8 stycznia 2017

Rozdział X

    Severus zadrżał, słysząc ten przeciągły skowyt, ale mimo wszystko nie stracił trzeźwego myślenia. Odetchnął głęboko, następnie ze wzrokiem wbitym w plecy otumanionej zaklęciem Lily, podszedł do niej. Napotkał spojrzenie żółtych ślepiów kota, który wyglądał zupełnie tak, jakby wiedział, co się dzieje. Zbliżał się powoli, stawiając miękko łapy i nie spuszczając z niego wzroku. Snape, którego nerwy były na ostatnim włosku, nie mógł znieść tego spojrzenia pełnego pogardy, nawet jeśli należało ono tylko do zwierzęcia. Tupnął nogą, aby kot uciekł. Ten tylko zjeżył się i prychnął. Lily zakołysała się delikatnie, więc czarnowłosy przytrzymał ją jedną ręką, a drugą ręką wycelował różdżką w uparte stworzenie. Kiedy Bingo zrozumiał, co się święci, prychnął jeszcze raz, ale uciekł w głąb zamku, co chwila niespokojnie oglądając się za siebie.

   Chłopak odetchnął głęboko, po czym w końcu spojrzał na twarz rudowłosej. Stała prosto, tak jak nakazał, lecz jej zielone oczy były nieobecne, bez wyrazu. Na ślicznej twarzy błąkał się jedynie delikatny, rozmarzony uśmiech, a długie włosy rozwiewał wiatr, co sprawiło, że jeden z kosmyków zahaczył o jego twarz. Nie mógł oderwać od niej wzroku, tak bardzo za nią tęsknił przez te wszystkie miesiące wypełnione wyłącznie zimną pustką. Przez cały ten czas bardzo bolały go jej chłodne spojrzenia, brak chęci odnowienia kontaktu. W tamtym momencie, kiedy miał ją tak blisko, nie potrafił odstąpić od niej, choćby na krok. Wyciągnął drżącą rękę i delikatnie dotknął palcem wskazującym kącika jej ust.

– Przepraszam, Lily – wyszeptał, łkając. – Tak bardzo cię przepraszam. 

    Jego łzy skapywały na ziemię, a ciało całe się trzęsło. Mimo to sięgnął do kieszeni i wyjął z niej maleńki flakonik z fioletową cieczą. Przez drżenie dłoni miał problem, aby go odkorkować, ale, gdy w końcu mu się to udało, zawahał się. Jeszcze raz spojrzał na byłą przyjaciółkę, której wzrok cały czas był utkwiony w jednym punkcie. 

– Wypij – pomyślał w końcu, a Lily posłusznie wyciągnęła rękę po flakonik. 

      Po chwili rozległ się dźwięk tłuczonego szkła, a dziewczyna osunęła się w nadstawione ramiona Severusa, który złapał ją, niespokojnie oglądając się za siebie. Nie chciał, by hałas kogokolwiek przyciągnął. Wziął ją delikatnie na ręce. Rudowłosa spała, jej powieki były zamknięte, a klatka piersiowa miarowo unosiła się i opadała. Severus zamrugał kilka razy, by pozbyć się łez, napływających mu do oczu. Był zbyt zdesperowany, żeby teraz przerwać swój plan. Zaszedł już tak daleko, wiedział, że nie byłby w stanie powtórzyć całej akcji po raz kolejny. 

    Pocałował nieświadomą Lily w czubek głowy, starając się nie skupiać na słodkim zapachu jej włosów. Obejrzał się jeszcze za siebie, po czym wyszedł w ciemność nocy, niosąc bezwładną dziewczynę, a wiatr, który w tamtym momencie wpadł na korytarz, zgasił wszystkie pochodnie. 

***

    Na początku do jej świadomości zaczęły docierać dziwne, niepokojące dźwięki. Potem poczuła, że jej ciało jest całe skostniałe z zimna, do tego drżała gwałtownie, a dziwne zgrubienia cały czas wbijały jej się w żebra. Mimo to nie potrafiła otworzyć oczu, powieki dziwnie jej ciążyły, jak gdyby położyła się spać bardzo późno i za chwilę musiała wstawać. W jej podświadomości wzrastał coraz większy niepokój i strach, który sprawiał, że nie potrafiła się nad niczym trzeźwo zastanowić. Po kilku minutach walki samej ze sobą, Lily podniosła głowę, otwierając oczy. Nie zauważyła żadnej różnicy, bo naokoło było tak ciemno, że nie była w stanie zobaczyć własnego ciała. Zerwała się do pozycji siedzącej, jej oddech gwałtownie przyspieszył. Pod rękami czuła grube korzenie drzewa pokryte warstwą śniegu, a za sobą drapiący krzew. 

– Co to ma... – wyszeptała, szczękając zębami i zbierając się chwiejnie na nogi. Cały czas starała się przebić ciemność wzrokiem, ale nawet, kiedy jej oczy przyzwyczaiły się do takiego stanu rzeczy, niewiele mogła zobaczyć. 

   Miała ochotę krzyczeć, płakać z rozpaczy, ale resztki zdrowego rozsądku chroniły ją przed wpadnięciem w histerię. Zaczęła cofać się, sprawdzając jednocześnie po kieszeniach szlafroka. W tym samym momencie, w którym zorientowała się, że nie ma różdżki, uderzyła plecami o drzewo. Ze strachu wrzasnęła dziko, osuwając się po korze z powrotem na ziemię. Po jej policzkach spłynęły łzy, ale mimo to znowu podźwignęła się do pozycji stojącej.

   Złapała się rękami za skronie i zaczęła intensywnie myśleć, jednocześnie przypominając sobie, co ostatnio robiła. Wyjrzała przez okno, padał śnieg... Potem...

– Myśl, Evans, myśl – wyszeptała, gorączkowo zaciskając powieki. 

   Zobaczyła Bingo, który błąkał się obok zamku. Wypuściła powietrze z ust z głośnym świstem. Tak, zeszła go wpuścić, wcześniej rozmawiała jeszcze z Dorcas w Pokoju Wspólnym. Kiedy zbiegła po schodach i doszła do drzwi... 

– Chodź tutaj, kici, kici – powiedziała, jak najciszej mogła, jednocześnie wyciągając rękę przed siebie, by mógł poczuć jej zapach. – Rusz się, Bingo, zimno mi! 

– Imperio! 



   Lily otworzyła gwałtownie powieki. Ten głos. Znała go, nawet dobrze, ale w tamtym momencie nie potrafiła zidentyfikować. W pewnym momencie poczuła dziwny zapach. Pociągnęła nosem, dochodząc do wniosku, że to przód jej szlafroka wydziela te dziwną woń. Rudowłosa podniosła materiał dwoma palcami i przysunęła do nosa. 

– Przecież to jest Eliksir Słodkiego Snu – powiedziała sama do siebie, cały czas zawzięcie wciągając woń. 

    Zamarła. Poprzez subtelny zapach lawendy i ostry waleriany, do jej nozdrzy doszła jeszcze delikatna nuta mięty. Tylko jedna osoba dodawała aromatu eliksirowi, doprawiając go na koniec warzenia tą rośliną. 

– Severus... – wyszeptała, wypuszczając materiał z palców. 

   Połączyła fakty bardzo szybko. To on ją zaczarował, uśpił, a potem wyniósł do... no właśnie, dokąd? I dlaczego? Czy naprawdę aż tak mu się naraziła? Zatrzęsła się konwulsyjnie z zimna, otulając ciaśniej szlafrokiem. Nie miała pojęcia, co robić. Zaczęła domyślać się, że przebywa w Zakazanym Lesie, bo jej wzrok coraz bardziej odróżniał kontury gęstych drzew oraz krzewów. Gdzieś w oddali było słychać pohukiwanie sów, a wszechobecny szelest liści wypełniał jej uszy. Przestąpiła nerwowo z nogi na nogę, zastanawiając się, jak wielkie są jej szanse na przeżycie. Albo tutaj zamarznie, albo coś ją po prostu zje. Nie na darmo zawsze ostrzegano wszystkich przed wchodzeniem do tego lasu. Kiedy po raz kolejny usłyszała mrożące krew w żyłach wycie, postanowiła się ruszyć i spróbować odnaleźć drogę powrotną. Stawiając ostrożnie kolejne kroki, dziękowała sobie w duchu, że pod szlafrokiem miała ciepły sweter, w którym zazwyczaj spała, na nogi założyła ciepłe kozaki, zanim wyszła, a na jej szyi był ciasno owinięty szalik. Mimo to z jej ust wydobywała się gęsta para, a na umytych wcześniej włosach zaczął się tworzyć szron. Doszła do wniosku, że jeśli nawet przyjdzie jej tutaj zginąć, to nie podda się bez próby ocalenia.

***

   Kiedy śnieg w końcu przestał padać, zza gęstych chmur wyłonił się ogromny, jasno świecący księżyc. Syriusz na chwilkę zatrzymał się i przeciągnął z lubością, wszczepiając pazury mocno w ziemię. Co prawda noc była dość zimna, ale zdaniem Łapy nic nie było lepsze od wędrowania z przyjaciółmi poprzez lase, który w ciągu tych paru lat poznali już całkiem dobrze. James obejrzał się za nim, jednocześnie zahaczając rogiem o jedną z gałęzi drzew, co sprawiło, że na głowę spadła mu dość potężna warstwa śniegu. Black zaczął się śmiać, a po lesie echem poniosło się głośne szczekanie psa. Rogacz parsknął wściekle, po czym z powrotem odwrócił głowę. Hałas sprawił, że Remus drgnął, a jego ślepia zaczęły poruszać się niespokojnie. Machnął nerwowo przednią łapą, sprawiając, że Peter, który biegł przed nimi, wpadł w śnieżną zaspę. Syriusz zaczął śmiać się głośniej. James przystanął, tupiąc niespokojnie przednimi nogami, dając czarnemu psu do zrozumienia, że ma się uspokoić. Łapa spojrzał na dostojnego jelenia, który przyglądał mu się ze złością, po czym przewrócił oczami. Mimo to uspokoił się i podbiegł do zaspy, by wyciągnąć z niej wyjątkowo dużego szczura. Wypluł go z obrzydzeniem na ścieżkę, a ten pozbierał się i odbiegł od psa jak najdalej.

   Lunatyk cały czas niespokojnie rozglądał się na wszystkie strony. W pewnym momencie zaczął przyspieszać, węsząc zapamiętale, unosząc psyk do góry. James i Syriusz wymienili zaniepokojone spojrzenia, podążając za nim. W pewnym momencie Remus wyprostował się na tylnych łapach, zawył dziko i rzucił się biegiem w lewą stronę, nie zwracając uwagi na gęste rozstawienie drzew. Łapa szczeknął ostrzegawczo, po czym pobiegł za przyjacielem. James oraz Peter ruszyli za nimi. Rogacz, co chwilę zahaczał rogami o gałęzie, co skutecznie utrudniało mu pościg, a Glizdogon był po prostu za mały, by za nimi nadążyć. Remus wpadł w amok, z wściekłością przedzierał się przez gęstość lasu. Syriusz i James byli pewni, że coś musiał wyczuć, nie wiedzieli tylko co. Była ciemna noc, żaden człowiek nie zagłębiłby się do Zakazanego Lasu tak bardzo, choć nie było to jeszcze jego centrum. Na zwierzęta Lupin nie reagował... Syriusz biegł za nim, ile sił w łapach, słysząc za sobą swojego przyjaciela i spadające na ziemię gałęzie.

***

     Gdy księżyc wyjrzał zza chmur, w Lily wstąpiła nadzieja. Dość dobrze widziała, gdzie idzie i wybrała tę ścieżkę, gdzie drzewa zaczęły się przerzedzać. Podejrzewała, że właśnie w taki sposób szybciej znajdzie drogę do zamku. Nadal po jej głowie krążyło tysiąc myśli, a strach sprawiał, że drżała na całym ciele. Za każdym razem, kiedy stanęła na jakąś gałązkę, a ta z trzaskiem pękała pod jej ciężarem, podskakiwała do góry, ledwo powstrzymując się od krzyku. Starała się jak najmniej ściągać na siebie uwagę innych zwierząt, czy też stworzeń, które w jakikolwiek sposób mogły ją skrzywdzić. Niepokoiło ją wycie, przypominające skowyt wilka, które często się powtarzało. Do tego miała wrażenie, że z coraz większą częstotliwością i w coraz mniejszej odległości od niej.

   Och, gdybym tylko miała różdżkę, powtarzała w myślach, plując sobie w brodę, że nie zebrała jej ze sobą, kiedy schodziła po kota. Była pewna, że gdyby to zrobiła, na pewno czułaby się o wiele lepiej i dużo szybciej wyszłaby z lasu. Rozpaczliwie wpychała dłonie do kieszeni szlafroka, bo powoli traciła w nich czucie z zimna, lecz mimo wszystko jej ciało rozgrzało się od szybkiego marszu. Kiedy w oddali dojrzała plamki światła, już wiedziała, że jest blisko swojego celu. Drzewa były rozstawione w dużo większej odległości od siebie, więc ciemność przestała tak bardzo ją przytłaczać. Przystanęła na chwilę, żeby odetchnąć. Oparła dłonie na kolanach, zdmuchując włosy z czoła, które teraz przypominały pozamarzane strąki. Oceniła na oko, że jeszcze około pół kilometra dzieli ją od chatki Hagrida.


   W pewnym momencie usłyszała gwałtowny szelest krzewów, który z każdą chwilą zbliżał się do niej. Zamarła, a jej tętno automatycznie przyspieszyło. Wycie było tak głośne i przerażające, że wstrzymała oddech, nie będąc zdolna do żadnego ruchu. Nagle z gęstwiny wypadł ogromny stwór, swoim wyglądem przypominający wilka. Lily wrzasnęła, chcąc się cofnąć, ale strach tak ją sparaliżował, że nie potrafiła zrobić kroku, ledwo się wyprostowała. Po kilku sekundach wiedziała już, że stoi oko w oko z rozwścieczonym wilkołakiem, który przyczaił się w niewielkiej odległości od niej, patrząc na nią z furią w błyszczących ślepiach. Już po mnie, przemknęło jej przez myśl, a samotna łza spłynęła policzku. Nie widziała żadnych szans, nie mogła uciec, bo złapałby ją po kilku metrach. Przełknęła ślinę, po czym otwartymi szeroko oczami obserwowała, jak z krzaków wypadł spory, czarny pies, który z obnażonymi kłami zastąpił drogę wilkołakowi. Po chwili dołączył do nich jeleń, który po zauważeniu jej, stanął w miejscu zupełnie tak, jakby doznał głębokiego szoku. Pies warczał przeraźliwie, co chwila szczekając głośno i zbliżając się powoli do potwora. Jeleń powoli, nie spuszczając z niej wzroku, zrobił kilka kroków w przód, po czym machnął łbem zupełnie tak, jakby chciał dać jej do zrozumienia, żeby uciekała. Lily, oddychając głośno zaczęła się powoli podnosić. Nie zastanawiała się nad tym, że zwierzę się z nią właśnie porozumiało. Chciała wykorzystać szansę na ucieczkę, dopóki wilkołak zajęty był psem.

       Stanęła na nogi i obserwując jelenia, który zajął miejsce obok psa, zaczęła powoli się wycofywać. Czworonóg obejrzał się na nią i przez ułamek sekundy ich spojrzenia się spotkały. Jego tęczówki były szare, zupełnie niespotykane u psów, jednak nie zdążyła się nad tym zastanowić. Każdy krok w tył stawiała powoli i ostrożnie, modląc się, by nie narobić hałasu. Wilkołak ryczał wściekle na jelenia, który szarżował na niego rogami i jednocześnie jedną łapą próbował trafić, skaczącego wokół niego psa. Nagle gałąź pod nogą Lily wydała głośny trzask, a potwór zawył wściekle i rzucił się przed siebie długim skokiem, omijając zwierzęta, które zastąpiły mu drogę. Dziewczyna wrzasnęła głośno, a wilkołak zamachnął się potężną łapą. Czuła już bijące od niego ciepło, jej uszy wypełniał jego chrapliwy oddech. Zacisnęła powieki, jednocześnie kuląc się odruchowo, czekając na przeraźliwy ból. Nic takiego nie nastąpiło. Co prawda została odrzucona w tył, ale nie przez łapę zakończoną szponami, a coś miękkiego. Upadła na trawę, słysząc głośny ryk bólu, który poniósł się po lesie. Bała się otworzyć powieki, po chwili usłyszawszy wściekłe szczekanie psa, które po chwili ustało, a zastąpił je długi skowyt. Drżąc na całym ciele, uchyliła jedno oko. Pies leżał w pewnej odległości od niej, próbując się podnieść, a z jego pyska kapała krew. W odruchu współczucia wyciągnęła dłoń, lecz nie była w stanie go dosięgnąć.

     Znowu usłyszała przeraźliwy ryk, więc automatycznie przeniosła wzrok na walkę, która rozgorzała kilka metrów od niej. Jeleń szarżował dziko na wilkołaka, który machał szalenie łapami, co chwila trafiając nimi zwierzę. Pies jęczał cicho, patrząc na to samo, co ona, cały czas starając się wstać. Lily nie wiedziała, co robić. Nie potrafiła patrzeć na cierpienie jelenia, który widocznie przegrywał, mimo wszystko starając się nie poddać. Po kilku sekundach zauważyła, że celem zwierzęcia jest odciągnięcia potwora jak najdalej od niej. Nie rozumiała tego, nie potrafiła zebrać myśli. Rozglądała się rozpaczliwie, szukając czegoś, co mogłoby jej pomóc i pozwoliło ochronić zwierzę. Nie była w stanie patrzeć na jego cierpienie. Zanim zdążyła dobrze podnieść się na nogi, walczący zniknęli w leśnej gęstwinie.

    Lily, oddychając głośno, czując łzy spływające po jej twarzy, przeniosła spojrzenie z powrotem na psa. Doznała szoku, bo zamiast czworonoga ujrzała tam...

– Syriusz... – wydyszała, patrząc szeroko otwartymi oczami na chłopaka, który na czworakach chwiał się delikatnie. 

    Podbiegła do niego, mrugając zawzięcie, mając wrażenie, że oszalała ze strachu. 

– Ale... ale... co ty tutaj robisz? – wyrzuciła z siebie, szczękając zębami. 

    Black splunął krwią, po czym usiadł ciężko na ziemi, patrząc na nią nieprzytomnie i mrugając zawzięcie. 

– Jesteś cała? – zapytał, próbując wstać, cały czas z grymasem na twarzy zerkając na miejsce, w którym zniknął jeleń wraz z wilkołakiem.

    Lily już chciała odpowiedzieć, ale podążając wzrokiem za spojrzeniem czarnowłosego, zaczęła podnosić się z klęczek. Wyciągnęła do niego ręce, by pomóc mu stanąć. W tamtym momencie nie było czasu na żadne tłumaczenia, nawet z tak absurdalnych sytuacji.

– Musimy stąd uciekać – powiedziała, pozwalając mu się na sobie oprzeć. Mimo to chłopak odsunął się od niej, po czym kulejąc zaczął iść w stronę lasu.

– Co ty wyrabiasz? – zapytała z paniką w głosie. Była już w stu procentach pewna, że albo ona zwariowała, albo on. 

– Muszę ratować Jamesa – powiedział, nie odwracając się. – O ile jeszcze mam kogo ratować...

   Przy ostatnim słowie głos mu się załamał, a Lily chwyciła się dłonią za czoło, po czym dogoniła go i złapała za rękę. 

– Syriusz, mocno oberwałeś, musisz się położyć, tam nie ma Jamesa – powiedziała, starając się mówić spokojnie. – Musimy stąd uciekać zanim ten potwór tu wróci.

– Czy ty nie rozumiesz? – odrzekł Black, wyrywając jej się, a Lily z szokiem patrzyła, jak w jego oczach stanęły łzy. – Widzisz gdzieś tego czarnego psa?

   Rudowłosa rozejrzała się, ale oprócz nich nie było już tam nikogo. Przełknęła ślinę.

– Schował się pewnie w krzakach albo...

   Syriusz zawył głośno, łapiąc się za głowę. 

– To ja jestem tym psem, rozumiesz? Jestem animagiem. I James też nim jest. 

    Lily złapała się dłonią za usta, a wszystko nagle stało się jasne. Huncwoci, co miesiąc znikali na trzy dni, zawsze w pełnię księżyca. Remus był potem w skrzydle szpitalnym, wyglądał na mocno chorego, a reszta chłopców wracała do zajęć szkolnych, jak gdyby nigdy nic. Czyli...

–  Remus jest... wilkołakiem?  wyszeptała, ledwo słyszalnym głosem, a Syriusz pokiwał głową z rozpaczą malującą się na twarzy.  A ten jeleń... Nie... Nie, nie, nie!

   Zaczęła krzyczeć, łapiąc się za skronie. To był jakiś  zły sen, z którego natychmiast chciała się obudzić. Poczuła się jak w koszmarze, który miała kilka tygodni temu.  

   Lily drżała na całym ciele, stojąc na wprost, tak, że widziała twarz Jamesa. Niech to będzie głupi żart, niech to będzie głupi żart, powtarzała rozpaczliwie w myślach, zaciskając pięści, no uśmiechnij się, powiedz, że to żart. Błagam, niech to tylko będzie głupi żart. Mimo jej usilnych błagań, twarz chłopaka nadal pozostawała nieruchoma i blada jak ściana. 

   Nagle wszystko pociemniało tak, jakby zaszło słońce. Lily zachwiała się. 

– Nie żyje... – wymamrotała kobieta, siadając ciężko na ziemi. Zapadała złowroga cisza.

    Z otępienia wyrwało ją przeciągłe wycie, inne od tego, które wydawał z siebie wilkołak. Syriusz poderwał głowę do góry, słuchając uważnie. Lily patrzyła na niego ze strachem, ocierając łzy z twarzy.

– To Peter... – wymamrotał. – Odciągnął od nas Remusa.

– Jako człowiek? – wykrztusiła Lily, patrząc w kierunku, z którego dochodził dźwięk. – Ale przecież sam zginie!

–  Zdąży się zamienić – powiedział Syriusz, ruszając z powrotem w kierunku drzew. 

– Nie zdąży uciec! 

– Jest szczurem, schowa się w krzakach! – odrzekł zniecierpliwiony Black, a Lily, biegnąc za nim, spojrzała z zaskoczeniem na jego posiniaczoną twarz. Doszła do wniosku, że nie czas na tak absurdalne pytania. 

– Co robimy? – zapytała w zamian, starając się pohamować szloch. 

   Black zatrzymał się gwałtownie i popatrzył na nią. Po jego policzkach leciały łzy, a on sam cały się trząsł. Wiedział do czego Remus jest zdolny, zwłaszcza ostatnio. Widział, jak groźnie wyglądała ta walka. A on nie mógł mu pomóc... Zakrył twarz drżącą dłonią.

– Boję się tam iść, boję się tego, co zastanę...

   Po tych słowach przejechał dłonią po długich włosach z taką siłą, jakby chciał je sobie wyrwać. Spojrzał jeszcze raz w stronę lasu, po czym, próbując otrząsnąć się z rozpaczy, wszedł w gęstwinę drzew. Lily ruszyła za nim, powtarzając w myślach wszystkie modlitwy, które w tamtym momencie była sobie w stanie przypomnieć.

Beta – Lena
_______________________________________________

O losie. Co ja przeżyłam, pisząc ten rozdział. Nawet nie jestem w stanie zbyt wiele tutaj napisać, bo cała się trzęsę. Mam jedynie nadzieję, że nie zabijecie mnie za taką końcówkę. 

Rozdział jeszcze niesprawdzony, ale za kilka dni powinno się to zmienić.

Trzymajcie się ciepło. 

34 komentarze:

  1. NO NIE.
    NIE.
    NIE.
    NIE.
    Jest druga w nocy, a ja czytam. Nie, nie czytam. Pochłaniam to wszystko wzrokiem.
    Co tu się właśnie odwaliło?!
    Okey, Marino, uspokój się, będzie dobrze.
    NIE, NIE BĘDZIE DOBRZE.
    Julianie przenajświętszy, muszę się ogarnąć.
    Wiedziałam, że Sev to gnida, w każdym razie gnida w Twoim opowiadaniu. Ale tutaj to już rozwalił system. Ździebko się tego spodziewałam, ale i tak mnie wkurzył. Nie, on mnie wkur... Ok, nie będę przeklinać, nie będę.
    Severusie Snape, masz poważny problem.
    Jak tylko Lilka stanęła oko w oko z Remusem-wilkołakiem, wiedziałam, że to się źle skończy. Syriusz oberwał, a James... No błagam, jeśli coś mu się stanie to pogniewam się na amen. Remus sobie tego nie wybaczy, ja sobie tego nie wybaczę, Ty też sobie tego nie wybaczysz.
    Jamesie Potterze, masz wyjść z tego cało!
    Możesz na przykład zabić Petera.
    O losie, w ogóle jak to wszystko pięknie opisałaś. Te emocje szarpane Lily, ta walka, te podchody i cała ta piekielna niepewność. Kiedyś dziwiłam się, że moje rozdziały doprowadzają Cię do palpitacji. Teraz w sumie Cię rozumiem.
    Hadesie, przecież ja nie zasnę.
    Wdech, wydech, wdech, wydech.
    Nie, tak się nie da funkcjonować.
    Podziwiam, ale i mam ochotę zatłuc.
    Ale za bardzo chcę wiedzieć co będzie dalej, więc Cię oszczędzę.
    Idę coś zjeść.
    I ta końcówka, te myśli, fragment przyszłości czy snu Lilki... Nie, to się tak nie skończy. Wszystko będzie w porządku, tak, tak.
    Chciałam napisać ładny i ogarnięty komentarz, no ale sorry, nie dało się.
    Serio idę jeść.
    Kocham Cię.
    Ale Cię nienawidzę.
    Ugh.
    Mam nadzieję, że następny rozdział pojawi się w miarę szybko *rzuca spojrzenie pełne grozy*
    Idę machnąć jakiś dramat, bo tak się nie da żyć.
    Dobranoc.
    Uwielbiam Cię.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiedziałam, że nadejdzie w końcu ten dzień, kiedy Ty zaczniesz na mnie krzyczeć, ha!
      Jestem z siebie dumna! Nie wiem czemu, ale jestem!
      Znaczy się no... Macie ten spokój, że chociaż wiecie, że dzieciak przeżyje, bo inaczej nic by się nie zgadzało, no ale mimo wszystko... Ja też mam w sobie pierwiastek sadysty. Śmieszne, że wykorzystam go na moim ulubionym bohaterze, ups. :')
      Dziwiłaś mi się? Poważnie? Po tym, co fundowałaś u siebie?! Jak?!
      Uch, od nienawiści, aż po samą miłość, to takie kochane. 😂
      Kocham za cudowny komentarz, kolejny rozdział...eee... niebawem!
      Ściskam! ♡

      Usuń
    2. Bądź dumna, bo jak ja krzyczę to znaczy, że wyszło dobrze.
      Dziwiłam się, bo moje sensacja mnie aż tak mocno nie ruszały XD No wiesz, dla mnie to było oczywiste, dla Was nie, ale nie sądziłam, że to aż tak działa na człowieka :")
      Bo ja ogólnie jestem bardzo kochana. I wciąż nie wiem kogo zabić u siebie, ugh. To takie dołujące.

      Usuń
    3. Och, to pod następnym rozdziałem muszę Cię zmusić do większego wrzasku. :D Wtedy będę widziała, że jest dobrze.
      Tak, tak oczywiste, niech Ci będzie. Dla mnie to był szok w ampułce za każdym razem. :')
      No, bardzo dołujące. Jak Ty jesteś niezdecydowana, to ja sobie lepiej wykupię wizytę u specjalisty.

      Usuń
  2. Severus zrealizował spój plan. Coś mu chyba nie wyszło, bo zamiast Lily to James jest bliżej tego, żeby zginąć. Mam nadzieję, że uda mu się wyjść z tego cało.

    Czekam na kolejny rozdział.

    OdpowiedzUsuń
  3. Weszłam sobie totalnie z dupy, bo jestem przeziębiona i nie mam ochoty brać się za własne teksty (ech, a psychologia kliniczna spogląda karcąco z półki), a tu nowy tekst. :)
    Pisałam Ci już wcześniej, że robisz akapity spacjami? Jeśli wkleisz ten kod do CSS bloga (to masz w zaawansowanych ustawieniach szablonu na samym dole), będzie Ci automatycznie robił w każdym akapicie wcięcia.

    .date-outer {text-indent: 1cm; text-align: justify;}
    h3.post-title {text-indent: 0cm;}
    h2.date-header {text-indent: 0cm;}

    Czarnowłosy, rudowłosa... Raz na ruski rok jest do przełknięcia, ale w jednej scenie? W króciutkiej scence, która zawierała głównie czyny (czyli dużo ruchu, czasowników) użyłaś czarnowłosego raz, rudowłosa padła dwa razy. Jeśli nie chcesz powtarzać imion albo nazwisk, możesz użyć innych synonimów, kolor włosów jest tu tak istotny, jak kolor oczu czy karnacja, a nie piszesz „zielonooka” czy „ziemistoskóry”. Brzmi idiotycznie, nie? Tego ziemistoskórego blogger nawet mi podkreślił, zatem widzisz, x-włosi w takim natężeniu brzmią równie nienaturalnie. W tej całej dziwności synonimów przypomniało mi się opko o Hermionie, w którym autorka nazywała ją „śnieżnobiałozębą”, „czekoladowooką”, a Harry'ego „avadookim”. Wiesz, od zaklęcia Avada kedavra. XD Ludzie mają pomysły.
    „...jej ciało jest całe skostniałe” — jak z betą będziecie poprawiać ten tekst (już obczaiłam, że jest niepoprawiony), zwróćcie uwagę na niepotrzebny czas teraźniejszy.
    „Zaczęła cofać się do tyłu” — a można cofać się do przodu? :) Pamiętaj, jeśli zdarza Ci się popełniać tego typu błędy („tu pisze”, „cofać do tyłu”, „spadać w dół”), tekst bardzo traci na profesjonalizmie, robi się potoczny i odbiera narratorowi autentyczność. Jeśli powie tak bohater albo narrator pierwszoosobowy — pół biedy; gdybyś pisała z punktu widzenia jakiegoś Sebixa z „Blok ekipy”, (stereotypowo) wcale by to nie dziwiło, ale narrator trzecioosobowy powinien wyrażać się poprawnie. A te wszystkie cofania się do tyłu (o ile nie są jakimiś abstrakcyjnymi halucynacjami, bo takie się zdarzają) są jak masło maślane.
    No okej. Porwanie dokonało się bez większych przeszkód, skoro Lily jest bez różdżki i uwięziona... gdzieś, a Snape zniknął. Ale nikt w zamku nie zauważył, że Severus tak po prostu wynosi ze szkoły (albo zwyczajnie niesie korytarzem) nieprzytomną dziewczynę? Przecież w szkole jest cała masa obrazów, wszędzie latają duchy, Irytek grasuje i robi na złość (zwłaszcza takim przegrywom jak Snape), a nauczyciele wraz z prefektami patrolują korytarze. Snape musiałby ich zakameleonować albo ukraść Jamesowi pelerynę-niewidkę, żeby tego dokonać. No ale dobra, jakoś mu się udało, a Lily (korzystając ze swego ponadprzeciętnego intelektu) zorientowała się, kto za tym wszystkim stoi.
    Podoba mi się fragment z perspektywy Huncwotów zamienionych w zwierzęta, ale brakuje mi tu tych prostych, zwierzęcych odczuć, o których mówił Syriusz. Zbyt dużo tu czynów, za mało przemyśleń, bo nawet zwierzęta jakieś mają, a skoro już postanowiłaś przedstawić Huncwotów w ten sposób, mogłaś dodać do tej sceny jakichś małych smaczków na urozmaicenie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och, to na początku życzę szybkiego powrotu do zdrowia! Chociaż pewnie przy takiej pogodzie, będzie ciężko się wykurować. :')
      Tak, pisałaś mi o akapitach. Bardzo dziękuję za kod, jestem zielona w css, więc sama nie dałabym rady. Jutro go zastosuję, bo już dzisiaj nie mam siły włączać komputera. :)
      Po części troszkę nie pojmuję tego, dlaczego aż tak bardzo razi Cię ta rudowłosa. W wielu książkach tak czytałam, nikt inny nie zwraca mi o to uwagi, więc naprawdę nie widzę w tym błędu. Ten ziemnistoskóry, czy śnieżnobiałozęba, to chyba troszkę niefortunne przykłady,bo akurat to różnica, a do tego te słowa naprawdę brzmią śmiesznie.
      Mimo to postaram się nad tym panować, żeby aż tak bardzo Cię nie raziło.
      Na czas na pewno zwrócę uwagę, starałam się pilnować, ale najwyraźniej nie do końca mi się udało. Cofanie się również poprawię, uch, zawsze robię ten sam błąd.
      Em... Nie mam pojęcia, czy ja coś źle napisałam, czy Ty nie doczytałaś, ale Severus nie niósł jej korytarzami, tylko dopadł przy samym wyjściu, gdzie akurat nie było ani portretów, ani wyjątkowo żaden duch się nie zapuścił.
      Nie sądzę, żeby musiał posunąć się aż do takich czynów, bez przesady. On sam był przerażony tym, co robi. Jak wiemy, w Hogwarcie można poruszać się nocą po szkole bez przyłapania za każdym razem, więc nie widzę tutaj jakiegoś zbytniego "popłynięcia" z mojej strony.
      Czy ten ponadprzeciętny intelekt to sarkazm? Wybacz, że pytam, ale chyba tego nie czuję.
      Skoro wiedziała, jaki Snape ma zwyczaj przy robieniu eliksirów, to jakim problemem było domyślenie się, skąd ten eliksir?
      Cieszę się, że choć scena z Huncwotami Ci się spodobała. :) Nie do końca, ale zawsze.

      Usuń
    2. Taaaak, te wszystkie x-włose nie są takie złe, jeśli użyje się tego określenia rzadko. Ale jeśli się nadużywa, brzmi to właśnie tak komicznie, jak śnieżnobiałozęba albo ziemistoskóry. Zgłoś się do pierwszej lepszej w miarę ogarniętej ocenialni (wspólnymi-siłami czy opieprz), powiedzą Ci to samo. I to nie jest kwestia podoba mi się/nie podoba mi się.
      Nope, ponadprzeciętny intelekt Lily nie jest sarkazmem, a jeśli już, to nie co do Twojego opka, a Rowling, która zrobiła z Evans dobry materiał na Mary Sue, ale nic na to nie poradzimy.

      Usuń
    3. Oj nie, nie zgłoszę się do żadnej ocenialni, troszkę znam to wszystko od drugiej strony barykady i raczej po ocenie wolę nie zamknąć się w sobie na resztę życia. :')
      Mimo wszystko postaram się to poprawić.
      Co do Lily... W żadnym stopniu nie przeszkadza mi to, jak została wykreowana przez Rowling, wręcz przeciwnie.

      Usuń
  4. Okej, już wiemy, że Lily znajduje się najprawdopodobniej w Zakazanym Lesie. Może nawet więcej niż najprawdopodobniej, bo okazało się, ze znalazła jakąś względnie znajomą ścieżkę. W takim razie co Snape chciał osiągnąć przez zabranie Evans do lasu przy szkole, skoro nawet nie przywiązał jej do drzewa? Owszem, trwa zima, a Severus pozbawił Lily różdżki, ale to nadal nie zmienia faktu, że zachował się skrajnie nieodpowiedzialnie. I to jest przyszła prawa ręka Voldzia? Już współczuję Czarnemu Panu. XD
    O, Snape nawet nie musiał się trudzić, bo okazuje się, że Lily tej różdżki nawet nie miała przy sobie.
    Skąd Lily wiedziała, że od chatki Hagrida dzieli ją pół kilometra? Oceniła na oko, tak, ale jak?
    I spotkała Huncwotów. NIESPODZIANKA. XD Nigdy bym się nie domyśliła. XD Aczkolwiek spodziewałam się, że Gryfoni znajdą ją jeszcze głęboko w lesie.
    Ta trzaskająca gałąź pod stopą Lily jest tak mega amerykańska! Jak z amerykańskiego horroru z lat osiemdziesiątych. Cóż, najwyraźniej modlitwa to nie wszystko, czasami warto pomóc Bogu i patrzeć pod nogi, jak się idzie, wtedy nie potrzeba modlitwy, a żadna gałązka nie strzeli, Lily będzie wiedziała na przyszłość.
    I znowu rudowłosa... Dawno nie było. :)
    Nie zamierzam Cię zabijać za końcówkę. XD Myślałam, że może Syriusz został przypadkowo ugryziony albo Lily draśnięta, to by było nawet okej. Nie pamiętam, czy do zarażenia się było potrzebne jedynie ugryzienie, czy samo zadrapanie wystarczyło. Odnawiam teraz The Walking Dead, zombiaki, te sprawy... więc troszkę może mi się mieszać. Ale nawet w sytuacji, gdyby zadrapanie nie wystarczyło, taka pobliźniona, zmasakrowana twarz i ciało Lily albo Syriusza... to byłby pomysł. Coś takiego dużo by zmieniło, bardzo wpłynęłoby na charakter bohatera.
    Powiem tak — nie mam żadnych złych przeczuć co do Jamesa, o wiele bardziej mnie ciekawi, co się stanie ze Snape'em. W końcu Lily go poznała, uwolniła się i na bank coś z tym zrobi. O ile w drodze do zamku nie przeszkodzi im sam Snape. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Snape nie pozbawił jej różdżki, ona sama ją zostawiła. Naprawdę powinnam czytać rozdziały po kilkanaście razy przed dodaniem, bo po takich komentarzach mam wrażenie, że nie napisałam tam połowy informacji.
      Las przy szkole brzmi troszkę, jak taki niewinny zagajnik z kilkoma drzewami na krzyż, nie uważasz? Zakazany Las to jednak troszkę większy teren.
      Hm... Czy wszystko musi odbywać się tak idealnie? Wspomniałam już wcześniej, Severus sam był przerażony tym, co robi, nie przemyślał wszystkiego od początku do końca dokładnie. Zaniósł Lily do Zakazanego Lasu, w duchu mając nadzieję, że wilkołak zrobi swoje, nie oszukujmy się. Chyba troszkę zbyt szybko wyciągasz wnioski. Skąd masz pewność, że on sam nie chciał podświadomie, żeby jakoś stamtąd uciekła? Wcześniej zarzuciłaś mi brak realizmu, a teraz dla mnie jest mało prawdopodobne, że mimo wszystko, skreśliłby ją od tak i sobie poszedł. Och, nie rozpędzajmy się tak, ja nie współczuję Czarnemu Panu. Albowiem pierwsza misja zła nie musi zakończyć się sukcesem, nie sądzisz?
      Ano tak, na oko, to nie wydaje się być takie trudne, zwłaszcza, że chyba można wymierzyć wzrokiem mniej więcej 500 metrów.
      Ach, niespodzianka, tak... Raczej nie można było spodziewać się czego innego, niestety. :)
      Wybacz, nie oglądam amerykańskich horrorów, więc i Twoje porównanie jest dla mnie dziwne. Można pomóc Bogu i patrzeć pod nogi, ale po pierwsze na ziemi leżała cienka warstwa śniegu, a po drugie księżyc mimo wszystko nie oświetli wszystkiego, zwłaszcza, że drzewa rzucały cień.
      Dawno nie było? A faktycznie, nie było. ;)
      Hm... No nie fajnie by było, bo nie potrzebna mi Lily zamieniona w wilkołaka, czy nawet Syriusz, który i tak mocno oberwał.
      Nie, do zarażenia dochodziło tylko przez ugryzienie.
      Syriusz jest cały w ranach, Jamesa jeszcze nie widać... Skąd wiadomo, że obejdzie się bez blizn?
      Co do Snape'a się okaże i chyba jesteś jedyna, którą nie bardzo martwi James, haha.
      Dziękuję Ci ślicznie za takie dokładnie przeanalizowanie rozdziału, naprawdę musisz poświęcać na to sporo czasu. :)
      Kłaniam się nisko!

      Usuń
    2. Melodia, spokojnie, spokojnie, naprawdę kip kalm, bo wszyscy zginiemy, czytam rozdział i komentuję go na bieżąco. Później dopisałam, że faktycznie Lily nie wzięła różdżki, prawda? Odnoszę wrażenie, że wszystko odbierasz jako atak na siebie, ale przecież nie musisz. To jest tylko opowiadanie. Jeden czytelnik wczuwa się emocjonalnie (jak pani z pierwszego komentarza :)), inny snuje jakieś swoje domysły. Nie muszą być one poprawne, bo to tylko domysły. Naprawdę pozostaw nam trochę miejsca na własne interpretacje i odczucia. To, że nie lubię Jamesa i współczuję Voldemortowi (czyli jestem sercem po stronie antagonistów), nie oznacza, że nie docenię dobrych stron opowiadania. :) Troszkę za bardzo przejmujesz się opinią czytelnika. Powinnaś rozgraniczyć, które rzeczy brać do serca, a które zwyczajnie przyjąć do wiadomości i tyle. Jeśli ktoś pisze Ci, że możesz zastosować taki czy inny kod, że tu masz literówkę, tu scena jest nierealistyczna czy postać zmierza w kierunku Mary Sue, wtedy powinnaś się zastanowić, ile w tym prawdy. To znaczy... co do tych wszystkich błędów formalnych nie ma co się zastanawiać, ewentualnie sprawdzić, czy czytelnik nie wpuszcza Cię w maliny, ale jeśli ktoś Ci napisał, że jego zdaniem scena jest sztampowa (jak z tą łamaną gałązką) albo uważa za idiotyczne zachowanie jakiegoś bohatera... No okej, uważa tak, napisał to, w końcu po to są komentarze. Jak pisałam Ci wcześniej, jestem gadatliwa i piszę w komentarzach wiele rzeczy. Nie tylko wytykam błędy i chwalę, taka jest moja forma kontaktu zarówno z autorem, jak i z czytelnikiem, moje komentarze są bogate w różnego rodzaju informacje. Wydaje mi się, że to chyba dużo przyjemniejsze, bo widać, że czytelnik naprawdę przeczytał rozdział i zostało mu to w głowie.

      Usuń
    3. Jeju, ale przecież ja jestem spokojna. :D Bez przesady, nie ma, o co się denerwować, przecież, tak jak mówisz, to tylko opowiadanie.
      Mimo wszystko, masz rację, bardzo przejmuję się opinią czytelnika, ale to nie wynika z tego, że nie toleruję krytyki, lecz bardziej z tego, że zależy mi na napisaniu porządnej historii.
      Pozostawiam miejsce na interpretacje, domysły są zawsze jak najbardziej mile widziane, ale w niektórych Twoich słowach wyczuwam lekką kpinę, nie wiem, czy słusznie, czy wyolbrzymiam. :)
      Może dlatego odpowiedziałam tak, a nie inaczej.
      Możesz nie lubić bohaterów, których wykreowała Rowling, ale czasami odnoszę wrażenie, że mi się za to dostaje.
      Mimo wszystko za każdy komentarz, jak najbardziej dziękuję, widać, że poświęcasz wiele czasu na analizowanie moich wypocin.
      Pozdrawiam i zapraszam jak najczęściej!

      Usuń
    4. W pełni rozumiem, jednak nigdy nie napiszesz historii, która spodoba się każdemu, dlatego najlepiej jest pisać najlepiej, jak się potrafi, pilnować tego wszystkiego, żeby świat był fajnie przedstawiony, postacie ładnie zarysowane, formalności (interpunkcja i inne sprawy) na tyle, na ile dasz radę, w reszcie pomoże beta. A to, czy czytelnikowi podoba się ta czy inna scena... jak się podoba, spoko, jak nie — trudno. XD Ja cała jestem trochę kpiąca, ale taki jest mój sposób bycia i nie ma to żadnego związku z opowiadaniem, a im autor/opowiadanie bliższe mojemu sercu, tym na więcej sobie pozwalam, nie musisz się tym przejmować. :) Mam trudny charakter, który przelewa się na wypowiedzi, to jest naturalne. A za to, że Twoje postacie są równie irytujące jak u Rowling nie obrywa Ci się, wręcz przeciwnie, bo właśnie problem polega na tym, żeby jak najlepiej odwzorować ich charakter. A ja już Cię za to pochwaliłam, o ile dobrze pamiętam. :) To, że w komentarzu rzucę sarkastyczną uwagę co do Lily czy Jamesa, znaczy tylko tyle, że chciałam im pocisnąć, ale dla Ciebie to kolejny plus, ponieważ w wykreowanej przez siebie scenie poprowadziłaś postacie tak, że ich zachowanie pasuje do kanonicznego. Rozumiesz? :) Noo, całe moje czytanie Opowieści o Złodzieju Ciał było jednym wielkim mamrotaniem na Lestata, w tej książce osiągnął chyba apogeum swojej lestatowatości, co akurat dla Rice było ogromnym plusem, bo zachowała jego charakter. Co w sumie nie jest niczym dziwnym bo... bo to jej postać... newermajnd, ale już łapiesz, co mam na myśli. :) Trzeba trochę się zdystansować wobec swoich bohaterów, bo to jest niemożliwe lubić wszystkich albo tych, których by należało (w przypadku Twojego ff: Voldzia i reszty). Ale rozumiem, że nie jest to proste, bo w końcu jako autorzy spędzamy w głowach tych ludzi całkiem sporo czasu. XD Powiem Ci w sekrecie (tylko wiesz, nikomu nie mów, bo co to będzie XD), że sama nie lubię swojej głównej bohaterki z DLR, zwłaszcza na początku. Jest wkurwiającym słabeuszem bez charakteru, gdybym nie znała całej fabuły, też bym się zastanawiała, jakim cudem Tom Riddle zapamiętał, że ktoś taki istnieje. :) Tak więc dystans i cisnąć najlepiej, jak się potrafi, ale nie dla czytelników, a dla siebie.

      Usuń
    5. Rozumiem. :D
      Oczywiście wezmę sobie Twoje rady do serca, dziękuję!
      Też miałam tak, że w jednym opowiadaniu nie cierpiałam głównej bohaterki, była straszna. :') Nie wiem, jak ja w ogóle mogłam ją spłodzić.
      Aczkolwiek bohaterów z tego opowiadania kocham max (Jamesa, Syriusza, Lily) i właśnie staram się, żeby ich kreowanie wychodziło mi jak najlepiej. A skoro udali mi się podobni do tych kanonicznych postaci, to tylko się cieszyć. :D

      Usuń
  5. Bardzo podoba mi się opis Huncwotów z perspektywy zwierząt - sama w sumie na to nie wpadłam (żałuję!), a jest to naprawdę ciekawe! Te przemyślenia, zwierzęce instynkty.. Ogólnie rozdział jak zwykle super!
    Pozdrawiam i czekam na więcej!
    Przy okazji oczywiście zapraszam do mnie na http://meadowes-black.blogspot.com/ i http://alfard-black.blogspot.com/ :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Wiedziałam, że tak będzie! ;D
    Moim zdaniem, jak na razie, jest to Twój najlepszy rozdział. Fajnie, że dałaś Peterowi jakąś rolę, i to jaką! :)
    Najbardziej podobał mi się moment, kiedy Lily dowiedziała się, że Huncwoci są animagami. Za to nie bardzo odpowiada mi ten cały bal. Nie lubię, gdy w Hogwarcie mają być bale itp. Przynajmniej u Ciebie nie jest on wyciągnięty nie wiadomo skąd, więc jakoś to przełknę.
    Tak w ogóle - akcja z wilkołakiem - miałam napisać do swojego opowiadania coś w tym stylu, nawet zaplanowałam już to w zeszycie, więc się nie obraź, kiedy przeczytasz coś podobnego, może nie tak dramatycznego, u mnie. ;D
    Weny!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Peter nie raz jeszcze otrzyma ode mnie rolę, w końcu nie można go pomijać, bo tak jest wygodniej. :D Chociaż nie kryję, że bym wolała.
      Bal, nie bal, mam co do niego bardzo poważne plany, więc raczej na pewno przełkniesz.
      Luzik, przecież też masz opowiadanie o Huncwotów. :p
      Dziękuję za opinię! Pozdrawiam!

      Usuń
  7. Jezu, ja normalnie kiedyś cię uduszę za straszenie mnie albo ucałuję za świetny rozdział.
    Opis Huncwotów jako aminagów jest świetny, gratulację kochana. Ja na pewno lepiej bym tego nie opisała.
    Severus powoli realizuje swój plan, za który na pewno mu się oberwie. Co jak co, ale za zabójstwo swojej ukochanej można go wsadzić do Azkabanu.
    Czekam na następny, kochana.
    All the love xxx
    P.S. Mam nadzieję, że od nikogo nie skopiowałam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Daj spokój, ta akcja z kopiowaniem to jakieś nieporozumienie. :)
      Dziękuję za opinię! ♡

      Usuń
  8. Bardzo przyjemnie mi się czytało :) Urocza historia, chwilami bardzo angażująca, jak chociażby w ostatnim rozdziale. Nie mogę się doczekać balu i konfrontacji Lily z Severusem.
    Pozdrawiam!
    Uwolnij słowo

    OdpowiedzUsuń
  9. Hej!
    Wow! Jaki rozdział. *.* Powiem szczerze, że jestem nim zauroczona. Uwielbiam takie rozdziały (może to brzmi dziwnie, bo jest tu trochę brutalnych scen, ale dla mnie to jest ciekawe).
    Oby Snape'owi się oberwało za tę akcję. Domyślam się (choć mogę się mylić :P), że raczej nie ujdzie mu to płazem. Sceny, gdy Syriusz i James walczyli z Remusem wyszły Ci bardzo dobrze. I jak Syriusz uratował Lily...
    Powiem szczerze, że troszkę mnie zdziwiło, iż Black powiedział jej o tym, że są animagami, ale w sumie już nie mógł tego ukryć.
    Jejku, rozdział naprawdę trzymający w napięciu. I dlaczego urwałaś to w takim miejscu? Toż ja nie wytrzymam, do momentu, kiedy opublikujesz kolejny rozdział.
    To chyba tyle. Wiem, że komentarz wyszedł króciutki, ale nie mam pomysłu, co mogę jeszcze napisać, bo to, co cisnęło mi się na usta, już napisałam.
    Pozdrawiam! I niecierpliwie czekam na kolejny rozdział. ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie, takie rozdziały z akcją zawsze są ciekawsze. :D
      Uch, za rozdział dopiero się biorę, tak samo jak za nadrabianie u Was. Ostatnio kompletnie nie miałam czasu. :c
      Dziękuję pięknie! ♡

      Usuń
  10. Okey, wpadłam tutaj dosłownie przez przypadek. Zaciekawił mnie opis. A, że przeżywam właśnie swój "wielki powrót na blogera" i czas Huncwotów jakoś bardzie mnie zaczęły ciekawić to... Może opiszę swoje wrażenia...
    Historia jest naprawdę wciągająca i szczerze moim zdaniem sama Rowling nie powstydziła by się takiej "kontynuacji" (jeżeli tak możemy to nazwać). Czytając czułam się jakbym czytała książkę, blog jak i rozdziały są bardzo profesjonalnie napisane.
    A teraz może przejdę do charakterystyki postaci, wiem, że już jakiś zarys charakteru Huncwotów oraz Lily podała nam Rowling, ale rozwinięcie go tutaj naprawdę mnie przekonało. Dało się uwierzyć w taką prawdziwość postaci, zagłębić w ich przemyślenia i widzieć, że tak naprawdę ty także możesz mieć podobne rozterki (mówię tu głównie o rozmyślaniach Lily). Chociaż moja opinia może być za koloryzowana przez ilość romansów jakie w życiu przeczytałam...
    Podobała mi się także ta postawa braterskiej przyjaźni Huncwotów, sytuacje kiedy Syriusz i James nie wspominają Remusowi, że traci na sobą kontrole i ich rani, aby on siebie o to nie obwiniał... Czy jak to nazwę "akty miłości" Jamesa względem Lily - gotów był nawet oddać za nią życie (chociaż to także było tak jakby pokazane w serie, ale na inny sposób)... Albo ukazanie różnych typów wzajemnego zachowania.
    Co do opinii na temat tego rozdziału, tyle się w nim działo, że czytałam go z zapartym tchem... I już po prostu nie mogę się doczekać następnego.
    Pozdrawiam i życzę dużo weny, jak i więcej wolego czasu :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeju, bardzo się cieszę, że tutaj do mnie zawitałaś! :D
      Dziękuję Ci za tyle miłych słów. ♡

      Usuń
  11. kiedy rozdzial??!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na dniach, przepraszam za taką długą nieobecność! ♡

      Usuń
  12. Heyooo!
    O maj gad. Ale mi wstyd >.< Myślałam, że już komentowalam ten rozdział, bo czytając jego początek miałam jakieś dziwne deja vu. Dopiero jak się wglebilam, ogarnęłam, że wcale go nie przeczytałam xD Przepraszam! ;-;
    OCIEPANIE!
    OCIEPANIEEE.
    SYRIUSZ! Matko, aż mi serce szybciej zabiło! On uratował Lily! Jak wiele razy powtarzalam, że kocham Twojego Black? Jest szarmancki, odważny i bohaterski, czyli niejako taki mój ideał. Wyczekuje wręcz każdego momentu z nim. A teraz, kiedy poświęcił się dla Lily... W sumie to podziwiam go za to, jak i za cierpliwość. Ja na jego miejscu dawno rzucilabym klątwą w Lily. Nie wytrzymuję od nadmiaru bezsensownych pytam, a przynajmniej takich, które są zadawane w nieodpowiednim momencie. A właśnie takim momentem była potyczka w lesie. No heloł, ale właśnie twój przyszły mąż leje się z wilkolakiem, a Ty wdajesz się w pogawedke z Syriuszem na temat animagow... Bejbe, to naprawdę nieodpowiednia chwila.
    Wgl, jakoś tak w całym rozdziale Lily wydała mi się taka... irytująca. Na każdym kroku mnie czymś denerwowala; a to brakiem możliwości na ucieczkę, gapieniem się na rozgrywająca się bitwę, tymi pytaniami pod koniec. Szczerze, to miałam ochotę walnąć ją w łeb.
    Czekam na trochę więcej Petera. Zaskarbil sobie moje chwilowe poczucie wdzięczności. Tak samo jak reszta Huncwotow rzucił się do walki, a nawet naraził życie, żeby odciągnąć Remusa. To było naprawdę miłe z jego strony.
    Pozdrawiam i dużo weny! ^^
    CanisPL

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nic się nie stało, ja też tak przez przypadek kilka razy zrobiłam. :D
      "No heloł, ale właśnie twój przyszły mąż leje się z wilkolakiem, a Ty wdajesz się w pogawedke z Syriuszem na temat animagow... Bejbe, to naprawdę nieodpowiednia chwila." - Duże love za to, haha. :D Nie dziwię Ci się, mnie też w pewnym momencie Lily zdenerwowała, ale to też było zamierzone. Panika czasami każdemu odbiera trzeźwe myślenie. Obiecuję, że w nowym rozdziale Lily bardzo zrehabilituje się w Twoich oczach. A przynajmniej mam taką nadzieję. :D
      Peter czasami też się nam przyda, nie chcę z niego zrobić totalnego gnojka, bo kiedyś zupełnie nim nie był. Bynajmniej w moim odczuciu.
      Dziękuję ślicznie za komentarz! <3
      Ściskam!

      Usuń

Szablon
Fantazja
LOG