25 lutego 2017

Rozdział XI

      Nie miał pojęcia, dlaczego natychmiast nie wyszedł z tego lasu. Nie miał pojęcia, dlaczego kręcił się wciąż niedaleko miejsca, w którym ją zostawił. Czuł się tak, jakby był w jakimś letargu. Wszystko wydawało mu się takie odległe, inne, a plan, który w teorii wydawał się prosty, a w praktyce poszedł, jak z płatka, był dla niego w tamtych chwilach największym koszmarem. Kurczowo ściskał różdżkę w dłoni, co chwila ciaśniej otulając się czarnym, ciepłym płaszczem. Wciąż miał przed oczami jej drobne, bezwładne ciało opatulone jedynie swetrem. Księżyc świecił jasno, lecz nawet on nie był w stanie przebić się przez niektóre gałęzie drzew.

      Kiedy się obudziła i podjęła próbę ucieczki, śledził ją. Wiedział, że powinien uciekać, zostawić to wszystko w cholerę, już więcej nie wracać w tamto miejsce. Po prostu zapomnieć, a w szkole zachowywać się, jak gdyby nigdy nic. Nikt nie miał prawa go podejrzewać. Rozegrał to wszystko idealnie, a łut szczęścia sprawił, że w zamku nikt go nie widział. Jedynym jego problemem były emocje, z którymi nie potrafił sobie poradzić. Nie potrafił od tak odejść, jakaś cząstka jego jestestwa rwała się do tego, by chwycić ją ramiona i osłonić przed całym niebezpieczeństwem, jakie na nią czekało.

      Łzy ciekły mu po policzkach, gdy obserwował atak wilkołaka. Powinien uciekać, sam się ukryć, ale nie potrafił się ruszyć. Nie chciał patrzeć na jej śmierć, jednocześnie czując się, jak sparaliżowany. Kiedy znienawidzeni przez niego Huncwoci ruszyli jej na pomoc poczuł nieposkromioną ulgę, lecz także ogromną wściekłość, która zagotowała mu krew w żyłach. Chciał mieć to wszystko za sobą, jak najszybciej, zakończyć sprawę...

      W tamtym momencie patrzył na poranionego jelenia, który ledwo stał, próbując oprzeć się o drzewo. Kiedy wilkołak i zwierzę wpadli w głąb lasu, Severus ruszył za nimi, zostawiając Lily z Blackiem na polanie. Z dudniącym sercem w uszach obserwował walkę na śmierć i życie, czując podekscytowanie. Jeśli to nie Lily miała zginąć, Potter był dla niego wynagrodzeniem porażki. Nienawidził go od zawsze, a patrzenie na cierpienie, które zadawał mu jego własny przyjaciel było jak miód lany na jego znękane serce. Wiedział, że Gryfon robi to wszystko dla Lily, był świadom, że specjalnie odciąga od niej potwora. To tylko potęgowało jego wściekłość i brak jakiegokolwiek współczucia. Myśl o uczuciu, jakim Potter darzył dziewczynę przyprawiała go o mdłości, a tamtej nocy nadarzyła się idealna okazja, by w końcu go zniszczyć, tak naprawdę nie przyłożywszy do tego ręki. Był tak zafascynowany walką, że nawet przez chwilę nie pomyślał o tym, by samemu się schronić przed bestią, która znajdowała się od niego w odległości kilkunastu metrów. Cichy głosik w jego głowie podpowiadał jednak, że wilkołak jest zbyt zajęty atakowaniem Pottera, by szukać innych ofiar. Do tego czarnowłosy miał różdżkę, a kilka dobrze wybranych zaklęć powinno pomóc mu na zatrzymanie potwora w razie, gdyby ten go wyczuł.

      Z każdą chwilą przewaga Lupina była bardziej widoczna. Jeleń, choć na początku bronił się dzielnie, powoli opadał z sił, a szkarłatna krew tryskała na śnieżnobiały śnieg. Kiedy wydawało się, że bestia zada ostateczny cios, po Zakazanym Lesie poniosło się przeciągłe wycie. Wilkołak zamarł, nasłuchując. Severus zesztywniał, zaciskając palce na różdżce. Nagle bestia uniosła ogromny łeb do góry i również zawyła, a dźwięk ten sprawił, że ślizgonowi przebiegł po plecach lodowaty dreszcz. Potwór zostawił słaniającego się na nogach Pottera, po czym biegiem ruszył w kierunku, skąd dochodziło wycie. Snape nawet nie zastanowił się, skąd ono pochodziło. Wzrok miał wbity w potężne zwierzę, które ze zwieszonym łbem, ryjąc porożem o podłoże, zrobiło kilka kroków naprzód, ocierając się bokiem o drzewa. Książę półkrwi błyszczącymi oczami obserwował, jak jeleń zmienia się w wysokiego chłopaka, który zachwiawszy się gwałtownie, upadł ciężko na ziemię, po czym bezwładnie sturlał z niewielkiego wzniesienia prosto w zaspę śniegu.  Severus wyciągnął szyję, ale kiedy nic nie mógł dostrzec, zrobił kilka kroków w przód, cały czas trzymając różdżkę wysoko, by oświetlić sobie drogę. Stąpał ostrożnie, prawie bezszelestnie. Podekscytowanie brało nad nim górę, nie mógł się powstrzymać, aby nie sprawdzić. Doszedłszy do końca prostego gruntu uniósł różdżkę, święcąc nią na Pottera. Nawet nie poczuł, jak jego wargi wykrzywiają się w pogardliwym uśmiechu. Huncwot leżał na boku do połowy zasypany w śniegu. Oczy miał zamknięte, a z jego ust sączyła się krew. Jego twarz była pełna ran i siniaków, a szata w wielu miejscach zaczynała przesiąkać czerwoną cieczą. Ślizgon zacmokał, przyklękając. 

– Lupin będzie z siebie bardzo dumny, kiedy już wróci z nocnej przechadzki – mruknął pod nosem, przekręcając głowę i patrząc na klatkę piersiową chłopaka. Oddychał płytko, nierówno. – Powinien w sam raz zdążyć na pogrzeb.

      Nagle za jego plecami dało się słyszeć jakieś odgłosy, nawoływania i szelest kroków. Snape podniósł się do pozycji stojącej i obejrzał nieznacznie za siebie. Prychnął.

– I tak ci już nie pomogą. Choćby nie wiem, jak bardzo chcieli.

      Po tych pogardliwych słowach zgasił różdżkę, po czym ruszył w kierunku szkoły, tak, aby nie natknąć się na Lily i Blacka. Gorycz porażki piekła go w gardle, ale w tamtym momencie dzika satysfakcja wynagradzała mu wszystko. 

***

       Lily i Syriusz przedzierali się przez gęsty krzewy w kompletnej ciszy. Dziewczyna cały czas niespokojnie zerkała na swojego towarzysza, który mocno utykał, cały czas ocierając krew cieknącą mu z łuku brwiowego. Co jakiś czas brał garść śniegu i dokładał ją sobie do bolących miejsc. Wiatr kompletnie ustał, w Zakazanym Lesie zapanowała głucha cisza. Co jakiś czas dało się tylko słyszeć cichy szelest spowodowany przez nietoperze lub innych mieszkańców lasu. Bali się zawołać Jamesa, by ponownie nie zwrócić na siebie uwagi Remusa. Syriusz był pewien, że w tym stanie nawet na chwilę go nie powstrzyma. Szedł przed siebie pomimo bólu i słabości, jakie odczuwał. Perspektywa utraty najlepszego przyjaciela, najbliższej mu osoby, sprawiała, że drżał jak liść na wietrze, choć miał na sobie kilka warstw ubrań. Zawsze ubierali się ciepło przed nocnymi wyprawami, na wszelki wypadek. Wcześniej oddał jeszcze jeden ze swoich sweterów Lily, która zaczynała szczękać zębami. Po owinięciu się odzieżą Blacka poczuła ogromną ulgę i wdzięczność. Gryfonka już zupełnie przestała skupiać się na tym, jak bardzo jej zimno. Ignorowała każdą niewygodę, czy ból, który towarzyszył jej po upadku. Starała się przy tym nie myśleć kompletnie o niczym, wyłączyć uczucia, wymazać z pamięci obraz koszmaru, który cały czas do niej nawracał. Chciała tylko znaleźć Jamesa, jak najszybciej. Nie miała zamiaru panikować. Co prawda nie mieli różdżek, byli bezbronni pośród niebezpiecznych terenów. Wiedziała jednak, że popadnięcie w histerię niczego im nie da. 

– Do cholery jasnej, nie mogli odejść daleko – warknął chłopak, zatrzymując się w końcu i opierając dłonią o jedno z drzew, a Lily aż podskoczyła. – Przecież...

      Łapa urwał w pół słowa, zwróciwszy wzrok na swoją rękę. Powoli zdjął ją z omszałego pnia, a nikłe światło księżyca oświetliło szkarłatną krew, która pokrywała wewnętrzną stronę jego dłoni. Lily spojrzała na niego z przerażeniem wymalowanym w oczach. Black tylko na chwilę przeniósł na nią zszokowany wzrok. Dysząc z przerażenia rzucił się szybkim krokiem w prawą stronę, nie dbając już o nic.

– James! – krzyknął, rozglądając się uważnie i dotykając każdego drzewa, które mijał. Szedł tam, gdzie krwi było coraz więcej. – James, gdzie jesteś?!

      Odpowiedziała mu głucha cisza, przerywana jedynie krokami Lily, która biegła obok niego. Myślał, że zaraz nie wytrzyma, że zacznie krzyczeć, płakać i uderzać głową o ziemię. Nie miał przy sobie różdżki, nigdy ich ze sobą nie brali. Bali się, że pod postacią zwierząt mogą je zgubić. Teraz pluł sobie w brodę, bo bez niej nie był w stanie w pełni udzielić pomocy. Nie mógł nawet oświetlić sobie drogi. Jedyne czego pragnął, to zobaczyć Jamesa żywego. Był pewien, że przyjaciel będzie w ciężkim w stanie. Krew, która pokrywała już cały jego rękaw w stu procentach go w tym utwierdzała. Otarł twarz czystą dłonią. Nawet nie wiedział, kiedy łzy pojawiły się w jego oczach. Zatrzymał się gwałtownie, kiedy poczuł, że traci grunt pod nogami. Szarpnął się do tyłu, jednocześnie uderzając w Evans, która krzyknęła cicho zaskoczona jego zachowaniem. Oboje upadli na ziemię, ale Syriusz, który spojrzał w dół małego wzniesienia, od razu przeniósł ciężar ciała na kolana. 

– Jest... – wydyszał, pochylając się bardziej by lepiej widzieć. – Lily, jest tutaj! 

      Dziewczyna natychmiast się poderwała, czując, jak serce podchodzi jej do gardła. Podążyła spojrzeniem za wzrokiem Blacka, spodziewając się zobaczyć poranionego jelenia. Zamiast niego ujrzała Jamesa w swojej normalnej postaci. Nie poruszał się. Zanim dziewczyna zdążyła zrobić krok do przodu, Syriusz był już na dole. 

– James... O Boże... – wyszeptał, przyklękając przy przyjacielu. Nie miał pojęcia, co robić, bał się go dotknąć, by nie zrobić mu jeszcze większej krzywdy. Mimo to przekręcił go delikatnie na plecy, a kiedy księżyc oświetlił jego twarz, aż jęknął. Lily drgnęła, nie mogąc oderwać od niego wzroku.

      Położyła dłoń na jego czole, starając się nie rozpłakać. Wszystko będzie dobrze, powtarzała w myślach, nic ci się nie stanie. Jednocześnie patrzyła na głębokie szramy na jego ciele, wodząc wzrokiem od jednej do drugiej. 

      Był zimny, a jego twarz nieruchoma, dziwnie spokojna. Black drżącymi dłońmi strzepał śnieg z jego ramienia, jednocześnie odsłaniając przy tym bardziej dziurę w ubraniu i rozharataną skórę. Ran było więcej. Na torsie, na szyi, na przedramionach i dłoniach... Brunet bez słowa zaczął gwałtownie zdejmować z siebie kurtkę, potem sweter i na końcu koszulę. Zostawszy w samej koszulce, zaczął rwać koszulę na długie pasy. Lily rozejrzała się dookoła, próbując wymyślić najskuteczniejszy sposób na przetransportowanie stąd chłopaka. Podniosła się z klęczek, myśląc gorączkowo. 

– Nie... nie... nie – Usłyszała nagle z dołu i natychmiast przeniosła tam przerażony wzrok. Głos Syriusza jeszcze nigdy tak nie brzmiał. Kiedy widziała, że chłopak pochyla się nad Jamesem, a dłoń ma na jego szyi, już wiedziała. Upadła na kolana obok nich, przykładając dłoń do ust. 

– On... On nie żyje – powiedział Syriusz ledwo słyszalnym głosem, drżąc na całym ciele. Cały czas znajdował się w pozycji, w której sprawdzał oddech przyjaciela. – Nie żyje... Re–Remus go zabił...

      Lily zesztywniała na całym ciele. Słowa Syriusza niosły się echem po jej głowie. Koszmar się spełnił. Nie mogła oderwać wzroku od twarzy Jamesa. Była blada, pokryta fioletowymi sinikami i krwią, wypływającą z zadrapań oraz cieknącą z jego ust. W tamtym momencie świat się dla niej skończył. Była pewna, że trwała w bezruchu całe godziny, choć był to tylko ułamek sekundy. Świadomość, że James już nigdy się do niej nie uśmiechnie, nie powie kilku miłych słów, nie spojrzy tak ciepło swoimi orzechowymi oczami, nie odgarnie gęstych włosów z czoła w charakterystyczny tylko dla siebie sposób, sprawiła, że poczuła nieposkromioną chęć działania. Robienia czegokolwiek.

      Black usiadł ciężko na śniegu, zupełnie tak, jakby nie panował nad własnym ciałem. Coś go tknęło i pochylił się nad przyjacielem, tak na wszelki wypadek. Ewentualności, że James może być martwy, nie brał nawet pod uwagę. Nie był w stanie sobie tego wyobrazić. Kiedy na policzku nie poczuł ciepłego oddechu, miał wrażenie, że po plecach przeleciał mu piekący dreszcz. Na początku był pewien, że się pomylił. Gwałtownie położył palce na szyi przyjaciela, lecz tam też nie wyczuł pulsu. Wtedy już nie był w stanie utrzymać się w pionowej pozycji. W jego sercu rozszalała się dzika rozpacz, zalewająca go ogromnymi falami wewnętrznego bólu. Nie zwracał nawet uwagi na to, że jego ubrania leżą rozrzucone obok. Ból był dla niego tak piekący, że nie czuł zimna. Był pewien, że to już koniec. Jamesowi nie można było pomóc, nie w ciemnym lesie, bez jakiejkolwiek magii. Schował twarz w rękach zwiniętych na kolanach, po czym zaniósł się płaczem, kołysząc w przód i w tył. Nie wiedział, co powie rodzicom Rogacza, nie wiedział, co powie Remusowi... Przecież on sobie tego nigdy nie wybaczy, przemknęło mu przez myśl, a przerażenie sprawiło, że zapragnął już nigdy nie wracać do Hogwartu, nigdy nie rozmawiać z tymi wszystkimi ludźmi. W dalszym życiu bez Rogacza nie widział jakiegokolwiek sensu. Był przy nim od najmłodszych lat. Wspierał, kiedy rodzina doprowadzała go najpierw do łez, potem do wściekłości i rozgoryczenia. Był przy nim zawsze, jak brat. Oparł jedną dłoń o ziemię, po czym od razu syknął z bólu. Spojrzał w dół, przez łzy dostrzegłszy rozbite okulary Jamesa. Wziął je pokaleczoną dłonią, czując, że jeszcze chwila i eksploduje z rozpaczy. 

      Podniósł wzrok, kiedy zauważył nagły ruch przy przyjacielu. Lily gwałtownie pochyliła się nad jego twarzą. W pierwszym odruchu pomyślał, że całuje Jamesa prosto w usta. Zanim zdążył jakkolwiek zareagować, dziewczyna oderwała się od bruneta, po czym ułożyła dłonie na jego klatce piersiowej.

– Co ty wyprawiasz, do cholery? – zapytał przez łzy, obserwując zszokowany, jak dziewczyn z zawziętością naciska na mostek Rogacza.

– Próbuję go ratować – jęknęła cicho, nie odrywając się od wykonywanej czynności.

      To było pierwsze, co przyszło jej do głowy. W mugolskiej telewizji widziała różne seriale, czy dokumenty, gdzie tak ratowano ludzkie życie. Wiedziała, że czarodzieje tego nie praktykują, była świadoma, że większość z nich nawet nie ma o tym pojęcia. Mimo wszystko postanowiła spróbować. Nie wiedziała, czy robi wszystko w stu procentach dobrze, ale nie chciała bezczynnie patrzeć na to, jak siedemnastoletni chłopak, mający przed sobą całe życie, umiera. W tamtej chwili zrozumiałą też, że bez niego po prostu nie da sobie rady. Za bardzo przywykła do jego obecności w swoim życiu, by tak po prostu pozwolić mu odejść. Kiedy po raz pierwszy dotknęła jego ust swoimi, przeraziła się tym, jak bardzo są zimne. Automatycznie ubrudziła swoje wargi krwią chłopaka, lecz w żadnym stopniu jej to nie obrzydziło. Klatka piersiowa chłopaka uniosła się dwa razy pod wpływem wykonywanych wdechów, a dziewczyna poczuła częściową ulgę. Działało. W jej sercu obudziła się nikła nadzieja. 

      Syriusz na początku patrzył na nią, jak na zupełną wariatkę. Nie potrafił zrozumieć, co takiego robi, ale kiedy zauważył, że tors chłopaka się podnosi, znieruchomiał i wpatrzył w dziewczynę. 

– Pomóż mi, Syriusz – powiedziała Lily, przenosząc się z powrotem na wysokość twarzy chłopaka, by wykonać wdechy. Łzy ciekły jej po policzkach, lecz mimo to chciała walczyć, próbować. Dostarczyła Jamesowi kolejną porcję powietrza, a Syriusz, patrząc na jej twarz umazaną krwią przyjaciela, podniósł się do pionowej pozycji. Z zacięciem w oczach, przysunął do Jamesa.

– Co mam robić?

***

      Peter biegł szybko, oglądając się niespokojnie za siebie. Co kilkaset metrów, kiedy tylko odbiegł należycie daleko, przystawał, zamieniał się w człowieka i ponownie imitował wilcze wycie. Za pierwszym razem nie miał pojęcia, czy to w ogóle zadziała. Kiedy jednak dogonił swoich towarzyszy i zobaczył, co dzieje się na polanie, postanowił oddalić się jak najszybciej, by spróbować. Lunatyk połknął haczyk, rzuciwszy się w pogoń za nieistniejącym osobnikiem tego samego gatunku. 

      Glizdogon przystanął zmęczony, ocierając się drobną szczurzą łapką. Słyszał dokładnie, jak Remus kilka metrów za nim węszy zapamiętale, unosząc łeb do góry. Peter zaszył się w najgęstszych krzakach, jakie znalazł, by złapać oddech. Chciał wrócić do przyjaciół, zobaczyć, czy wszyscy są bezpieczni, lecz wiedział też, że Remusa pod żadnym pozorem nie można zostawić samego. Z zacięciem postanowił, że to on sam z nim zostanie do końca pełni. Był świadom, że kiedy przyjaciel zorientuje się, że drugi wilkołak nie istnieje, będzie chciał wrócić w miejsce, gdzie znajdowali się James i Syriusz. Miał tylko nadzieję, że zdążą stamtąd uciec. 

***

      Lily nie miała już siły, brakowało jej powietrza, a śnieg, na którym klęczała sprawił, że nie czuła kolan. Łzy płynęły jej ciurkiem po twarzy, lecz mimo to nie poddawała się. Miała wrażenie, że jeżeli tylko odsunie się od Jamesa, porzuci próbę przywrócenia mu oddechu, tym samym wyda na niego wyrok śmierci. Syriusz, który uciskał jego klatkę piersiową coraz bardziej nie widział w tym sensu. Nie wiedział, co to miało na celu, o nic nie pytał. Robił tylko to, co nakazała mu Lily. Nie miał już nic do stracenia, lecz kiedy patrzył na Jamesa, którego stan nie zmieniał się już od dobrych kilku minut, porzucił resztki nadziei. 

– To nie ma najmniejszego sensu – jęknął, odsuwając się od przyjaciela. – Już za późno. 

      Dziewczyna kompletnie nic już nie widziała, tak bardzo załzawione miał oczy. No dalej, proszę cię, błagała w myślach po raz enty przysuwając się do martwych ust chłopaka, uśmiechnij się do mnie, James, powiedz, że to wszystko to wasz kolejny żart. Tak bardzo chciała, żeby cała ta sytuacja okazała się kolejną ustawką Huncwotów. Nigdy wcześniej nie spodziewała się, że kiedykolwiek tego zapragnie.

– Nie rób mi tego – wyszlochała w końcu, opierając się czołem o jego klatkę piersiową. – Błagam cię, nie rób mi tego.

      W pewnym momencie przed oczami stanął jej pewien wiosenny wieczór.

 No błagam cię...  wyszeptała, dotykając jego dłoni. – Ocknij się, James.

 Nagle poczuła, jak czyjeś ręce obejmują ją w pasie, a kiedy znowu spojrzała na twarz chłopaka, zobaczyła, że ten patrzy na nią z uśmiechem i błyskiem w orzechowych oczach. 

– James? – zamruczał cicho chłopak, patrząc na nią z bardzo bliskiej odległości. Poczuła jego oddech na swojej twarzy. – Nigdy tak do mnie nie mówiłaś, Ev... Lily. 

      Leżąc na jego nieruchomej klatce piersiowej w ciemnym lesie, szlochając głośno, niczego tak nie pragnęła, jak tego, by sytuacja się powtórzyła. Chciała, żeby ją przytulił, chciała poczuć jego ciepły oddech, spojrzeć jeszcze raz w oczy. 

      Syriusz patrzył na nich bezradnie, miotany wewnętrznym cierpieniem i poczuciem ogromnej straty. Spojrzał na twarz przyjaciela, po czym podskoczył gwałtownie. James nieznacznie skrzywił usta, a po chwili zakasłał cicho, próbując unieść głowę. Lily natychmiast się poderwała i chwyciła jego twarz w dłonie. Black pochylił się nad nimi, z napięciem wpatrując w rysy przyjaciela.

– Spójrz na mnie, James – wyszeptała dziewczyna, klepiąc go delikatnie po policzku. – Hej, otwórz oczy. 

      Chwilę to trwało, ale w końcu Rogacz uchylił powieki, wbijając niewidzący wzrok w niebo. Oddychał ciężko, z trudem, jakby mocno się czymś zmęczył, ale oddychał. Lily zaśmiała się cicho, opierając czołem o jego czoło. Nigdy wcześniej nie poczuła takiej ulgi, w tamtym momencie aż zakręciło jej się w głowie. Syriusz zaklął pod nosem, zaciskając powieki i odgarniając włosy z czoła.

– O, stary – wychrypiał, wycierając łzy wierzchem dłoni. – Jeśli jeszcze raz tak zrobisz, to ja cię zabiję. 

      Rogacz sprawiał wrażenie, jakby chciał coś powiedzieć, ale nie mógł tego zrobić. Przełknął ślinę, a Lily pogłaskała go po policzku. Łzy ulgi kapały na jego twarz. Syriusz podniósł się i zaczął ubierać. Adrenalina buzująca w jego żyłach sprawiała, że prawie w ogóle nie czuł bólu. Jego najważniejszym celem było zabranie stamtąd Jamesa, choćby miał zrobić to osobiście. Dziękował niebiosom za rozsądek swój i swoich przyjaciół, że za każdym razem tak ciepło się ubierali. Gdyby James nie miał na sobie tylu warstw ubrań, nie zdążyliby nawet go znaleźć. 

– Pomóż mi go wziąć na plecy, Lily – powiedział Black, kiedy już zarzucił na siebie płaszcz. – Musimy go zanieść do Hagrida, on na pewno nam pomoże. 

      Kiedy Lily zaczynała się podnosić, James w końcu znalazł w sobie dość siły, by się odezwać. Głos miał ledwo słyszalny.

– Gdzie jest Remus? – Lily i Syriusz wymienili szybkie spojrzenia.

– Z Glizdogonem, nie przejmuje się, bracie – powiedział Syriusz, starając się, by jego głos zabrzmiał kojąco. – Wiem, że wszystko cię boli, ale muszę cię podnieść. Dasz radę, to potrwa tylko chwilkę.

      James znowu miał zamknięte oczy, ale nieznacznie kiwnął głową. Kiedy Black delikatnie złapał go za ramiona, zacisnął zęby, by krzyknąć z bólu. Nie potrafił nawet zlokalizować jego źródeł, bo całe ciało niemiłosiernie go rwało. Czuł się skołowany, nie wiedział do końca, co się dzieje. Co chwila tracił przytomność, by potem na kilka sekund znowu ją odzyskać. Ostatnim momentem, który zapamiętał były jakieś światła i ujadanie psa. Potem znowu nastała kompletna ciemność, której tym razem nie potrafił przezwyciężyć. 
________________________________

O nie wierzę, nie dodawałam rozdziału ponad miesiąc. Nie mam pojęcia, jak ja to zrobiłam, nawet nie wiem, co się stało z moim wolnym czasem przez ostatnie tygodnie. Myślałam, że w ferie się rozwinę i polecę do przodu kilka rozdziałów, a ja ledwo zdążyłam napisać ten jeden. :') Szkoda słów.
Mimo wszystko mocno się postarałam, pisząc go. Nie wiem, chyba potrzebowałam takiej emocjonalnej bomby, trochę się chyba wyżyłam tym rozdziałem. Zastosowałam niemagiczne rozwiązanie, z czym w ogóle się jeszcze nie spotkałam w opowiadaniach potterowskich... Biłam się z myślami długi czas, czy w ogóle wprowadzić element reanimacji Jamesa, ale w końcu stwierdziłam, że to może być bardzo ciekawe doświadczenie. Nie wiem, jak mi to rzeczywiście wyszło, osobiście jeszcze nie mam zdania. Mam nadzieję, że nie jest źle. I..., że niektóre osoby mnie nie zjedzą za pewne rzeczy. XD
Kolejny rozdział postaram się dodać dużo szybciej, trzymajcie kciuki, żeby się udało. <3 Już bardzo chciałabym go opublikować tak w zasadzie, bo mam już cały dokładnie rozplanowany. 
Trzymajcie się ciepło i do przeczytania! 

23 komentarze:

  1. Jeju! Ten rozdział trzymał mnie w takim napięciu, że ja nie mogę...
    Jak Syriusz powiedział, że James nie żyję... Boże ja niemal płakałam razem z nim (co z tego, że wiem, iż musi przeżyć i że później, za kilka lat i tak umrze - zabrzmiało tak logicznie XD). Jacie targały mną prawie takie emocje jak Lily. A kiedy ona podjęła się reanimacji, to tylko w myślach mówiłam: "On otwórz te cholerne oczy!". Sam pomysł z mugolskim sposobem ratowania Jamesa, moim zadaniem strzał w dziesiątkę.
    Chociaż Sverus odrobię mnie zirytował, to jednak ciekawie było patrzeć na o z jego perspektywy...
    Pozdrawiam i życzę dużo weny!
    Ps. Chyba będę pierwsza z komentarzem... hehe XD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciebie Severus odrobinę Cię zirytował, ja myślałam, że go zjem, hah. XD
      Cieszę się, że rozdział Ci się podobał, dziękuję za miłe słowa!
      Również pozdrawiam! <3

      Usuń
  2. Czekałam na rozdział i się doczekałam. Snape mnie wkurzył na maksa. Snape, zginiesz marnie.
    Jily, kurna forever. Kocham ich chwile.
    Teraz, w tej chwili potwierdzam, że kocham Syriusza w twoim opowiadaniu. Częściej to podejrzewałam.
    Tobie życzę dużo weny oraz czasu.
    All the love xxx

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedyś tam zginie, ale to jeszcze potrwa, haha. :D
      Jily zawsze! <3 Tak samo jak Syriusz.
      Pozdrawiam serdecznie i dziękuję za opinię!

      Usuń
  3. Snape chyba zaczyna żałować tego co zrobił, ale pewnie tylko dlatego, że to Lily miała zginąć. Na zginięcie Jamesa bez zastanowienia by pozwolił. Dla mnie to trochę wygląda tak, że on myśli, że jak James by nie przeżył to Lily by z nim była. Jakby się nie mógł pogodzić z tym, że Lily kocha Jamesa.
    To już drugi wypadek Jamesa w ostatnim czasie. I kolejny prawie skończył się śmiercią.
    Fragment z reanimacją mi się podobał. Magią by pewnie szybciej przywrócili Jamesowi życie, ale raz na jakiś czas mugolskich sposobów mogą użyć. Dobrze, że tą reanimacją Lily i Syriusz uratowali Jamesa.

    Czekam na kolejny rozdział.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Snape sam jeszcze nie wie, co tak naprawdę czuję, na razie ogarnęła go tylko dziwna euforia spowodowana śmiercią Jamesa. Masz rację, Potter dla Severusa nic nie znaczy, a wręcz chciałby się go wreszcie pozbyć. Hm, prawie mu się udało.
      Dziękuję pięknie!

      Usuń
  4. Zaczęłam oglądać sobie Casino Royale, a potem przypomniałam sobie, że przecież muszę napisać komentarz. Nie będzie tak chaotyczny, jak przypuszczałam, bo już ochłonęłam i sama napisałam okrutny, łzawy rozdział, więc niedługo się odegram. Ale, hmm, w sumie to ja odgrywam się na Tobie w każdym rozdziale. Nieważne, cofam wszystko, co napisałam :")
    Czekałam na ten rozdział, siedząc jak na gwoździach. Byłą godzina pierwsza w nocy, jedno oko miałam już zamknięte, ale czekałam. Czekałam spokojnie, bo wiedziałam, że nie zasnę, dopóki tego nie przeczytam. A jak już przeczytałam, to i tak spać nie mogłam. Ech, ciężkie żywota moje.
    Ale po kolei.
    Wiesz, co najbardziej mi się tu spodobało? Nie dialogi (chociaż tekst Syriusza o tym, że zabije Jamesa należy do moich ulubionych). Opisy. Czytając je, nawet po tej pierwszej w nocy, czułam się tak, jakbym tam była. Sama zawsze miałam problemy z pisaniem ładnych, długich, wciągających i emocjonujących zdań, bez wplatania w to wypowiedzi bohaterów. Ten rozdział jest bogate w takie opisy, i dlatego tak bardzo go lubię. Chyba od teraz będzie należał do moich ulubionych. To, jak opisałaś walkę Jamesa i Remusa, potem reanimację Jamesa i próbę ratowania jego życia - zakochałam się. I dalej twierdzę to, co wcześniej - reanimacja była dobrym posunięciem, bo jej nikt się nie spodziewał. Czasem nawet czarodzieje muszą radzić sobie inaczej.
    Snape zginie marnie, zapowiadam Ci to. Ojej, nie zabili Lily. Trudno, przynajmniej zdechnie James. Jej, jestem taki sprytny i taki przebiegły. Dajcie mi medal. O tak, mogę coś Ci dać, ale strzał w pysk z prawego sierpowego, bo to chyba mój najmocniejszy (nie, wcale nie sprawdzałam, skąd ten pomysł). Zdychaj sobie, o.
    Wiedziałam ,że James nie zginie, bo to byłoby głupie, ale mimo wszystko miałam dreszcze i czytałam w olbrzymim napięciu. Kto wie, co jeszcze mogłabyś wymyślić. Są rzeczy gorsze od śmierci.
    Nie, czego nie sugeruję i nie proponuję, niech przenajświętszy Julian Cię od tego broni. Tylko ja mogę torturować moje postacie w tak okrutny sposób, nie masz na to licencji, moja droga ♥
    Wiesz, co mnie cieszy? To, że wprowadziłaś tu fragment Glizdogona. Mówię serio. Wyobraźmy sobie, że go nie znamy, że nie wiemy, iż niedługo zostanie największą świnią stuleci. Całkowite pomijanie go byłoby... dziwne. Już spotykałam się z takimi opowiadaniami, że autorki traktowały Petera po macoszemu tylko dlatego, że wiadome było, jak skończy za kilak lat. Nie podobało mi się to, bo mimo wszystko jest on jednym z Huncwotów i jeszcze wtedy zależało mu na przyjaciołach bardziej, niż na własnej skórze. Także duży plus dla Ciebie za to, że nie skasowałaś go do reszty.
    Nawet nie chcę wiedzieć, jak zachowa się Remus gdy zda sobie sprawę, co się stało. Jeśli wpędzisz go w depresję, możesz mu przy okazji przekazać, że jestem dobrą panią psycholog i z chęcią go do siebie przyjmę na terapię i przy okazji na jakieś tulenie. Jak jak go przytulę, to od razu mu przejdzie, gwarantuję.
    A mówiąc o depresji... Syriusz. Nawet nie chcę sobie wyobrazić co czuł, patrząc na martwego Jamesa. W końcu znali się tyle lat, byli dla siebie jak bracia i jeden bez drugiego nie wyobrażał sobie życia. Lily też na pewno przechodziła wtedy koszmar, ale nie taki, jak Syriusz, jestem tego pewna.
    Ok, ok, żartowałam z tym zjedzeniem Ciebie. Jeśli bym cię zjadła, kto pisałby mi takie rozdziały, kto narzekałby na moje posty, kto oprócz mnie crushowałby mojego Juliana? Więc wiesz, jesteś bezpieczna. I trzymam Cię za słowo z tym rozdziałem, bo cholernie chcę wiedzieć, co będzie dalej no! Trzymam kciuki tak mocno, że aż coś mi w nich pykło. Jeśli rozwalę sobie stawy, to będzie Twoja wina, wiec radzę Ci go wstawiać jak najszybciej (nie, to nie jest szantaż, ja i szantaż?).
    Ogólnie to... no, jesteś świetna, serio. Wiader weny Ci życzę i setki pomysłów. Pamiętaj, że zawsze masz mnie pod ręką.
    Ściskam, całuję i sprzedaję mocnego kopa w dupę.
    Twoja Marina ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ech, proszę mi tu nie grozić żadnymi łzawymi rozdziałami. Jak zaczniesz przeginać to się w końcu uodpornię, zobaczysz!
      Najlepiej ze wszystkich wiesz, jak bardzo szarpałam się z tym pomysłem reanimacji, zrobić, czy nie... Ale nie żałuję, że zrobiłam. Myślę, że to było takie ludzkie, zwyczajne. Nie ogarnięte magią i sposobami, które zazwyczaj są niezawodne.
      Oj, są rzeczy gorsze od śmierci. A co do Jamesa, to spokojnie. Jeszcze się chłopak namęczy, niestety, planuję to wszystko poszerzyć tak troszeczkę. Ociupinkę. Ale obiecuję, że Wam to wynagrodzę.
      Co do Snape'a to sama miałam ochotę go zabić po tym, jak napisałam to, co powiedział do Jamesa. No gnida jakich mało. Chociaż jego też staram się zrozumieć. Z trudem, ale się staram.
      Co do Glizdogona, pisałam już kiedyś, że nie mam zamiaru go pomijać. Skoro to opowiadanie o Huncwotach, to chyba nie tędy droga? Nienawidzę go jak cholera, ale co zrobić. :')
      Depresja depresją, szykuję się przede mną sporo skrajnych emocji do opisania. Ale luzik, w razie czego dam Remusowi namiary.
      Ja też jestem tego pewna, dla mnie wyobrażenie sobie tego, co czuł Syriusz jest niemożliwe. Po prostu się nie da i dlatego mam wrażenie, że nie oddałam do końca jego ogromnego bólu. Nie potrafię.
      Dziękuję Ci pięknie, słońce! <3

      Usuń
  5. No patrz, weszłam, a tu rozdział.
    Zjadło Ci akapity, masz zamiast nich spacje.
    Opis rozterek Snape'a bardzo mi się podoba, jest dużo bardziej realistyczny niż poprzednie opisy emocji. Niemniej jednak nadal powinnaś popracować nad interpunkcją, bo w tym jednym akapicie znalazło się kilka banalnych błędów:
    „Nie chciał patrzeć na jej śmierć, jednocześnie czując się (bez przecinka) jak sparaliżowany. Kiedy znienawidzeni przez niego Huncwoci ruszyli jej na pomoc. (przecinek, ponieważ tu zaczyna się nowa część zdania; jeśli nie wiesz, czy stawić przecinek w takich miejscach, odwróć sobie szyk — po „kiedy” stawiamy przecinek, więc w takim miejscu też) poczuł nieposkromioną ulgę, lecz także ogromną wściekłość, która zagotowała mu krew w żyłach. Chciał mieć to wszystko za sobą, jak najszybciej (bez przecinka, „jak najszybciej” to ani czasownik, ani nic, po czym zasady interpunkcji nakazują przecinkowanie) zakończyć sprawę”.
    Dzisiaj (i w sumie nie tylko dzisiaj, ostatnio ten temat jest podejrzanie popularny) przeprowadziłam dyskusję na temat obsesji Snape'a. Bo to akurat fakt, wszystko na to wskazuje (i nie trzeba być profesorem psychologii, żeby to zobaczyć), do tego Rowling mówiła, że Snape nie darzył Lily zdrowym uczuciem, ale i tak zawsze znajdzie się grupka osób, które będą święcie przekonane, że w zachowaniu Snape'a nie ma nic dziwnego, to jest po prostu piękna historia niespełnionej miłości. Dlatego tym bardziej jestem pocieszona, że ukazałaś Snape'a właśnie w taki sposób — rozemocjonowanego, chorego z nienormalnej miłości człowieka (chociaż tu jeszcze młodego chłopaka), który nadal przeżywa swoją stratę, mimo że James i inni mogą zginąć. Jego zachowanie jest jak najbardziej racjonalne (oczywiście w stosunku do kreacji). Ciekawa jestem, czy gdyby faktycznie przyszło mu zabić Jamesa, byłby w stanie to zrobić. Jego umysł musi być naprawdę przesiąknięty obsesją, skoro nie pamięta, że rok albo dwa wcześniej James uratował mu życie.
    A przez moment byłam niemal pewna, że Severus się ugnie.
    Trochę to dziwne, że Snape jednak odpuścił. Skoro zdał sobie sprawę, że Lily jest z Syriuszem, dlaczego nie postanowił ich wykończyć? Albo coś? Myślał, że Lupin załatwi całą trójkę? To znaczy... nie jest to błędne myślenie, ale może na Glizdogona albo Crabbe'a, lecz z pewnością nie na Snape'a. On mimo wszystko już wtedy był piekielnie inteligentny.
    Serce podeszło, nie podchodzi. Czas przeszły.
    Skoro jest śnieg, lepiej zabrzmiałoby, gdyby ciszę przerwał odgłos skrzypiącego śniegu pod stopami Lily. Kroki zostawmy dla pomieszczeń i sytuacji, kiedy nie możemy użyć ciekawszego określenia.
    Przy opisie odczuć Severusa cała scena wyglądała bardzo ładnie i realistycznie, ale już podczas ratowania Jamesa brakuje mi trochę opisów dotyczących Blacka. Nie piszesz w pierwszej osobie, więc strumień świadomości i emocji nie musi być taki zacietrzewiony, możesz wspomnieć, jak Syriusz się poczuł, kiedy został w samych gatkach/spodniach na śniegu. Emocje emocjami, ale na bank było mu ciepło. Harry w siódmej części też był mega podniecony na widok miecza w jeziorze, ale poczuł lekki chłodek, kiedy wskoczył do wody. XD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mi miło znowu Cię zobaczyć. :) A raczej komentarze od Ciebie. Błędy zaraz poprawię, dziękuję za wykazanie ich. Co do akapitów również w końcu zrobię z tym porządek.
      Dla mnie uczucie Snape'a do Lily nigdy nie było piękną miłością, którą James tak strasznie popsuł. Nie rozumiem też ludzi, którzy tak uważają. To, co chłopak czuł do Evans naprawdę pochodziło pod obsesję, tak samo jak nienawiść do Huncwotów. Doszło nawet do tego, że zaczął ich śledzić byle tylko przyłapać i wydać. Myślę, że gdyby sam miałby zabić któregoś z nich, ręka jednak by mu drgnęła. W końcu też był człowiekiem.
      Dziwne, prawda, ale właśnie specjalnie podciągnęłam to pod tę drugą obsesję związaną z nienawiścią. Nie mógł się powstrzymać, żeby nie zobaczyć, czy Remus rzeczywiście wykończy Jamesa. Masz rację, inteligentna z niego bestia, ale w tamtej chwili zabrakło racjonalnego myślenia.
      Wiedziałam, że opisy Syriusza mi nie wyszły, mam tę świadomość. Chyba mnie to przerosło lekko, to naprawdę była straszna chwila. No nic, starałam się. Przed Łapą będzie jeszcze wiele ciężkich chwil, może z czasem się uda. :D

      Usuń
  6. Spoko, reanimacja Jamesa jest okej. Na samym początku przeczytałam notkę od autora, więc już wiedziałam, co nastąpi, ale najpierw pomyślałam, że może pani Pomfrey czy inna pielęgniarka będzie go reanimować w skrzydle szpitalnym, co byłoby już dużym błędem (żeby nie powiedzieć „rakiem”), ale szlama Lily, która w panice próbuje ratować Jamesa masażem serca — jak najbardziej spoko.
    Fajnie, że Peter nie pełni u Ciebie funkcji debilno-zdradzającej, cieszę się, że dostał swój fragment i nareszcie nadeszła jego wielka chwila. Mam nadzieję, że dostanie jeszcze trochę czasu rozdziałowego, ale następnym razem może trochę więcej niż króciutki fragment?
    Najpierw James był na skraju śmierci, a teraz pyta o Lupina? Tego nie kupuję.
    Niemniej jednak ten rozdział jest chyba najlepszy ze wszystkich, które dotąd wysmażyłaś. Jestem ciekawa, co stanie się ze Snape'em. Skoro Lily nic nie pamięta, pewnie będzie trudniej dojść do tego, kto jest sprawcą, ale mam nadzieję, że nauczyciele nie zbagatelizują sprawy. Bo sytuacja z Lupinem i Jamesem to jedno, a sytuacja z porwaną i zawleczoną do lasu Lily to drugie. A sam rozdział całkiem przyjemny i oby tak dalej. :)
    http://dark-love-riddle.blog.onet.pl/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nigdy nawet bym nie wpadła na to by reanimowała go pielęgniarka, to by było zupełnie do kitu. Zanim by go przetransportowali do zamku, zdążyłby umrzeć z dziesięć razy. :')
      Peter będzie miał jeszcze większy swój wielki moment, spokojnie!
      Dziękuję pięknie za opinię!
      Pozdrawiam.

      Usuń
  7. Heyooo!
    Ha, już z nie tak wielkim opóźnieniem. Tak przy okazji rozumiem ten ból, kiedy masz tyle wolnego, a jednak nie dajesz rady napisać żadnego rozdziału. Czasami wypadają rzeczy siły wyższej, jak na przykład serial xD
    Ooo. Powinnam Cię chwalić za Glizdogona. Tak rzadko spotyka się go miłego i dzielnego w fanfiction. Aż przyjemnie się czyta, kiedy Peter poświęca się na rzecz przyjaciół ^^ Mam tylko nadzieję, że nie padnie w tym lesie zbyt szybko.
    Właśnie,skoro już o tym mowa - DLACZEGO, DO CHOLERY, SYRIUSZ GO ZOSTAWIŁ?! Tak nie postępują przyjaciele! Ja rozumiem, Syriusz ma ogromne zaufanie do Petera, ale jak mu się coś stanie? A panicz Black się nawet tym nie przejął! No chyba że po odniesieniu Jamesa do chatki wróci do Glizdogona, żeby mu pomóc.
    Jak czytam te komentarze, to widzę, że większości osób łezka się zakrecila. Mi jednakże nie, ale to spowodowane tym spokojem, który odczuwam, że wiem, że go nie usmiercisz. Nie miałabyś na to serca, aby tak potraktować Lily i resztę Huncwotow >.< Przy okazji James musi dożyć do 1981r. więc ten... Cieszę się, że nie płakałam, bo czytałam twój rozdział na poprawę humoru, a nie zdolowanie. Już i tak byłam smutna ;-; Tak czytam, czytam, nastrój się polepsza, a tu nagle bum! James is dead. No i znowu smutek wrócił >.< Przysięgam, że Cię ukatrupie, jeśli dasz kiedykolwiek sad end.
    Ohoo. Objawił się niski poziom zachowawczy Snape'a. Zostawić umierającego na ziemi?! POKRYTEJ ŚNIEGIEM ZIEMI?! CZY JEGO KOMPLETNIE POGWIZDALO?! Rozumiem, że się bardzo nienawidzą, ale żeby aż tak? To jest okrutne. Dosłownie widać Severusa powoli staczajacego się w mrok. Jak ładnie napisała Frozenka, Snape popada w obsesję na punkcie Lily. Trochę mnie to jednakże martwi, gdyż wiemy, do czego on jest zdolny. Szaleństwo nie wyjdzie mu na tym na zdrowie, szczególnie w szeregach Czarnego Pana. Choć, może jednak... Voldemort to jednak zmienny jest. Prawdopodobnie z chęcią przyjąłby takiego szaleńca z obsesją na punkcie miłości do szlamy...
    O Jezus, obawiam się o Remusa w następnym rozdziale. Jak on kuzwa zareaguje na to, że prawie zabił przyjaciela? No cóż, rozpacz i blaganie na kleczkach o przebaczenie.
    Pozdrawiam i dużo weny życzę na kolejny rozdział! ^^
    CanisPL

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Za to ja się spóźniłam z odpowiedzią, widać równowaga musi być. :')
      Syriusz miał troszkę ważniejsze rzeczy na głowie, nie mógł się rozdwoić, a James był ciężko ranny. Remusowi nic nie groziło, bo to właściwie on sam siał postrach, a Peter był na tyle mały, że Lupin miał go głęboko.
      Oj, pogwizdało, pogwizdało, niestety.
      Dziękuję ślicznie za opinię!

      Usuń
  8. Hej :) Kiedy będzie nowy rozdział bo wypatruje go tutaj codziennie? :)
    Luella

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojej, jak miło. :D Nie mam pojęcia kiedy dokładnie, ale będę robiła wszystko by jeszcze w tym miesiącu. :)

      Usuń
    2. i jak Ci idzie pisanie? :)
      Luella

      Usuń
    3. Bardzo powoli, ale cały czas piszę. :D

      Usuń
  9. Oh my God! Jejku, jeszcze wszystko we mnie chodzi... Ale dobra, spokojnie, Anetko! Ok, już mi lepiej. xd
    Z tego wszystkiego się nawet nie przywitałam. :P
    Więc cześć! :)
    Jejku, jak ty w tym rozdziale grałaś na moich emocjach. Nie wiem, czy to wybaczę. :> Dobra, wybaczę! ;D
    Przyznam się bez bicia, że gdy czytałam, miałam gęsią skórkę. Naprawdę. Jeszcze tak klimatycznie z playlisty zaczęło mi lecieć Love - Lany Del Rey. To już całkiem zrobiło swoje.
    Może coś konkretniej, bo tak troszkę bez ładu i składu gadam. :P
    Mogę coś zrobić Snape'owi? :P Ja wiem, że on ci będzie dalej potrzebny w opowiadaniu, ale... Uch, brak mi słów do tego buca, delikatnie mówiąc. On jest chyba nie za bardzo homo sapiens... Po prostu nie wierzę w tego człowieka. Jest na mojej czarnej liście! xD
    Tak, jak mówiłam wcześniej, miałam gęsią skórkę, szczególnie przy scenie, gdy Syriusz i Lily zastali martwego Jamesa. A kiedy go reanimowała... Oh my Gosh! Dawno nie czytałam czegoś, co wywołało we mnie tyle emocji. Co prawda wiedziałam, że James przeżyje (odniesienie do prologu ukazującego przyszłość... ;)), ale miałam takie: "Oddychaj, weźże oddychaj. No przecież Evans cię prawie że całuje!" xD To nie na miejscu, prawda? :> A tak na serio, to prawie że płakałam.
    A Syriusz, Merlinie drogi, jego postawa mega. Jest super przyjacielem, i po tym rozdziale to już nikt mi chyba nie powie, że nie. Przecież miał zaprowadzić Lily do zamku, a on pobiegł ratować przyjaciela, gdy w lesie jeszcze grasował wilkołak.
    Super opisałaś emocje. <3 Uwielbiam ten rozdział, kocham, kocham, kocham (jak Kora w Must Be The Music xD). <3
    I, ojejku, wyobrażam sobie reakcję Remusa. Pewnie będzie się czuł okropnie z tym, że prawie zabił przyjaciela. Mam nadzieję, że Huncwoci i ewentualnie Lily szybko wyperswadują mu to z głowy...
    Chociaż raz Glizdek przydał się w jakimkolwiek opowiadaniu (chociaż nie, u mnie też był motyw, gdy pomógł. Ale mi chodzi, że jako przyjaciel okazał się pomocny. ;)) Trochę cwaniak z niego. Od razu zajarzył, żeby schować się krzakach, by Remus go nie wyczuł. :)
    To już chyba wszystko. Wydaje mi się, że ten komentarz wyszedł bez ładu i składu, ale pisałam to, co mi ślina na język przyniosła, a raczej palce na klawiaturze przyniosły. :P
    To teraz wszystko. :)
    Pozdrawiam i dużo weny życzę! <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Oddychaj, weźże oddychaj. No przecież Evans cię prawie że całuje!" - Haha, podejrzewam, że gdyby wiedział, to wstałby od razu. XD
      Dziękuję ślicznie za opinię! <3

      Usuń
  10. OMG! Wczoraj znalazłam bloga i jestem pod wrażeniem! MEGA! Szczególnie dwa ostatnie rozdziały trzymają w napięciu i wgl no genialnie jest :D
    yyy lubię Snape'a z reguły, ale on tutaj jest takim *tu wstaw dowolne przekleństwo* uh...
    Więc ogólnie to czekam na dalsze losy bohaterów :)
    Kocham Jamesa i Syriusza <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję ślicznie! <3

      Gdyby kogoś to interesowało, rozdział będzie na pewno do niedzieli, podejrzewam, że nawet wcześniej. :D

      Usuń
    2. No wreszcie .-. Trzy miesiące przerwy! Powinniśmy Cię za to ukatrupić.

      Usuń

Szablon
Fantazja
LOG