściej Cię motywować i inspirować, hahaha :D
      PS. Zniżka już wklepana, możesz wpadać śmiało i brać co Ci się spodoba.

      Usuń
    3. Każdy alkoholik sobie tak na początku powtarza. 😏
      Ano musisz, już mam ponad dwie strony dziesiątego rozdziału! ♡
      Oki, to ja jutro wpadnę.

      Usuń
    4. Och, damn.
      Skoro tak, to przy następnym opublikowanym poście machnę Ci taką przemowę, że będziesz pisać jeszcze szybciej. W ogóle to nie wiem czy tylko ja tak mam, że gdy w rozdziale jest super hiper akcja to piszę mi się go szybciej i łatwiej niż taki, który jest w miarę spokojny. Jeśli tylko ja, to znaczy, że jestem uzależniona od adrenaliny :")
      Zapraszam!
      W ogóle to uwielbiam Twoją ikonkę, nadal nie mogę się napatrzeć ❤

      Usuń
    5. Mam dokładnie to samo, dzisiaj piszę dalej. ♡ Sama się boję tego rozdziału, haha.
      Gemma jest śliczna, aww!

      Usuń
  8. Wpadłam na Twoje opowiadanie, przegrzebując spam na starym blogu, bo właśnie skończyłam czytać takie jedno Tomarry (na którym notabene cholernie się zawiodłam). Zobaczyłam przeuroczy szablon (co do postaci w nagłówku mogłabym się czepiać, ale kolorystyka, czcionka i te tabelki — bajka!), w miarę trzymające się akapity w nowym rozdziale, więc od razu przeskoczyłam do jakiegoś opisu. Huncwoci. Meh, optymizm troszkę ze mnie zszedł, ponieważ mam nieprzyjemne doświadczenia z opkami tego typu, ale pomyślałam sobie, że skoro jestem w trakcie czytania opowiadania o Petunii Evans, to może warto dla równowagi mieć na oku drugą stronę barykady. Zwłaszcza że dziewięć krótkich rozdziałów to nic takiego. Przeczytałam całe Twoje opowiadanie w jeden dzień i pierwsze, co mi się rzuciło w oczy: JEZUSIE NAZAREŃSKI, dlaczego retrospekcje piszesz wielkimi literami? W internetach takie nadużywanie caps locka to krzyk. Dołożyłaś do tego jeszcze kursywę i jakieś makabrycznie ogromne przerwy między akapitami — moje oczy idą się utopić. Gdybyś normalny tekst miała pisany kursywą — okej, jakoś trzeba zaznaczyć te wspomnienia, ale aktualne zdarzenia masz pisane zwyczajną czcionką, do retrospekcji wystarczy kursywa. Wielkie litery to potworny grzech i tortura dla oczu, zarezerwuj to sobie na jakieś podkreślanie wywrzeszczanych słów. Czytałaś HP (a propos, prolog masz w niektórych miejscach przepisany z książki, wypadałoby w a/n napisać, że dialogi i niektóre opisy to cytaty z książki, inaczej ktoś złośliwy mógłby zgłosić to jako plagiat, po co kusić czepialskich), więc wiesz, jak to wygląda — w końcu Harry w piątej części nieźle sobie pokrzyczał na przyjaciół.
    Przejdźmy do samego opowiadania. Żeby Cię nie zdziwiła długość moich komentarzy (komentarzY, bo już wiem, że w jednym się nie zmieszczę) — lubię się rozgadać. Już w prologu zauważyłam, że macie z betą problemy z interpunkcją (kto nie ma!), ale nie wynika to z jakiejś konkretnej zasady, zwyczajnie powinniście dokładniej czytać teksty, żeby wyeliminować jakiś przypadkowe przecinki albo wstawić je tam, gdzie zostały pominięte. Spostrzegłam też kilka zjedzonych przed albo po pauzach spacji, więc troszkę więcej dokładności. Co do szyku zdań — po napisaniu rozdziału radzę Ci odczekać jakiś czas (jeden dzień tak optymalnie, ewentualnie noc: kiedy kończysz wieczorem, prześpij się i na drugi dzień jeszcze raz przeczytaj — koniecznie NA GŁOS — gotowy tekst), zanim go opublikujesz. Czytanie na głos to bardzo przydatna metoda i pozwala niemal w całości wyeliminować grubsze błędy interpunkcyjne i jakieś kwiatki w szyku wyrazów. Łatwiej znajdziesz niepotrzebne powtórzenia albo dziwne synonimy (ograniczaj nazywanie Lily „rudowłosą”, to najprostsze, a przecież można użyć wielu innych synonimów, które brzmią bardziej naturalnie, zwłaszcza że piszesz w trzeciej osobie), a także poprawisz dziwnie brzmiące zdania. I ostatnia formalna sprawa — nie robisz akapitów. Te trzy spacje, które wstawiasz, nie można nazwać akapitami, to wygląda niechlujnie i zwyczajnie źle się to czyta. Sama siedzę na Starym Onecie, więc kody muszę wklejać ręcznie, ale Ty na blogspota możesz poszukać kodu, który wklejasz w szablon albo w css i nie musisz się martwić o akapity, tylko musisz pamiętać, żeby w Wordzie nie wstawiać niepotrzebnych spacji. Wystarczy wpisać w Google.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zanim w ogóle zacznę czytać kolejne komentarze spieszę z wyjaśnieniem wielkich liter. Nie wpadłabym na to, żeby to wszystko pisać caps lockem, to jest tylko i wyłącznie kursywa. Niestety, szablon ma coś takiego w sobie, że zmienia automatycznie kolor liter i robi z nich drukowane, kiedy tylko zaznaczę cokolwiek kursywą.
      Niestety, nie znam się na css, więc nie potrafię tego naprawić. Pytałam kilku osób i one również nie wiedzą.
      Co do cytatów, faktycznie, powinnam napisać skąd są, zaraz to naprawię, dziękuję za zwrócenie uwagi.

      Usuń
  9. Fabuła. Powiem już na starcie: nie lubię Lily. Wybitnie nie lubię jej w kanonie i z tych samych powodów nie lubię jej u Ciebie, co akurat jest na plus, ponieważ przeniosłaś jej charakter z książki do fanfiction. Oczywiście względnie, ponieważ zachowanie Lily jest nieco wyrwane z kontekstu, a niektóre sceny pachną mi zapychaczami. Np. dlaczego Lily ma totalnie wywalone na Snape’a? Gdyby jej myśli zaprzątały jakieś niezwiązane z nim sprawy — okej, nie ma czasu na byłego przyjaciela. Ale przez znaczną część pierwszego rozdziału Lily robi pod siebie ze strachu o wojnę, a to ma związek z Severusem. Tak, nadal pamiętam, że to opowiadanie ma być głównie o relacjach Jamesa i Lily (a w tle Huncwoci, do których Snape nie należy), lecz znacznie ładniej by wyglądało, gdyby zapominanie o Snapie wyszło płynnie. Pamiętaj, że historia Lily nie zaczyna się od momentu pierwszego rozdziału, ale trwała przed nim; dziewczyna jest już w szóstej klasie, ma jakieś relacje z uczniami, ma odczucia co do nich. Jednak jest jedna sprawa, która niesamowicie mi się spodobała — wplecenie do opowiadania rodziców Neville’a. Zwykle przyjaciółmi głównych bohaterów/jakimiś uczniami są postacie OC (jakaś Mary, John i inni papierowi bohaterowie), a Ty postawiłaś na kanon.
    Zdecydowanie lepiej czyta mi się o perypetiach Huncwotów, mimo że za nimi również nie przepadam. Cieszy mnie to, że się uczą, chodzą na treningi, robią żarty, sprzeczają się ze sobą… To wszystko jest jeszcze bardzo swobodne, mimo że wojna zaczyna siać mrok na świecie. Podoba mi się, że mimo wszystko wprowadziłaś wątek wojny, zanim skończyli szkołę, bo zwykle w opkach o Huncwotach wojna albo jest tak odległa (i prawie wcale się o niej nie wspomina), że nie ma wpływu na ich życie, albo zaczyna się dopiero po tym, jak nasza święta „czwórca” kończy szkołę. Tak tylko zapytam — skoro James ma ochotę na piwo kremowe (rozdział czwarty), dlaczego nie użyje peleryny-niewidki, mapy, nie wstąpi do kuchni i nie ukradnie trochę?
    Widzę, że lecisz też z fabułą. Piszesz z perspektywy dwóch (Huncwotów weźmy za jednego) bohaterów, rozdziały masz krótkie i idziesz raczej małymi scenkami, więc musisz uważać, żeby nie zrobić z postaci papierowych ludzików, a z Hogwartu — przezroczystego tła. Bardzo mnie kusi, żeby wypowiedzieć się dokładnie co do każdego rozdziału, ale boję się, że komentarz musiałabym dzielić na piętnaście części; spokojnie, jeszcze będziesz miała okazję zobaczyć mnie w akcji, bo zamierzam zostać u Ciebie na dłużej, mam nadzieję, że do końca, o ile będziesz skłonna informować mnie o nowościach. Zostawię adres gdzieś na dole. Trochę nie podoba mi się naiwność pewnych wątków. Np. ta walka Huncwotów i śmierciożerców (zapomniałabym — śmierciożercy małą literą) nie wypadła zbyt realistycznie, chociaż czy mam prawo się czepiać, skoro sama Rowling dała nam mnóstwo przykładów, że garstka nastolatków może mierzyć się z grupą wykwalifikowanych, doskonale władających magią czarnoksiężników? Po prostu muszę przywyknąć, że jedne opowiadania są mega realistyczne i człowiek się wczuwa, a inne mają być lekką rozrywką na ciężki, zimowy wieczór. Jednakże — mimo tego wytłumaczenia — nadal nie mogę dojść, po jaką cholerę Huncwoci postanowili łazić po lesie. Takie to z deczuszka naciągane, nie sądzisz? Bo gdyby nie poszli, nie zaatakowaliby ich śmierciożercy, a gdyby nie zaatakowali ich śmierciożercy, nasze loszki nie mogłyby im pomóc.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O Severusie usłyszmy jeszcze raz, to pominięcie go na początku przeze mnie było zrobione troszkę celowo. Może masz rację, może faktycznie troszkę za bardzo to zrobiłam.
      Mała poprawka, oni są już w siódmej klasie, nie w szóstej. Zastanawia mnie troszkę, jak można nie lubić praktycznie żadnego z bohaterów (Lily, HUncwotów), a mimo wszystko czytać? Oczywiście nie zrozum mnie źle, po prostu ludzka ciekawość.
      Nie mam pojęcia, jak w ich sytuacji można pominąć wątek wojny, przecież jest on jednym z tych kluczowych.
      Co do długości rozdziałów nie uważałam nigdy, że są aż tak wybitnie krótkie.
      Wybacz, ale wcale nie piszę tylko z perspektywy Huncwotów i Lily, przewinął się Snape, do tego dojdą jeszcze inne postacie, ale mam zamiar robić to stopniowo.
      Z przyjemnością mogę informować, jeżeli tylko zapragniesz.
      Co do walki Huncwotów i śmierciożerców, myślę, że i tak jakoś z tego wybrnęłam. Jak kiedyś czytałam ff o Huncwotach byli najlepszymi wojownikami na świecie i starli wroga w drobny mak, a to chyba nie tędy droga.
      Może to było naiwnie, ale nie sądzisz, że zawsze musi być stworzona jakaś sytuacja, żeby inne wydarzenia mogły dojść do skutku? Takim tokiem rozumowania można powiedzieć, że wszystko, co tutaj piszę, jest naiwne.
      Hm, troszkę dotknęło mnie to zdanie, w którym mówisz o tym, że musisz przywyknąć do opowiadań realistycznych oraz takich, które są wyłącznie rozrywkowe. Mimo wszystko, krytyka jak najbardziej mile widziana, chylę głowę.
      Och, jak ja nie lubię, jak na dziewczyny mówi się loszka, to taki brak szacunku. Może tylko moje spaczenie, ale jednak.

      Usuń
  10. Same opisy (pojedynku, otoczenia, czynów) są całkiem ładne i przyjemnie się to czyta, ale nadal masz problemy z przedstawianiem uczuć. Dmuchanie na włosy i nerwowe gesty to jedno, ale jeszcze wypadałoby zajrzeć, co tam tej Lily czy Jamesowi w duszy gra. Narrator trzecioosobowy nie musi się nad tym jakoś specjalnie rozdrabniać, ale jednak watro chociaż napomknąć. Ach, przypomniałam sobie. Zdarza Ci się mieszać czas przeszły z teraźniejszym. Nie powinno się tak robić, niestety musisz zdecydować się na jeden czas, a jeśli już koniecznie chcesz użyć teraźniejszego, robisz to w takich sytuacjach, kiedy coś jest jasne od dawna (np. Hogwart jest szkołą dla czarownic i czarodziejów, Polska jest krajem katolickim). W innych sytuacjach (np. jak tutaj: „Syriusz czuł, że leży na czymś miękkim” — leżał) niestety trzymaj się czasu przeszłego. Podobają mi się relacje Huncwotów. Nie polegają tylko na docinkach i heheszkach, chłopcy potrafią też o siebie zadbać i okazać te uczucia. Moim zdaniem jednak troszkę za mało Glizdogona, chociaż cieszę się, że i u Ciebie jest przynajmniej neutralny. Już tyle się naczytałam, jaki to on nie jest zły, ciamajda, głupek, paskudnik, fatalny przyjaciel… A gdyby taki był, James i Lily pozwoliliby, żeby został strażnikiem ich tajemnicy?
    W szóstym rozdziale nie wyjustowałaś tekstu. Powinnaś także popracować nad różnorodnością wypowiedzi bohaterów. W normalnym życiu każdy ma jakieś swoje powiedzonka, jedna osoba robi błędy (mam koleżankę, która notorycznie myli przynajmniej z bynajmniej, na dodatek nadużywa tego słowa), ktoś inny przeciąga sylaby albo się jąka. Wiadomo, nie musisz każdemu poświęcać tyle samo uwagi, jakaś sprzedawczyni czy anonimowa uczennica, która odzywa się dwa razy w opowiadaniu, nie musi być jakoś wykokszona, ale mogłabyś popracować nad Huncwotami, Lily i jej koleżankami. Wydaje mi się, że Syriusz (wychowany w arystokratycznej rodzinie) mimowolnie będzie wypowiadał się nieco wytworniej niż Peter czy Lupin, którzy żyli w przeciętnych, średnio zamożnych rodzinach. Oczywiście to moja interpretacja, Ty możesz nadać własną (a nawet to wskazane), ale niech ci bohaterowie choćby przez same wypowiedzi będą barwni, bo (póki co) są troszeczkę bladzi. Nie są papierowi, ale brakuje im nasycenia, zwłaszcza że piszesz w trzeciej osobie, co nie ułatwia kreowania bohaterów, bo są przepuszczani przez filtr neutralności narratora. Wiadomo, jeśli masz pierwszą osobę, to zawsze ten główny bohater jakoś ocenia pozostałe postacie, co nie do końca musi być zgodne z kanonem, ale dodaje im rumieńców. Za to bardzo się cieszę, że Dumbledore wyciągnął konsekwencje z tego, co się stało w Zakazanym Lesie, zwykle jakieś porwania, morderstwa czy inne nieprzyjemne sytuacje są ignorowane, aczkolwiek zaniepokoił mnie ten bal sylwestrowy, mam nadzieję, że nie zawieje melodramatem. Wplecenie fragmentu ze Snape’em to fajny zabieg, ale dlaczego Voldemort miałby się przejmować jakimiś dzieciakami? Po co miałby zlecać zabicie któregoś z nich? Już nie lepiej wszystkich świadków, żeby było realniej? No wiesz, zlikwidowanie niepotrzebnych par oczu, te sprawy… Chociaż to i tak bez znaczenia, bo Dumbledore i inni nauczyciele już o wszystkim wiedzą. I dlaczego Lily? Nie kupuję tego wątku, za bardzo naciągany, ale zobaczymy, jak się to dalej potoczy. Podoba mi się wprowadzenie muzyki do rozdziału (chociaż takiej muzyki przyprawionej na stałe do bloga nienawidzę), sama często tak robię i lubię u innych, dlatego odpaliłam, łaj not. A tu witają mnie „Noce i dnie”. Ta melodia — przy jakimkolwiek fanfiku, scenie, CZYMKOLWIEK — zawsze będzie mi się kojarzyła z umorusaną Barbarą w kurniku, która wyobraża sobie Toliboskiego wchodzącego do stawu w tych wspaniałych, białych spodniach. I jeszcze Syriusz tańczący z Remusem, to jest to, mój fangirlizm co do Wolfstara tańczy razem z nimi. Ta lekcja tańca jak najbardziej na plus, nareszcie jakieś oderwanie od Jamesa i Lily.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co do mieszania czasów, przyznaję, mam z tym problem, mimo wszystko powoli nad tym pracuję.
      Co do bezbarwnych bohaterów - też troszkę zabolało, ale mimo wszystko wezmę Twoje słowa głęboko do serca.
      Przepraszam, a co rozumiesz, jako melodramat?
      Wybacz, to już niestety nie moja wina, że dana melodia kojarzy Ci się tylko i wyłącznie z tą sceną.
      Nareszcie? A ja się cieszyłam, że jakoś potrafię to dzielić i nie skupiać się tylko na nich. Widać, jednak nie.

      Usuń
  11. Piszesz, że wiesz, że akcja leci jak szalona… ech, nie musiałaś pisać, w jednym krótkim rozdziale zawarłaś dwa miesiące. Wiesz, że dwa miesiące to dla nastolatków masa czasu? W tym czasie może się wiele zdarzyć, a Ty wcisnęłaś tam jeszcze scenę z Severusem, więc Huncwotom i Lily nie poświęciłaś za dużo czasu. Zaledwie króciutki akapicik o Syriuszu i Dorcas. Chciałabym się więcej o nich dowiedzieć, a sama „niewiadoma potrzeba spędzania czasu, milcząc” to niewiele. Mam wrażenie, że na siłę chcesz ich zeswatać, jak to się robi w setkach huncwotowych fanfików. Jeśli nie chcesz popaść w sztampę, albo to rozwiń, albo daj spokój tej parze, bo jeśli ma się coś robić po łebkach, żeby tylko było, to chyba lepiej nie zaśmiecać opowiadania, które może być całkiem zgrabnie napisane. I chyba wiem, dlaczego tak lecisz z fabułą. Spieszno Ci do akcji, do rozkazu Snape’a, do balu sylwestrowego, ale keep calm, przysiądź nad fabułą, wymyśl kilka fajnych scenek, które nie będą zapychaczami, a jednocześnie pokażą, jak rozwijają się relacje między bohaterami. Nie musisz tego wszystkiego robić w jednym rozdziale. Pierwszy rozdział to tak naprawdę jeden dzień, a dziewiąty to dwa miesiące. Widzisz, jaka jest dysproporcja? To nie wygląda dobrze, cały czas mam wrażenie, że między ósmym rozdziałem a końcówką dziewiątego jest jakaś ogromna dziura. Biała plama z odznaczającą się niewyraźnie scenką tańczącego Syriusza i Remusa. Wiem, że każdy autor ma jakieś swoje ulubione scenki, ja również, też bym chciała już wyjść bohaterami z Hogwartu, a czeka mnie jeszcze ponad półtora roku mordęgi z ubarwianiem szkolnej rutyny (przecież tylko Harry i przyjaciele mieli takie przygody na każdym roku, innym uczniom nie zostało to dane), ale trzeba zacisnąć zęby i iść krok po kroku w stronę celu. Pomyśl o tym, bo to dopiero pierwszy rozdział z takim defektem, masz jeszcze czas, żeby pozmieniać, coś ulepszyć w wizji przyszłych rozdziałów, coś dodać, bo potem możesz mieć problem.
    No, to by było na tyle, i tak już wystarczająco się rozpisałam, mam nadzieję, że nie odpuściłaś sobie czytania tego po drugiej części. Jak wyżej — byłabym wdzięczna za informowanie o nowościach, konto na blogspocie mam tylko dla zasady (przynajmniej teraz, dopóki każdy mój blog jest jeszcze aktywny na Onecie). Życzę chęci i prędko kolejnego rozdziału, bo miałam nadzieję, że rozłożę sobie Twoje opowiadanie na kilka dni, a łyknęłam je w jeden wieczór i znów nie mam co czytać. :)
    http://dark-love-riddle.blog.onet.pl/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie musiałam, ale mimo wszystko napisałam. Przeskoczyłam, bo masz rację, spieszy mi się do akcji, nie tylko do balu, ale do tego, by coś w końcu zaczęło się dziać. Nie będę opisywać każdego dnia, tego co robią itd., bo po prostu popadłabym w rutynę, a główny zamysł tego opowiadania to nie jest ich szkolne życie, a wojna i dorosłość po ukończeniu Hogwartu. Jak zacznę się rozdrabniać tutaj, to epilog dodam za sześć lat.
      Co do Syriusza i Dorcas, mam na nich swój własny pomysł, nie traktuję ich jako dodatek, czy ubarwienie fabuły. Szkoda, że tak to odebrałaś.
      Dysproporcje faktycznie są, ale nikt mi nie powie, że nawet sama Rowling nie skakała czasami o cały miesiąc.
      Nie odpuściłam, wszystkie słowa są ważne. Dziękuję bardzo za tak dokładną analizę i wytknięcie tylu błędów, na pewno wezmę to wszystko bardzo do siebie.
      Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
    2. Ależ niech Ci nie będzie przykro, że nie lubię Huncwotów, nie podobała mi się ta czy inna scena, że uważam Twoje opowiadanie za lżejsze. To przecież nic złego (zwłaszcza to ostatnie), ponieważ opowiadania zawsze mają mniejszy lub większy realizm, a już przede wszystkim przy fanfikach do takiej serii. Ty po prostu napisałaś coś a la HP, ale z bardziej rozbudowanymi opisami (nie ma co się łudzić, Rowling nie jest mistrzynią szczegółowych opisów). Może faktycznie jest to „wina” tematyki — piszesz o Huncwotach w szkole. O ludziach dobrych, więc ciężko tu wplatać jakiś miażdżący realizm, który przeważnie wychodzi przy scenach makabrycznych czy nie do końca wesołych. Jednak nie poruszasz tematu religii czy Boga, wojna dla Huncwotów nadal jest tylko teoretyczna (nawet po tym, co zdarzyło się w lesie) — to nic złego, ale w porównaniu do opowiadań typu „Pojmany umysł” Twoje fanfiction (przynajmniej na razie, bo może — mam taką nadzieję — zechcesz nas zaskoczyć po skończeniu Hogwartu i fabuła stanie się bardziej rzeczywista) wypada dość rozrywkowo. Uno momento, muszę sobie jeszcze raz sprawdzić, co to za śmierciożercy poza Malfoyem zaatakowali Huncwotów. Ok, wystarczy mi, że śmierciożerców było trzech. W Twoim opowiadaniu zwyczajnie się poszarpali, Syriusz oberwał Cruciatusem (ale nie na długo, skoro zaraz potem otrzepał się i wstał, został nim dosłownie lekko popieszczony — jak Harry przez Voldzia w HP4). Śmierciożercy rzucają na chłopców Drętwotę, odbijają Expelliarmusy. To jest wszystko bardzo ładne, plastycznie to opisałaś, ale pomyśl: czy śmierciożercy (wzorowani na SS-manach) bawiliby się pod Hogwartem z uczniami? Czy od razu porwaliby ich (jeśli zachciało się im tortur) albo zwyczajnie pozabijali? Oczywiście nie ma nic złego w Twojej interpretacji śmierciożerców, jest ona jak najbardziej zgodna z kanonem, ale — w porównaniu do interpretacji idących w kierunku realistycznym — Twoja wypada lekko. Jeśli jestem po ciężkim dniu w pracy i na uczelni, wolę sobie otworzyć takie opowiadanie, w którym nie ma ciężkich przemyśleń, skomplikowanego opisu tortur i brutalnej rzeczywistości. To nic złego, sama piszę i takie, i takie opowiadania. Pytasz, jak mogę czytać opowiadanie o Huncwotach i Lily, nie lubiąc Huncwotów i Lily. To proste — nigdy nie czytam opowiadań wyłącznie dla głównych postaci. Gdyby się uprzeć — lubię Snape'a, a występuje w tym fanfiku, więc dodatkowy plus. :) Czytam książki czy opka dla czegoś więcej. Dla fabuły, opisów, zgrabnych dialogów, czasami dla samego autora (Rice <3). Owszem, jest super, kiedy lubi się głównych bohaterów. Np. podobali mi się „Krzyżacy”, ale Zbyszko wybitnie działał mi na nerwy. Tak samo jestem od lat zakochana we wszystkich książkach z „Kronik wampirów”, ale nie lubię Lestata, mimo że jest narratorem (pierwszoosobowym!) większości z nich. Powiem Ci więcej — nie lubię swojej głównej bohaterki z DLR (przynajmniej na początku opka), ale reszta — wczuwanie się w nią, analizowanie, przepuszczanie rzeczywistości przez filtr jej uprzedzeń, cały świat przedstawiony — sprawia mi ogromną frajdę. Jak czytanie wszystkiego, co mogę poanalizować. Mogłabym Ci kadzić i wymieniać wszystko, co jest dobre w Twoim opowiadaniu (a masz kilka mocnych stron), tylko pytanie — wolisz się rozwijać czy skończyć to opowiadanie na poziomie, na którym jesteś. Nie przejmuj się tym, że ta muzyka kojarzy mi się tak, a ten bohater czy scena nie podoba mi się, bo to kwestia mojego gustu. Masz mnóstwo innych czytelników, którzy mogą myśleć zupełnie inaczej (ale z różnych powodów tego nie napiszą), lecz nie kieruj się tym, co im się podoba, a co nie. Kieruj się dobrem opowiadania, a jeśli jakaś scena czy zabieg jemu nie zagrozi, twórz to tak, jak Ci się podoba. Piszesz, że nie będziesz opisywać każdego dnia Huncwotów. Ależ nikt od Ciebie tego nie wymaga, bo wszyscy pomarlibyśmy z nudów (łącznie z Tobą przed Wordem), ale warto powymyślać jakieś scenki-zapychacze (ale przedstawić je tak, żeby nie wyglądały na zapychacze), dzięki którym przedstawisz nam bohaterów, a same w sobie nie będą jakoś niesamowicie znaczące.

      Usuń
    3. Takim przykładem może być sprzątanie domu Syriusza w HP5. Niby nic, niby pierdółka, ale pokazało nam, jak Syriusz nienawidzi swojej rodziny. Dlaczego jej nienawidzi. Pokazało nam relacje między nim a Jamesem (wspomniał, że pomieszkiwał u jego rodziców). To nie ma żadnego bezpośredniego wpływu na przepowiednię czy życie Harry'ego, ale takie smaczki urozmaicają fabułę. Opko nie może składać się jedynie z akcji i pędzenia do tej akcji. Daj czytelnikowi odetchnąć. Dopiero co Huncwotów zaatakowano, dopiero co Remus przeszedł ciężką pełnię, a Ty już biegniesz do zaczarowania Lily i balu. Nie jest sztuką napisać, że bohater X jest inteligentny, charyzmatyczny i leniwy. Czytelnik nie uwierzy Ci na słowo. Ty musisz mu to pokazać, a nie ma nic lepszego od takich małych scenek. O, właśnie takich, jak ta nauka tańca. Pokazałaś nam, że Remus nie potrafi tańczyć i nie ma do tego drygu, a Syriusz (mimo że nie za bardzo chciał się uczyć) bez trudu opanował taniec, przyglądając się lekcjom Regulusa. To nam mówi (nie bezpośrednio, ale właśnie o to chodzi — zostaw nam troszkę miejsca na własne domysły i interpretację, czytelnik nie jest idiotą, wyciągnie odpowiednie wnioski), że Syriusz albo ma dar do tańczenia, albo po prostu nauka przychodzi mu bez trudu. Czytelnik ma frajdę, że coś takiego skojarzył, a Ty jesteś już poziom wyżej w pisaniu. Ty powinnaś jeszcze bardziej się na tym skupić, ponieważ wszyscy, którzy znają serię o HP, wiedzą, jak się skończy to opowiadanie (w prologu tylko potwierdziłaś nasze domysły). James i Lily będą razem, Harry zostanie osierocony. Dlatego tym bardziej powinnaś skupić się na wnętrzu opowiadania, na tych scenkach, które je tworzą. I idąc Twoim (w sumie nie tylko Twoim) tokiem myślenia — tak, gdyby nie te wszystkie znaczące wydarzenia (jak śmierciożercy pod Hogwartem), nie byłoby fabuły. Tak, tylko pomyśl, jakie jest prawdopodobieństwo, że w prawdziwym życiu to grupka Lily trafiłaby na Huncwotów? Przecież do Hogsmeade poszła masa innych uczniów, równie dobrze mogliby na nich trafić jacyś trzecioroczniacy ze Slytherinu, którzy zwialiby, gdzie pieprz rośnie. To zwyczajne prawdopodobieństwo, a Lily i przyjaciółki (poza tym, że imperatyw chciał, żeby pomogły Huncwotom) nie różnią się niczym od innych uczniów. Nie zawsze wszystko idzie po naszej myśli. Ja średnio to kupuję, inny czytelnik będzie zachwycony, a jeszcze ktoś totalnie to zaneguje. Kwestia gustu. Piszesz, że Rowling też skakała miesiącami. Oj, nie przypominam sobie, żeby aż tak strasznie skakała, a jeśli już, dawała nam bogatsze opisy tego, co działo się przez te trzy tygodnie czy miesiąc. Od Ciebie mamy króciutkie akapity. Wiem, że pamiętanie o tym wszystkim podczas pisania, myślenie o fabule, bohaterach, świecie przedstawionym i jeszcze użycie tej wiedzy w praktyce to bardzo dużo. Absolutnie niczego Ci nie narzucam. Możesz zastosować się do niektórych moich rad. Możesz je olać. Możesz zrobić wszystko, co Ci się podoba, tak naprawdę od Ciebie zależy, czy postawisz na rozwój, czy własną przyjemność podczas pisania. Te dwie rzeczy się nie wykluczają, ale dużo trudniej je osiągnąć. :)

      Usuń
  12. Hejka!
    Spóźniona (z resztą jak ostatnio u każdego z komentarzem xd), ale jestem. Lepiej późno niż wcale, no nie?
    I przyznam się bez bicia, że rozdział przeczytałam dość dawno i myślałam, że go skomentowałam, a tu patrzę - nie ma komentarza. :O
    Dobra, może już wezmę się za komentowanie rozdziału, bo gadam bez sensu i pewnie Cię tym zanudzam. xd
    Nieźle się ubawiłam, czytając o nauce tańca Remusa. Hehe xD Naprawdę dobrze Ci to wyszło. To było takie pozytywne. Jeszcze Syriusz i James razem w tańcu. A jak odpaliłam piosenkę, to myślałam, że padnę. xD Uwielbiam Cię za tę scenę! ^^
    I że później Lily zgodziła się na pójście na łyżwy. Czyżby Panna Evans czuła do Jamesa miętę przez rumianek? ;D
    Już nie mogę się doczekać, co będzie dalej, w sensie z ich relacją. Jak u innych zazwyczaj nie zwracam uwagi na wątek miłosny, tak tutaj chyba najbardziej to lubię. ;D
    I tutaj pozostał temat Snape'a. Jedno słowo ciśnie mi się na usta - baran, po prostu baran.
    Jak on mógł na Lily użyć Imperiusa?! Uch, brak mi słów...
    Jeszcze sposób "na kota". Nie wykazał się dużą inteligencją. A jakby ktoś inny wyszedł po tego kota? To co by zrobił? Ale to Snape. Tu nie ma co za dużo wymagać. :P
    I mam nadzieję, że Panna Evans nie ucierpi na tym...
    To chyba wszystko. Wiem, że komentarz nie powala. Ostatnio jakoś nie mam weny do pisania czegokolwiek. :P
    Pozdrawiam i dużo weny życzę! ^^
    P.S. U mnie jakiś czas temu pojawił się nowy rozdział. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nic się nie stało, dziękuję za komentarz. :D

      Usuń

Szablon
Fantazja
LOG